Sesja w pełni. Studenci sami sobie dają zaliczenia: podrabiają podpisy, przerabiają oceny

Tacy studenci zdarzają się praktycznie w całej Polsce. Przerabiają czy podrabiają podpisy i oceny w indeksach i na kartach egzaminacyjnych. Zdarza się to też na kartach obiegowych, które trzeba wypełnić przed zakończeniem nauki. Że coś jest nie tak, orientują się sami naukowcy albo panie z dziekanatów. Bo coś im się nie zgadza
Na Śląskim Uniwersytecie Medycznym od 2012 roku uczelnia wykryła cztery przypadki studentów podrabiających wpisy. Jak informuje rzeczniczka uczelni Agata Kalafarska, jeden z nich z zaliczenia dostał czwórkę, uważał, że to za mało, więc beztrosko przerobił "db" na "bdb". Inny podrobił podpisy aż z pięciu przedmiotów i w indeksie, i na karcie egzaminacyjnej. Jeszcze inny podpisał się - w zamian za opiekuna praktyk - na karcie praktyk zawodowych.

Rocznie na poszczególnych uczelniach jest co najmniej kilka takich przypadków. Im szkoła większa, tym częściej się to zdarza. - Niestety, jest to problem, z którym nie tylko my się borykamy - mówi Aneta Śliwińska z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Jak przyznaje, trudno określić, czy dotyczy to częściej studentów pierwszego roku czy ostatnich lat, bo zdarza się i tak, i tak. - Wszystko zależy od studenta - dodaje Śliwińska.

Student sam wpisał sobie zaliczenia

Prorektor do spraw studenckich UMCS złożył zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej Lublin-Południe ws. studenta drugiego roku dziennych studiów licencjackich z informatyki. Zaliczeń formalnie nie dostał, ale w indeksie podpisy były. - W tej sprawie na polecenie prokuratury wszczęto dochodzenie w sprawie posłużenia się indeksem z podrobionymi wpisami ocen i zaliczeń - mówi prokurator Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Jak dodaje, do zawiadomienia dołączone są oświadczenia pracowników naukowych UMCS w sprawie ich rzekomych wpisów w indeksie.

Oliwa sprawiedliwa zawsze na wierzch wypływa

Na UMCS była też sprawa innego studenta, studiów podyplomowych, z ukończonymi wyższymi studiami z ekonomii. Łukasz B., dziś 27-latek, również odpowiadał za podrobione wpisy w indeksie. To przestępstwo z artykułu 270 Kodeksu karnego. Chodzi o podrobienie i posłużenie się podrobionym dokumentem (w tym przypadku podpisem). - Oskarżony złożył wniosek o wydanie wyroku skazującego bez przeprowadzania rozprawy - dodaje Syk-Jankowska. Dostał rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata i 500 złotych grzywny.

Pani z dziekanatu na tropie

Na trop podrobionych wpisów czy przerobionych ocen wpadają sami nauczyciele, ale też pracownicy dziekanatów. - Bo nie zgadza się to, co jest w indeksie czy w karcie, z tym, co jest w protokole wypełnianym przez wykładowcę - słyszymy. Każdorazowo, gdy pojawia się podejrzenie, że coś jest nie w porządku, o sprawie jest powiadamiany rzecznik dyscyplinarny dla studentów.

Na UMCS jest sześciu takich rzeczników. Po zbadaniu sprawy, kierują wniosek do komisji dyscyplinarnej. - Ta może nałożyć na studenta karę upomnienia, nagany z ostrzeżeniem, a nawet wydalenia z uczelni. U nas najczęściej jest to kara nagany. Taki wpis zostaje umieszczony w aktach danego studenta - mówi Aneta Śliwińska.

Dodatkowo o sprawie powinna być powiadomiona prokuratura. - U nas od 2012 roku wykryliśmy cztery przypadki podrobionych wpisów. Każdorazowo zawiadamiamy prokuraturę - informuje Agata Kalafarska, rzeczniczka Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Tu w dwóch przypadkach prokuratura jednak sprawy umorzyła, m.in. ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu.

KUL prokuratury nie zawiadamia

Z kolei Katolicki Uniwersytet Lubelski prokuratury nie zawiadamia. - Od początku 2012 do prorektora do spraw studenckich skierowano trzy wnioski o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego z powodu uzasadnionych wątpliwości co do prawdziwości wpisów w indeksie lub na karcie okresowych osiągnięć studenta - informuje Katarzyna Bojko z biura prasowego KUL. Studenci zostali ukarani naganą.

Dwie inne sprawy ciągle są w toku. KUL nie zdradza o jakie kierunki chodzi, o jakie przedmioty ani o jakich wykładowców. Słyszymy, że to dane osobowe, prawnie chronione.

Jak się ustrzec przed fałszerstwami?

Niektóre uczelnie mają już na to sposób. Jak poinformowała nas rzeczniczka Uniwersytetu Jagiellońskiego Katarzyna Pilitowska, na tej uczelni od dwóch lat działa elektroniczny indeks i wszystkie egzaminy są w nim prowadzone. W tym czasie nie było ani jednego przypadku podrobionych wpisów w indeksie.

Z kolei na Uniwersytecie Warszawskim takie przypadki są, ale w tej chwili też już tylko nieliczne. - To, że takich spraw jest mniej, wiąże się m.in. z wycofywaniem tradycyjnych, papierowych indeksów i kart, które są zastępowane elektronicznymi odpowiednikami - informuje Izabela Wołczaska z biura prasowego Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak wyjaśnia, w przypadku wykrycia przestępstwa sprawa zostaje zgłoszona do prokuratury. - Uczelnia może zawiesić studenta, który dokonał tego typu przestępstwa w prawach studenta bądź wystosować pisemną naganę - dodaje Wołczaska.

Co na to studenci?

Na pytanie o podrabianie wpisów odpowiadają, że nie słyszeli, że ich to nie dotyczy. Ale są i tacy, którzy mówią wprost: bywa, że naukowiec wpisze ocenę i zapomni o podpisie. - Raz mi się zdarzyło, że w takiej sytuacji sama się w indeksie podpisałam za niego - mówi nam jedna ze studentek. - Ale to nie jest żadne fałszowanie. Profesora ciężko jest złapać, a wiadomo, co dostaliśmy, to się samemu wpisuje - nie kryje inny ze studentów. Tyle że podrobienie czyjegoś podpisu to łamanie prawa. Na Śląskim Uniwersytecie Medycznym w Katowicach jeden ze studentów dostał naganę za podrobienie podpisów z dwóch przedmiotów na karcie i w indeksie. Jak ustalono, student podrobił podpisy wykładowców w przypadku zajęć, z których miał zaliczenie - potwierdziły to protokoły. Prawdopodobnie chciał w ten sposób zyskać na czasie, tymczasem ma większe problemy.

DOSTĘP PREMIUM