Ksiądz w sutannie bierze udział w maratonie. Chce spowiadać. "Podczas biegu jest czas na przemyślenia"

Zepnie dół sutanny agrafką, bo gdy biegnie odpinają się guziki. Łódzki ksiądz Michał Misiak, który zasłynął z organizowania chrześcijańskich dyskotek i "wyciągania" trudnej młodzieży z bram, pobiegnie w niedzielnym maratonie w sutannie i będzie na trasie... spowiadał. 
Anna Sapieha: Maraton w sutannie?

Ks. Michał Misiak: Do tej pory biegałem maratony w stroju sportowym. Teraz mam inne priorytety, dlatego założę sutannę, aby zwrócić uwagę na hasło, które będę miał na plecach: "Nie bój się spowiedzi".

Strój nie będzie przeszkadzał?

- Parę miesięcy temu robiłem testy i biegałem w sutannie po zmroku, żeby nie robić sensacji. Jedynym mankamentem, który wtedy zauważyłem, było to, że w czasie biegu rozpinają się guziki. Na trzydzieści trzy rozpięło się ich piętnaście, dlatego teraz zepnę dół sutanny agrafką. Trochę przeszkadza mi także stójka, która podrażnia szyję, ale mam nadzieję, że wytrzymam. Sympatycznie mi się żyje i chodzi w sutannie, więc i na maratonie będzie pasowało.

W niedzielę ma być dosyć ciepło.

- Ale upału nie będzie. Pierwszy maraton biegłem z założeniami, żeby zejść poniżej czterech godzin, żeby się nie zatrzymać ani razu i żeby żadna kobieta mnie nie wyprzedziła. Dwa pierwsze założenia mi się udały trzecie nie. W kolejnym maratonie liczył się czas, przebiegłem w 3:21. Teraz pragnę pobiec nie na czas, ale chciałbym, żeby maratończycy zwrócili uwagę na hasło, które będę miał na plecach.

Będzie miał ksiądz ze sobą różaniec albo kieszonkowe wydanie Biblii?

- Nie, będę miał tylko MP3 z muzyką Luxtorpedy, która daje mi siłę.

I będzie ksiądz spowiadał w czasie biegu.

- Jestem do dyspozycji. Jeżeli ktoś w czasie biegu mnie zatrzyma, to jestem w stanie zwolnić, przerwać bieg albo maszerować. Jeżeli ktoś będzie chciał się wyspowiadać właśnie wtedy. Pamiętam z poprzednich biegów, że miałem bardzo ciekawe duchowe rozmowy. Biegnie się kilka godzin, jest więc czas na różne przemyślenia. Dla kogoś pojawienie się na trasie księdza może być znakiem z nieba, aby się wyspowiadać, aby dobiec do mety nie tylko strudzonym, ale także oczyszczonym na duszy. W grupkach maratończyków są bardzo różne rozmowy. Nastawiam się na delikatny dialog i dyskusje. Może będziemy umawiali się na spowiedź po biegu. Po maratonie nie spakuję się od razu i nie wrócę przecież czym prędzej na parafię.

DOSTĘP PREMIUM