Modlitwy na przerwach, kanapki bez mięsa? Konflikt rodziców z władzami publicznej szkoły

- Dzieci na przerwach muszą się modlić, a w piątki sprawdzano im kanapki - skarży się kilkoro rodziców z zachodniopomorskiej wsi Lubczyna. - To nagonka byłych nauczycielek i kilkorga zbuntowanych rodziców - odpowiada dyrektorka.
Podstawówka w Lubczynie jest publiczna, ale prowadzona przez Fundację Świętej Siostry Faustyny, której dyrektorka jest szefową. Placówce groziła likwidacja, dlatego została przejęta przez fundację. Jednak szkoła pozostała publiczna. Na takie rozwiązanie pozwala prawo oświatowe.

Szkoła jest niewielka, uczy się w niej zaledwie 60 dzieci z okolicy. O placówce zrobiło się głośno, gdy kilkoro rodziców poskarżyło się, że dyrektorka zagląda dzieciom w piątki do kanapek, czy nie ma w nich mięsa, a na przerwach każe się modlić. Rodzice żalili się też na poziom nauki. "Dzieci więcej czasu spędzają na zabawie i modlitwach, nie mają w ogóle zadawane do domu" - skarżyli się.

Poprosili o interwencję burmistrza Goleniowa, który jest dla szkoły tzw. organem prowadzącym. Ten po kilku spotkaniach wysłał do Kuratorium Oświaty w Szczecinie prośbę o kontrolę. Kuratorium sprawdzi m.in., czy w szkole przestrzegane są zasady dotyczące szkół publicznych.

Zbuntowani rodzice

Dyrektorka szkoły Joanna Strzelecka przekonuje, że to nagonka byłych nauczycielek i kilkorga, zbuntowanych przez nie rodziców. Jej zdaniem chodzi tu o pieniądze i próbę przejęcia szkoły, bo nie tylko odzyskałyby pracę, ale też w gminnej placówce zarabiały dwa razy więcej, niż ona była w stanie im zapłacić.

Zarzutów dotyczących tego, że szkoła przypomina katolicką, dyrektorka nie przyjmuje. - Szkoła jest publiczna i świecka, nie dzieją się tutaj rzeczy inne niż te, na które rodzice wyrazili zgodę. Podczas pierwszej przerwy spotykam się z dziećmi, ale jest to spotkanie bardziej wychowawcze, rozmawiam z nimi głównie o tym jak żyć, jak postępować w sposób moralny i asertywny. Na koniec wspólnie się modlimy, jest to krótka modlitwa do Ducha Świętego, "dodaj nam ochoty i zdolności, aby ta nauka była dla nas pożytkiem doczesnym i wiecznym" - mówi dyrektorka.

Części rodziców modlitwy nie przeszkadzają. - A co w tym złego? - pyta reportera TOK FM zdenerwowana matka jednej z dziewczynek. - Jak do kościoła chodzą co niedzielę, a tu się dyrektorki czepiają, że dziecko Ojcze Nasz zmówiło w szkole - dodaje kobieta. Nie chce się przedstawić. Anonimowi wolą pozostać także rodzice, którzy stawiają zarzuty dyrektorce. - Ja o tych kanapkach od syna się dowiedziałam, dla mnie to jest chore - mówi matka szóstoklasisty. - Część rodziców już zabrała stąd swoje dzieci, ja żałuję, że jeszcze tego nie zrobiłam, ale od września syn zmieni szkołę - dodaje inna kobieta.

Rozdmuchana kanapka z szynką

Dyrektorka odnosi się do zarzutów z których wynika, że w piątki sprawdza dzieciom kanapki, czy nie są z mięsem. - Nie ma czegoś takiego jak sprawdzanie kanapek. Przypominam sobie tylko jedną taką sytuację sprzed pół roku, kiedy dziewczyna zaczęła mówić o tym, że ma kanapkę z szynką. Wiem, że jest z rodziny katolickiej, dlatego zwróciłam jej wtedy uwagę, że jest piątek, a w piątki katolicy nie jedzą mięsa i powinna porozmawiać o tym ze swoją mamą. Kiedy próbowała wyciągnąć szynkę z kanapki, powiedziałam: mama ci dała, masz słuchać mamy, po prostu z nią porozmawiaj. Ja nie mogę się mieszać do wolności rodziców w wychowaniu - mówi dyrektorka.

Kuratorium kontroluję

Większość rodziców i dzieci nie ma nic przeciwko "spotkaniom wychowawczym" na przerwach. Z relacji rodziców wynika, że wcześniej spotkania były obowiązkowe, teraz, kiedy sprawa została nagłośniona przez media, są już dobrowolne. - Ja tam lubię te opowieści o życiu, dużo się można nauczyć - uśmiecha się uczennica trzeciej klasy.

Ale wśród dzieci są także niezadowoleni. - To jest zabieranie przerwy, a teraz kiedy nie jest to już obowiązkowe i pani dyrektor tak bardzo nas nie pilnuje, to przestałem na to chodzić - mówi TOK FM uczeń szóstej klasy. - Na początku pani mówiła, że to będzie tylko w piątki, że Pismo będzie czytane i to wszystko, ale teraz mamy to codziennie - dodaje jego kolega z klasy. Dyrektorka zaznacza, że są to pojedyncze wypowiedzi dzieci zbuntowanych rodziców.

Po piśmie od burmistrza Goleniowa, Kuratorium Oświaty w Szczecinie przeprowadziło pilną kontrolę w szkole w Lubczynie. - W szczególności poproszono nas, abyśmy zwrócili uwagę na kwalifikacje kadry pedagogicznej, system oceniania. Zwrócono również uwagę na możliwość nadużywania władzy dyrektora w stosunku do podlegających mu nauczycieli i poproszono o sprawdzenie, czy są zachowywane zasady obowiązujące w placówkach publicznych. Kontrola odbyła się we wtorek 21.05, teraz mamy siedem dni na opracowanie protokołu - mówi rzeczniczka kuratorium Małgorzata Moraczewska.

Wycofane zaproszenie

Reporter TOK FM dostał zaproszenie na kolejne spotkanie z rodzicami, które miało poprawić atmosferę i w szkole, i w Lubczynie. Ale po wyemitowaniu kilkuminutowego materiału w "Magazynie reporterów" TOK FM, dyrektorka telefonicznie wycofała swoje zaproszenie.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM