"Z jednej strony kasiora, z drugiej dobro zwierząt". "Grożą nam ogromne kary" [KOMENTARZE DO UBOJU]

- W projekcie mówi się wprost, że idzie o kasę, o zdobywanie nowych rynków zbytu. Czyli z jednej strony kasiora, z drugiej dobro zwierząt - irytowała się w TOK FM prof. Genowefa Grabowska. - Jeśli zmierzamy do obejścia prawa europejskiego, grożą nam ogromne konsekwencje finansowe- ostrzegała prof. Ewa Łętowska.
Przypomnijmy w czym rzecz: ubój rytualny, czyli bez wcześniejszego ogłuszenia zwierząt, jest w Polsce niedozwolony od 2002 roku na mocy Ustawy o ochronie zwierząt. Sprzeczne z tą Ustawą rozporządzenie ministra rolnictwa i rozwoju wsi (zezwalające na ubój) zostało uchylone przez Trybunał Konstytucyjny, a obowiązujące od stycznia rozporządzenie unijne pozwala krajom członkowskim na zachowanie wyższych standardów praw zwierząt (ale nie ma mowy o możliwości ich obniżenia).

Teraz rząd chce ubój rytualny zalegalizować. Platforma planuje wprowadzenie dyscypliny. Jednak część posłów PO zamierza się wyłamać, nawet za cenę kary finansowej. - Dlaczego mielibyśmy cofać się do średniowiecza? - pyta poseł PO Andrzej Halicki. Głosowanie ma się odbyć w piątek.

"To jest paskudne"

- To jest paskudne, że w ustawie o ochronie zwierząt wprowadza się szeroką klauzulę, która pozwala na barbarzyński ubój i to nie na zasadzie wyjątku, ale reguły. Mam głęboką nadzieję, że posłowie nie poprą tego projektu - mówiła w TOK FM prof. Genowefa Grabowska - prawniczka z Uniwersytetu Śląskiego, specjalizująca się w prawie europejskim i międzynarodowym.

Ubój rytualny jest dopuszczony w części krajów Unii na zasadzie wyjątku i na potrzeby lokalnych wspólnot religijnych. Przed wprowadzeniem unijnego rozporządzenia w tej sprawie, państwa były zobowiązane do przesłania informacji o panującym stanie prawnym. - My przekazaliśmy Unii informacje, że u nas ubój rytualny jest niedopuszczalny, bo tak było w momencie wejścia rozporządzenia. Rozporządzenie mówi o tym, że prawo wewnętrzne państwa może poprawić te standardy, uczynić lepsze dla zwierząt; nie ma możliwości, by te standardy pogorszyć - tłumaczyła prof. Grabowska. - Jak wyjaśnić Unii, że nagle obniżamy standardy? - pytała w programie "OFF Czarek".

"Z jednej strony kasiora, z drugiej..."

Co więcej, autorzy projektu często powołują się nie na przesłanki zapewnienia praw wspólnotom religijnym, ale na twarde korzyści ekonomiczne. W projekcie ustawy czytamy m.in. "Utrzymanie obecnie obowiązującego przepisu ograniczającego możliwości produkcji przez zakaz wykonywania uboju zwierząt bez ogłuszania spowoduje spadek dochodów firm, który pociąga za sobą spadek dochodów podatkowych. Jednocześnie wzrost bezrobocia będzie miał wpływ na budżety jednostek samorządu terytorialnego i budżet państwa. Ograniczenie możliwości umieszczenia produktów na rynkach państw trzecich może, zdaniem przedstawicieli branży mięsnej, zmniejszyć produkcję mięsa w niektórych zakładach nawet o 30 proc.".

- W projekcie mówi się wprost, że idzie o kasę, o zdobywanie nowych rynków zbytu. Czyli mamy z jednej strony kasiorę, z drugiej mamy dobro zwierząt - irytowała się prof. Grabowska. I ostrzega: - Rozporządzenie [unijne - red.] mówi tylko i wyłącznie o celu, jakim ma być zaspokojenie potrzeb niektórych wspólnot religijnych. Jeżeli się okaże, że jedynym elementem napędzającym całą działalność rządową jest chęć osiągnięcia zysku, robienie z tego przemysłu - to jest to wbrew rozporządzeniu - podkreślała.

Mogą być kary unijne

Podobne wątpliwości zgłaszała w TOK FM prof. Ewa Łętowska, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku. - Obawiam się, że jeśli Polska nadużywając prawa europejskiego ustawi sobie wygodne, konkurencyjne działania dla swojego przemysłu, naruszy zasady obowiązujące na wspólnym rynku. Natychmiast będziemy mieli reakcję ze strony czynników europejskich. Czy twórcy nowego prawa o tym nie pomyśleli? - pytała w programie Cezarego Łasiczki.

- Jeśli to zmierza do obejścia prawa europejskiego, może się to wiązać z ogromnymi konsekwencjami finansowymi - ostrzegała. Chodzi o kary, które nakłada Komisja Europejska "za nieposzanowanie prawa europejskiego".

"Jeden z posłów ma taką ubojnię"

- To, jak traktujemy zwierzęta, ma wpływ na to, jak traktujemy się sami. Jeżeli chronimy karpia i mówimy "nie nośmy go w siatce", jeżeli mówimy "nie przywiązujmy psów do drzew w lesie", to jak możemy drugą ręką pozwalać na rżnięcie nieogłuszonych zwierząt? Bo taki jest rytuał? - mówiła. Zwróciła też uwagę na konflikt interesów: - Przecież te roszczenia zgłaszają przedstawiciele PSL, jeden z nich ma taką ubojnię. To jest lobbing wewnętrzny [chodzi o posła Krzysztofa Borkowskiego, prezesa zarządu Zakładu Mięsnego Mościbrody - red.] - mówiła.

Głosowanie już w piątek

Rządowy projekt ustawy dopuszcza ubój bez ogłuszania na cele religijne, pod warunkiem że będzie on przeprowadzany w rzeźni. Wprowadza jednak zakaz stosowania podczas uboju rytualnego tzw. klatki obrotowej, w której zwierzę jest zamykane i unieruchamiane w ten sposób, by z klatki wystawała tylko głowa. Zwierzę obracane jest w takiej klatce głową w dół, a upoważniony przez związek religijny rzeźnik podrzyna mu gardło.

Głosowanie miało odbyć się dziś, ale przełożono je na lipiec.

Ubój rytualny dopuszczony jest w większości krajów Europy. Nie wolno go wykonywać natomiast m.in. w Szwecji, Norwegii i Szwajcarii.

DOSTĘP PREMIUM