Lud smoleński to trzy typy ludzi. "Wszyscy czują się przegrani, ale i lepsi moralnie"

- Spór nie jest o Smoleńsk. Smoleńsk tylko wpisał się w podział na przegranych i wygranych, na tych, którzy mają bardziej tradycyjną i bardziej nowoczesną wizję Polski - mówiła w TOK FM prof. Krystyna Skarżyńska, psycholog społeczny, która wraz ze swoimi studentami bada podziały w polskim społeczeństwie. Wg niej "lud smoleński" dzieli się na trzy podstawowe grupy.
Skąd przychodzi lud smoleński? Prof. Krystyna Skarżyńska z PAN i SWPS opowiadała w "Popołudniu Radia TOK FM" o wynikach badań i rozmów z osobami przychodzącymi na smoleńskie marsze i wiece. - Źródła są trzy. Pierwsza ścieżka to osoby, które w ciągu wielu lat gromadziły różne przykre doświadczenia: spotkały się z odrzuceniem, miały poczucie gorszości, traciły pracę czy mieszkanie... Ludzie ci, kiedy patrzyli na to, co się w Polsce dzieje, mogli mieć poczucie, że inni ich wykluczają. Mówi się, że jest super, a oni wcale tego nie widzą i uważają, że jest to niesłuszne. To zatem droga doświadczenia gorszego losu, niekoniecznie zawinionego. A ponieważ zawsze próbuje się szukać winnych swoich niepowodzeń, ci ludzie też szukali. Winią system - mówiła o pierwszej, bardzo licznej grupie tworzącej "lud smoleński".

Druga grupa przypomina pierwszą, ale jej złe doświadczenia sa krótsze, czasem jednorazowe: - Ludzie ci mają krótkie doświadczenia porażki. Startowali w tej nowej rzeczywistości o sukces i odnieśli porażkę z różnych powodów: albo nie starczyło im kompetencji społecznych czy intelektualnych, albo ktoś ich wykiwał. Ale oni bardzo generalizują swoje doświadczenia i uważają, że coś jest nie tak w elitach, skoro nie pozwolono im pokazać swojej wyjątkowości. Mają też poczucie wyższości moralnej: są przekonani, że postępowali fair. W tej kategorii mieszczą się dziennikarze niepokorni, którzy uważają, że to oni są prawdziwie szlachetni i prawdziwie poszukujący prawdy, a reszta to hołota.

Ostatnia grupa to politycy: - Trzecie źródło ludu smoleńskiego to przegrana w walce politycznej. To ci, którzy nie mogą pogodzić się z przegraną w wyborach i z tym, że naród niekoniecznie ich wielbi, a oni są przecież wspaniali. W ramach racjonalizacji mówią, że nie zostali docenieni, bo wokoło są ludzie, którzy albo nie rozumieją, czym jest polityka, albo mają inne, niepolskie systemy wartości... Ta część ludu smoleńskiego próbuje zarażać nim innych.

Ludzie, którym się nie udało, są wszędzie. Ale grupa nr 3 to polska specyfika

Jak podkreśliła ekspertka, wszystkie grupy łączy poczucie niesłusznej krzywdy, ale i wyższości wobec tych, którzy mieli ich skrzywdzić: - To tożsamość specyficznych ofiar - takich, które czują się lepsze. Lokują przyczyny tego, że są ofiarami w jakichś nadzwyczajnych wartościach własnych.

Prof. Skarżyńska podkreśla, że dwie pierwsze grupy są obecne wszędzie, nie tylko w Polsce. Szczególnie widać to na przykładzie krajów postkomunistycznych, gdzie wiele osób nie zdołało dostosować się do nowych warunków ekonomicznych. Wyjątkowym, typowym dla Polski zjawiskiem jest jednak występowanie grupy trzeciej - polityków, którzy uważają się za moralnie uprawnionych do wygrania wyborów: - W innych krajach postkomunistycznych nie ma tej trzeciej warstwy. W Czechach, na Słowacji czy na Węgrzech nie widać takich grup. Raczej widać dwie pierwsze grupy.

Ekspertka podkreśla, że przyczyny powstania "ludu smoleńskiego" leżą też po stronie jego przeciwników, którzy po 1989 roku postawili na indywidualizm, a zapomnieli o tych, którym się nie powiodło. Podobnie jak "lud smoleński, zamknęli się we własnej grupie, a ta druga, niezadowolona z życia część społeczeństwa nie była im do niczego potrzebna. - I to było początkiem takich silnych tożsamości antysystemowych. Skutkiem tego jest duża grupa tych, którzy mają poczucie krzywdy, ale i duży konflikt społeczny. Bo spór nie jest o Smoleńsk. Smoleńsk tylko wpisał się w ten konflikt na przegranych i wygranych i na tych, którzy mają bardziej tradycyjną i bardziej nowoczesną wizję Polski. On istniał już przed 1998 rokiem, choć dyskusji między różnie myślącymi ludźmi nie było. Nie umiemy tego robić i nie widzę ku temu woli - ocenia prof. Skarżyńska.

Różnice istniały zresztą jeszcze przed transformacją, ale wtedy były uśpione: - Z racji tego, że wspólny wróg łączy, nurty np. w "Solidarności" były zamknięte na różnice, a podkreślały podobieństwa. Z różnicami trudniej żyć, ale zróżnicowane społeczeństwa lepiej się rozwijają. Gdyby lepiej się poznać i nie wykluczać nawzajem, różnice dotyczące tego, jaka Polska ma być, byłyby dla nas konstruktywne.

Polacy wolą mity antysystemowe. A można wybierać inne

- Trochę robią to dziennikarze: pokazują różnorodność "ludu smoleńskiego". "Lud smoleński" nie bardzo tego chce, bo generalnie ofiary są zamknięte w sobie i w ogóle nie są empatyczne. Ale gdybyśmy spróbowali porozmawiać o tym, że te osoby, które odnoszą sukces, też są bardzo różne i że temu sukcesowi i radości w weekendy towarzyszą bardzo duże koszty, to wiadomo by było, że moralna legitymizacja systemu zależy od mitów. Np. uzupełniających się strat i zysków - tym można pokazywać, że ten system jest w miarę sprawiedliwy. Ale my wybieramy mity delegitymizujące, patriotyczne, mit Polaka cierpiącego za miliony. Czyli, po pierwsze, rozmawiać. Jeśli nie ma zainteresowania innymi i rozmowy, nie ma rozwiązania problemu. A problem jest: jesteśmy coraz bardziej nieufni i nie lubimy się nawzajem. Tracimy przez to energię, którą można by wykorzystać inaczej - twierdzi ekspertka.

Ale to nie wszystko. Ważne jest budowanie szerszej tożsamości. - Choć "lud smoleński" swoją tożsamość tylko jako "my, prawdziwi Polacy". Trudno szerszą tożsamość zbudować. Europejskość? Nie. Bo eskalacja konfliktu wokół Smoleńska polega na tym, że wszystkie sprawy przewartościowują przez pryzmat spojrzenia na przyczyny katastrofy. Wg badań ludzie, którzy uważają, ze to wina władz, nie błędów, uważają wszystko, co proponuje rząd, za niedobre. Nawet gdy eksperymentalnie zmienia się propozycje rozwiązań, ale mówi, że to rząd, to ci ludzie i tak to odrzucają - mówiła prof. Skarżyńska.

DOSTĘP PREMIUM