Bartoś: kara dla ks. Lemańskiego to łamanie wolności słowa. Ośmiesza Kościół

- Krytyka wewnętrzna w Kościele jest uznawana za nielojalność, kalanie własnego gniazda - ocenia filozof prof. Tadeusz Bartoś. - Ludzie, którzy byli w partii komunistycznej, zwłaszcza ci starsi, doskonale rozumieją, o czym mówię. Ks. Lemański miał odwagę powiedzieć publicznie, co myśli i teraz za to płaci - zakazem wypowiedzi i wrogością duchownych.
Ks. Wojciech Lemański od 24 maja ma zakaz publicznych wypowiedzi. Duchowny w ostatnim czasie był aktywny w mediach. Wypowiadał się wbrew "linii" Kościoła m.in. o in vitro czy problemie pedofilii wśród osób duchownych, co z reguły przez władze kościelne jest zbywane półsłówkami , pogardliwymi odpowiedziami rzeczników kurii lub - najczęściej - milczeniem.

- Ks. Lemański mówi, co myśli. Inni księża raczej tego nie robią. Czekałby ich los ks. Lemańskiego. Dlaczego tak jest? Bo kościół jest strukturą, w której się nie dyskutuje. Jest jak wojsko, policja, urząd. Tymczasem powinien być chyba czymś innym, bo ma w swojej nauce wiele o mówieniu prawdy, jest tam trochę o odwadze cywilnej, nieukrywaniu rzeczy hańbiących itp. - mówi prof. Tadeusz Bartoś, filozof, profesor Akademii Humanistycznej w Pułtusku.

Ksiądz ma odwagę i za to płaci

Zakazy mówienia, zsyłki " niepokornych" duchownych stosowane są od wieków. - Kościół jest strukturą autorytarną, w której obowiązują posłuszeństwo i dyscyplina. Ksiądz Lemański miał odwagę powiedzieć coś od siebie i za to płaci. Ryzykuje izolację wśród innych księży. Kto się z nim koleguje, jest na liście podejrzanych. To może być trudne doświadczenie, kiedy z najbliższego otoczenia płynie wrogość. Ksiądz nie ma rodziny, najbliższe jego otoczenie to inni duchowni. Pogłębia się poczucie izolacji. Choć mam wrażenie, że ks. Lemański jest człowiekiem silnym, by nie powiedzieć, pewnym swoich racji - mówi prof. Bartoś w rozmowie z TOK FM.

Kościół jak partia komunistyczna

Kościół zaczyna się okopywać, mówi o " atakach". Może trwa wojna? - Kościół jako organizacja walcząca, mówiło się tradycyjnie "ecclesia militans", jest na wojnie ze złem, które jest realne, dokuczliwe, konkretne (to są konkretni ludzie, organizacje, gazety), co wymaga czujności wewnętrznej i zewnętrznej dyscypliny. Kościół musi być gotowy i zwarty. Nie wolno go osłabiać. Krytyka wewnętrzna jest uznawana za nielojalność, kalanie własnego gniazda - ocenia prof. Bartoś. - Ludzie, którzy byli w partii komunistycznej, zwłaszcza ci starsi, doskonale rozumieją o czym mówię. Ojciec Innocenty Bocheński opisywał podobieństwo struktury partii komunistycznej do Kościoła katolickiego. Tam też byli nieprawomyślni (rozmaite odchylenia), też były zebrania potępiające, podobna struktura hierarchiczna z komitetem centralnym mającym władzę dogmatyczną, prawodawczą, wykonawczą. Podobnie jest w każdej autorytarnej organizacji. To trzeba by zmienić, decentralizować, demokratyzować. Może coś papież Franciszek pomoże? (Lemański chce napisać do papieża Franciszka list - red.) Nie chcę gasić tej nadziei, ale osobiście nie bardzo w to wierzę. Struktura jest silniejsza niż człowiek, i żyje dłużej. Partie komunistyczne się nie zreformowały, one się rozpadły - stwierdza prof. Bartoś.

Krytyka biskupa? Skandal nad skandale!

- Cześć i posłuszeństwo, które ślubuje się biskupowi, to zasadnicza reguła. Kapłan krytykujący biskupa to rzecz nie do pomyślenia. To jest skandal nad skandale. W głowie się nie mieści coś takiego hierarchii i innym rozumiejącym potrzebę lojalności duchownym. Kim on jest, co on sobie myśli ten Lemański! W głowie mu się przewróciło! Takie to myśli cisną się do głowy rozumiejącym ducha kościelnego "posłuszeństwa" świeckim i duchownym. Własne opinie można wymieniać prywatnie, ale nie publicznie! Stąd też często zauważalna sztuczność mowy kapłańskiej, schematyczność, posługiwanie się wyuczonymi formułkami, poza które nie należy wychodzić. Autocenzura jest tam interioryzowana, jest częścią sposobu życia, elementem osobowości. Kończy się zidioceniem. Podobny mechanizm można zobaczyć u posłów naszej rodzimej autorytarnej partii PiS. Oni też bredzą jak potłuczeni, co wchodzi im w nawyk - stwierdza filozof.

"Nakaz milczenia to łamanie praw człowieka"

Czy zakaz wypowiedzi dla księdza Lemańskiego to straszak dla innych? - Efekt odstraszający jest ważnym elementem kar kościelnych. Trzeba przykładnie ukarać, by inni nie zapomnieli, gdzie ich miejsce. Ale te kary są czymś niedopuszczalnym, są nadużywaniem władzy, łamaniem praw człowieka, łamaniem człowieka. Żyjemy w epoce wolności słowa. W kwestiach kościelnych duchowni mają prawo się wypowiadać tak, jak każdy inny człowiek. Zakaz najbardziej odsłania niewydolną strukturę kościelną, pozbawioną otwartego dialogu, opartą na udawaniu, podlizywaniu się i zakulisowym rozgrywkom o władzę. Wszystko to ośmiesza Kościół - uważa prof. Bartoś.

Co może powiedzieć duchowny?

Zdaniem prof. Bartosia duchowni w Polsce to z konieczności środowisko oportunistyczne, zastraszone. Teologowie po swoim zjeździe wypowiadali się krytycznie o polskiej teologii tylko anonimowo. Straciliby pracę, zostaliby przerzuceni do gorszej parafii, wyrzuceni z seminarium. To wielki problem, ten typ wychowania, zaczynający się od seminarium, preferujący niesprawiających kłopotu oportunistów, umiejących się dobrze ustawić kombinatorów, robiących za pobożnych, wyczuwających, co kiedy należy powiedzieć. - Dlatego w mediach niekościelnych funkcjonuje kilku księży (też bardzo ostrożnych i układnych), a wszyscy inni starają się nie wychylać i nie wypowiadać publicznie. Oni nic nie mogą powiedzieć od siebie, muszą cały czas tłumaczyć swoją organizację, przy pomocy schematów, które same swą schematyczność ujawniają - stwierdza nasz rozmówca.

Im więcej demokracji, tym bardziej widać grzechy Kościoła

- W demokracji zewnętrzne otoczenie Kościoła jest liberalne i każdy mówi, co chce. W tym kontekście widać, jaką autorytarną strukturą jest Kościół. Tło uwydatnia obraz. Widzimy to coraz bardziej, bo mamy już 20 lat wolności słowa. W demokracji obywatele coraz mniej rozumieją takie zamachy na ludzką wolność. Im bardziej w Polsce dominować będzie mentalność wolnościowa, tym gorsza będzie opinia o Kościele jako organizacji autorytarnej. - To jest efekt dekompresji. Ryba głębinowa bez problemów żyje tam, gdzie jest duże zewnętrzne ciśnienie, ale jak ją wyciągnąć, to rozsadza ją od wewnątrz. Jak Kościół sam się nie zreformuje, to dekompresja, jaką jest życie w liberalnym społeczeństwie, gdzie każdy mówi, co chce, naśmiewa się z tego, co mu się podoba (obraza uczuć religijnych), rozsadzi go wewnątrz - stwierdza prof. Bartoś.

Zakaz wypowiedzi publicznych (poza tekstami pisanymi w "Tygodniku Powszechnym") dostał od swojego zakonu ks. Adam Boniecki. Sprawa wywołała falę komentarzy i wsparcia dla księdza.

DOSTĘP PREMIUM