Psycholog w klinice in vitro. Pomoże rozwiać wątpliwości etyczne. I poradzić sobie z depresją

23 kliniki w Polsce mają podpisać umowy z ministerstwem zdrowia w ramach rządowego programu finansowania in vitro. - To ogromna szansa dla par, które nie mogą mieć dzieci - mówią lekarze. Podkreślają, że do tej pory wiele z nich na in vitro musiało się zadłużać. Pojawiały się i wciąż pojawiają się też wątpliwości etyczne. Stąd w niektórych klinikach - pomoc psychologa.
Pani Ewa* jest psychologiem w jednej z klinik w Polsce. Zgodziła się z nami porozmawiać, ale anonimowo. Praca w klinice to dla niej zajęcie dodatkowe. Na co dzień pracuje gdzie indziej. Nie chce, by ktoś ze współpracowników czy przełożonych ją rozpoznał, by ją oceniano, osądzano, komentowano.

Przyznaje, że w rozmowach z parami, a w szczególności kobietami, bo to one przychodzą najczęściej, pojawiają się różne problemy, w tym dylematy moralne, związane z wiarą.

TOK FM: Pracuje pani w jednej z klinik, które mają podpisać umowę na finansowane przez państwo zabiegi in vitro. To klinika działająca od wielu lat. Kto najczęściej do pani trafia?

Psycholog z kliniki: Najczęściej przychodzą jednak same kobiety. Mimo że w metodach wspomagania rozrodczości pracujemy nad tym, żeby traktować niepłodność jako problem całej pary, to jednak najczęściej to kobieta czuje się winna. Obwinia siebie nawet wtedy, gdy czynnik rozkłada się po obu stronach. Ma pretensje do siebie, że coś z nią jest nie tak, że to kara za coś, że może źle się odżywiała, prowadziła zły tryb życia. Bo to ona nie może zajść w ciążę, czy już potem, to ona doświadcza poronienia.

Te kobiety przychodzą do pani z niewłaściwym obrazem siebie. Co to w praktyce oznacza?

Jak rodzice mówią do dzieci, że są wspaniałe, piękne, super, to one czują się kochane. Dostają taką informacje zwrotną. Tu też mamy informację zwrotną, z życia, że te kobiety nie mogę mieć upragnionego dziecka. I mają problem, jak z tym żyć. Albo jak już zachodzą w ciążę i dochodzi do poronienia, to same siebie pytają, co powiedzieć znajomym, boją się, że będą wytykane palcami.

Wiem od lekarzy, że kobiety, które mają problem z zajściem w ciążę, bardzo się koncentrują na swojej niepłodności, że to staje się tematem numer jeden. A to wcale nie pomaga.

Tak, to prawda. To jest taka nadmierna koncentracja. Przesuwamy w naszym systemie wartości ten temat bardzo wysoko. I gdy ponosimy porażkę, to bardzo głęboko dotyka to naszego obrazu siebie. Mamy informację: jestem niepłodna, nie mogę mieć dzieci, nie mogę się spełnić w roli matki. I znów są pretensje tylko do siebie. A warto wspomnieć, że najczęściej cały ten wysiłek starania się o dziecko, ta inicjatywa wychodzi od kobiet.

Zdarzają się kobiety, które zgłaszają, również lekarzom, swoje wątpliwości etyczne, związane z tym, że są katoliczkami, że ksiądz, wiara nie pozwala na in vitro. Jak to jest u pani?

Zdarza się, że kobiety czy pary oczekują, że to ja wezmę na siebie rozwiązanie tego dylematu. Moją rolą jest uświadomienie im ich własnej decyzji, jakie mogą być jej efekty. Bo to jest tak, że z jednej strony jest ich system wartości: religia, wiara, a drugiej strony dziecko. I muszą wybrać. Im bardziej się starają o dziecko, tym mocniej zaczynają wpływać na nie emocje tego drugiego wyboru, czyli wiary. A jednocześnie często, gdy się nie udaje, cały czas są pretensje do Pana Boga: dlaczego ja, dlaczego mnie się nie udaje, w czym jestem gorsza od innych. I to jest taki trochę konflikt bez wyjścia.

Ale pani im podpowiada?

Absolutnie nie. Łatwo jest myśleć, że ktoś mi podpowie, ktoś podejmie za mnie decyzję. Ale rolą psychologa jest uświadomić tym ludziom, że to oni dokonują wyboru i muszą znać jego konsekwencje. Muszą wiedzieć, że jak zdecydują się na sztuczne zapłodnienie, to wiedzą, co na ten temat myśli Kościół, ale z drugiej strony wiedzą, że bardzo chcą mieć dziecko i spełnić swoje marzenie o potomstwie. Muszą sobie to wszystko ułożyć, swój własny system wartości. Powinni wiedzieć, że może się nie udać. Bo przecież próby nie zawsze się udają.

Na czym polega pani praca z tymi kobietami?

To są rozmowy, praca nad tym, by potrafiły czuć się dobrze, niezależnie od opinii innych, by nie miały poczucia winy z powodu swojej niepłodności. Ważne, by nie żyły w przekonaniu, że partner się nad nimi lituje, że go krzywdzą, pozostając w takim związku, bo on nie może się zrealizować np. jako ojciec. Próbujemy na tych spotkaniach wyobrazić sobie siebie, po podjęciu decyzji takiej albo innej. Robimy pewne wizualizacje tego wszystkiego, co wiąże się z daną decyzją, w tym ze staraniem się o dziecko. One muszą mieć też przemyślane, co będzie, jeśli się nie uda.

No właśnie, co mówią kobiety po zabiegu, który okazał się nieskuteczny, nie udało się po raz pierwszy czy drugi. Jakie są emocje kobiet z tymi dylematami etycznymi?

Staram się z nimi nad tym pracować wcześniej, by były na to przygotowane, że może się nie udać. Bo rzeczywiście, to jest takie obwinianie siebie, z drugiej strony pretensje do Boga, że się nie udało. Ale i taka wątpliwość, że postąpiłam wbrew wierze, może to ma z tym związek. Przy takich emocjach może dojść do nerwic, depresji, objawów lękowych. Duży ukłon dla lekarzy, że oni zauważyli ten problem, że proponują wizytę u psychologa.

Czyli gdy się nie udaje, te wątpliwości etyczne wracają?

Tak się zdarza. Wiedzą, że mają pobrany materiał, to się stało i nie wiedzą, jaką dalej podjąć decyzję. Mają do siebie pretensje, że sytuacja jest nieodwracalna, jak z tym żyć, dlaczego się tak stało. Mają sporo wątpliwości.

Czy te osoby, które do pani przychodzą, pytają, jakie jest pani zdanie w sprawie in vitro?

Nie zdarzyło mi się to. Natomiast bardzo chętnie i często pytają, czy coś w tym temacie wiem. A ja od dłuższego czasu zajmowałam się, jako psycholog, tematyką prokreacji.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM