"Wtedy nie rozumiałem, że dzieje się coś złego". Ofiary molestowania coraz częściej szukają pomocy u psychologów

Jako dzieci czy nastolatkowie milczeli, nie mówili nawet rodzicom. - Było mi wstyd, bałem się, że nikt mi nie uwierzy - mówi nam 27-letni Piotr. Dziś tacy jak on chcą to z siebie wyrzucić. Coraz więcej ofiar pedofilów sprzed lat trafia do psychologów. Po latach milczenia decydują się na terapię i wyrzucenie z siebie traumy z dzieciństwa.
Pan Piotr, jedynak, jako dziecko był molestowany przez przyjaciela rodziny - znajomego księdza. Chłopiec spędzał z nim m.in. część wakacji w domku nad jeziorem. - Zaczęło się od głaskania, całowania, przytulania, a potem poszedł dalej - wyjawia w rozmowie z TOK FM.

"Bałem się, że mnie wyśmieją"

27-letni dziś mężczyzna nigdy nikomu o tym nie wspominał. - Na początku jeszcze jako dziecko, nie rozumiałem do końca, że dzieje się coś złego. Dziecko jakoś inaczej o tym myśli. Nie rozmawiałem z rodzicami, bo było mi wstyd. W końcu to był przyjaciel moich rodziców, bardzo bliski, wysoko postawiony w hierarchii kościelnej. Bałem się, że mnie wyśmieją, że mi nie uwierzą - opowiada. Mamie powiedział dopiero niedawno, dwa-trzy lata temu. - Uwierzyła. Zaczęła sobie przypominać pewne jego zachowania i wszystko złożyło się w jeden obraz - mówi pan Piotr. Dziś opowiedział również nam, by podzielić się z innymi. Nie ma wątpliwości, że ksiądz zniszczył mu życie. -To życie emocjonalne, bo nie mogę stworzyć stałego związku, mam problemy z nawiązaniem relacji, te obrazy śnią mi się po nocach - opowiada. Myśli o tym, by pójść na terapię.

Terapeuci: Wcześniej było przyzwolenie na tajemnice

Jeszcze 10 czy 20 lat temu o pedofilii mówiło się niewiele. Dziś temat przewija się w prasie, radiu, telewizji, są książki na ten temat. - Oczywiście, są to książki lepsze i gorsze, jak ze wszystkim. Ale ważne, że są, że można po nie sięgnąć - mówi dr Elżbieta Wróblewska, psycholog, na co dzień zajmująca się głównie problematyką seksualności człowieka. To m.in. do niej trafiają dorosłe dziś ofiary pedofilii sprzed lat. Zdaniem pani doktor, trudno oszacować, o ile wzrosła liczba ofiar sięgających po pomoc. - Bo to są przecież spotkania indywidualne z psychologiem, w ciszy gabinetów, w pełnej dyskrecji. Dlatego nie ma jakichś oficjalnych statystyk. Ale z praktyki wiem, że liczba takich osób w ostatnim czasie zdecydowanie wzrosła - mówi Wróblewska.

To, że wzrasta liczba osób, które szukają wsparcia, potwierdza seksuolog z Gdańska Jarosław Zabojszcz. - Obserwuję, że to jest wzrost o około 30 procent - mówi, choć zastrzega, że obserwacje terapeutów mogą się różnić. Zdaniem specjalisty widać przełamanie w społeczeństwie pewnego tabu. - Ofiary pedofilii słyszą, że inni o tym mówią i też zaczynają przestawać bać się swoich lęków. Wcześniej było społeczne przyzwolenie na trzymanie pewnych rzeczy w tajemnicy, teraz jest inaczej - mówi Zabojszcz. - Ofiary molestowania przestają czuć same do siebie obrzydzenie, chcą się z tego wyzwolić, tak można to ująć - słyszymy od terapeutów.

Terapia: trzeba zacząć od powrotu do przeszłości

Jak mówi nam dr Piotr Kwiatkowski, psycholog z Instytutu Psychologii UMCS w Lublinie, decyzja o terapii bywa trudna, bo trzeba zmierzyć się z przeszłością. Od tego się zaczyna. - Tego rodzaju traumę z dzieciństwa trzeba przepracować, mówiąc najprościej, cofnąć się wspomnieniami, przeżyciami do tych lat, gdy to się działo. Uwolnić wszystkie te uczucia, przeżyć to jeszcze raz. I są ludzie, którzy panicznie się tego boją - mówi psycholog. Po wysłuchaniu czy obejrzeniu w telewizji rozmowy z inną ofiarą pedofilii niektórzy jednak mimo strachu decydują się na terapię.

Do dr Elżbiety Wróblewskiej częściej z tym problemem zgłaszają się kobiety niż mężczyźni, przeważnie w wieku 30-40 lat. Raz przychodzą świadomie, by opowiedzieć o pedofilii, innym razem temat wychodzi niejako przy okazji. - Bo ktoś ma problemy w związku, w małżeństwie, nie może sobie poradzić emocjonalnie, nie może nawiązać relacji z innymi. Zaczynamy wchodzić w temat i wychodzą przyczyny - mówi dr Wróblewska.

"Nie czuć, nie mówić, nie wiedzieć, zapomnieć"

Jak dodaje, sama jako terapeutka nigdy o pedofilię nie pyta. - Ja nie mam takiego prawa, nawet jeśli mam jakieś podejrzenia. Ale to najczęściej samo wychodzi - dodaje. Przyznaje, że rozmowy są trudne, bo kobietom trudno się przyznać np., że krzywdy doznawały ze strony kochającego ojca. - W dzieciństwie to są takie myśli: czuję, że robimy coś niefajnego, mam jakieś poczucie winy, ale przecież to mój tatuś. Nie potrafię sobie z tym poradzić. I staram się zapomnieć - mówi nam psycholog. Niektórzy zapominają, ale tylko na jakiś czas. - Jest taka zasada, zwłaszcza wśród tych, którzy sobie z problemem nie radzą: nie czuć, nie mówić, nie wiedzieć, zapomnieć - mówi.

Osoby, które zgłaszają się na terapię oprócz problemów emocjonalnych czy tych związanych z seksualnością, bardzo często "wchodzą" też w uzależnienia. Pojawia się alkohol, narkotyki, hazard. - To, można by powiedzieć, ma być sposób na zapomnienie, na zatarcie wspomnień z dzieciństwa - mówią psycholodzy. Takie osoby mają też problem z poczuciem własnej wartości.

Psycholog dowiaduje się pierwszy

Terapia zaczyna się od "powrotu do przeszłości". Potem pojawia się płacz, krzyk, rozpacz, złość, czasami kłótnie. Rozprawienie się z demonami sprzed lat jednym zajmuje kilka miesięcy, ale dla innych to lata. Bardzo często psycholog czy psychoterapeuta jest pierwszą osobą, której ofiary decydują się o wszystkim opowiedzieć. - I mówią, że przez lata milczały, ale temat wracał w snach. Wszystko oczywiście zależy od tego, jakie to było wykorzystanie: czy to był jeden raz czy wiele razy, w jakim wieku do tego doszło, kto był sprawcą. Wiele czynników ma znaczenie - mówi Wróblewska.

Bywa, że ofiary po terapii chcą pójść do sprawcy, wygarnąć mu, co im zrobił; czasami chcą zawiadamiać prokuraturę czy sąd. - Tyle że często jest to sprawa przedawniona. Bywa, że sprawca już nie żyje albo to osoba w bardzo podeszłym wieku. A czasami wcale to nie jest wskazane - mówi Wróblewska.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (15)
"Wtedy nie rozumiałem, że dzieje się coś złego". Ofiary molestowania coraz częściej szukają pomocy u psychologów
Zaloguj się
  • niktwazny126

    Oceniono 10 razy 10

    Dzieci nadal z różnych powodow nie mówią o tym, że są ofiarami przemocy. W domu, w szkole, w kościele. Bo czasami zwyczajnie nie zdają sobi sprawy, że to zle, czasami od razu na starcie rodzice zarzucają dziecku klamstwo, albo nie mają czasu, żeby mądrze wysłuchać. Konieczna jest edukacja w szkole, od najmlodszych lat. Mówienie, na jakie zachowania doroslych dziecko nie powinno się zgadzać. Wskazywanie, gdzie szukać pomocy. Przekonywać, że są dorośli, ktorzy staną po stronie krzywdzonego dziecka. Wcześniej wskazany sprawca przemocy wobec jednego dziecka to szansa, że nie beda krzywdzone kolejne.

  • czubmanu

    Oceniono 7 razy 7

    Dzieciaki nie mówią(mówiły) o tym, że są molestowane, ponieważ bardzo często krzywda jest im zadawana przez osoby, które teoretycznie powinny być dla nich pewnego rozdzaju oparciem: ksiądz, członek rodziny. Co więcej są zbyt młode, żeby ogarnąć, że to co się dzieje jest złe, albo są zastraszane przez oprawców.
    To raz. Dwa: nawet gdy wyznają one komuś prawdę, to nikt im nie wierzy i uważa, że robią sobie żarty, albo co gorsza uznają, że z dzieckiem dzieje się "coś złego" To powoduje, że sprawcy wiedząc, że nikt nie uwierzy ich ofierze, rozzuchwalają się. Wieć kółko się zamyka...

  • lojalista

    Oceniono 3 razy 3

    Jaki sens ma posiadanie rozbudowanego kodeksu karnego, gdy służb odpowiedzialnych za nadzór nad przestrzeganiem tego kodeksu nie ma, albo działają one nie tak, jak powinny?

  • aniechich03

    Oceniono 1 raz -1

    " A czasami wcale to nie jest wskazane - mówi Wróblewska. "
    ...
    tak o zgłoszeniu przestepstwa pedofilii mówi pani dr Elżbieta Wróblewska ( paycholog)
    Zgroza
    Koltun Polski w pełnym rozkwicie

  • jozefmichalik2

    Oceniono 11 razy -11

    Nie ma żadnych dowodów na to, że alkoholizm, nieumiejetność nawiązania kontaktów czy problemy w związku czy małżeństwie, depresja itede są skutkiem molestowania w dzieciństwie. Najczęściej jest to usprawiedliwianie własnych niepowodzeń. Ach, piję bo ksiądz mnie wymacał 20 lat temu. Nie mogę się porozumieć z mężem nie dlatego, że jestem zołzą, tylko dlatego, że tatuś mnie przelaciał jak miałam 11 lat.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX