Porażka szefa CBA. Zaalarmował rzecznika dyscypliny na podstawie notatek z wymysłami

Nie ma podstaw do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec sędzi z Lublina, która wypuściła na wolność - za kaucją - podejrzanego o korupcję marszałka Podkarpacia. To decyzja lubelskiego rzecznika dyscyplinarnego dla sędziów, który prowadził wstępne postępowanie w tej sprawie. I odkrył niekompetencję i mijanie się z faktami agentów CBA.
O wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec sędzi Katarzyny Gałus z Sądu Rejonowego Lublin Zachód kilka tygodni temu wystąpił do ówczesnego ministra sprawiedliwości szef CBA Paweł Wojtunik.

CBA zawiadomiło ministra, bo twierdziło, że ma wątpliwości co do decyzji sądu w sprawie marszałka Podkarpacia, Mirosława Karapyty i co do sposobu, w jaki została ona mu przekazana. Chodziło m.in. o słowa, jakie miały paść z ust sędzi po ogłoszeniu postanowienia o możliwym wyjściu za kaucją: "podejrzany powinien być zadowolony". Jak ustalił rzecznik dyscyplinarny, takie słowa miał usłyszeć jeden z agentów, ale nikt poza tym. Co więcej, inny z funkcjonariuszy CBA stwierdził na przesłuchaniu, że to sam marszałek Mirosław Karapyta miał wypowiedzieć słowa "jestem zadowolony".

Czterech agentów, cztery notatki. Rozbieżne

Z marszałkiem w sądzie na ogłoszeniu postanowienia byli czterej agenci CBA, każdy sporządził swoją notatkę służbową. Notatki są więc cztery. Jak wynika z ustaleń rzecznika dyscyplinarnego Piotra Morelowskiego, w dwóch opisano fakty, w dwóch pozostałych dodatkowo pojawiają się domysły i informacje zasłyszane gdzieś na korytarzu. - A notatki są sformułowane w tonie i formie bardzo kategorycznych, jakby każdy te okoliczności naprawdę zaobserwował - mówi sędzia Morelowski.

Sędzia rozmawiała z podejrzanym?

W zawiadomieniu szefa CBA jest mowa także o tym, że sędzia miała rozmawiać z podejrzanym nie tylko na sali rozpraw, ale także wcześniej, idąc na salę, na sądowym korytarzu, miała z nim wymienić jedno zdanie. Rzecznik dyscyplinarny zabezpieczył więc i przejrzał nagrania z sądowego monitoringu. - To się kategorycznie nie potwierdziło - mówi Morelowski. Nie potwierdził też tego żaden z przesłuchanych 10 świadków (poza funkcjonariuszem, który napisał o tym w swojej notatce dla szefa).

Rzecznik badał też, czy sędzia "pozorowała zapoznawanie się z notatkami"

Sędzi Piotr Morelowski dostał z CBA wszystkie służbowe notatki funkcjonariuszy. Po zapoznaniu się z nimi z urzędu wszczął postępowanie wobec sędzi jeszcze w dwóch innych sprawach. Bo zaniepokoiły go opisane tam fakty, o których nie było mowy w zawiadomieniu szefa CBA do ministra sprawiedliwości.

Agent donosi: Zgaszone światło w sali rozpraw

Pierwsza kwestia to zarzut, że sędzia tylko "stwarzała pozory", że zapoznawała się z materiałem w sprawie Mirosława Karapyty. Funkcjonariusz opisał, że zaglądał do sali rozpraw przez okno, sędzia stała, nic nie robiła, a momentami mogło jej tam w ogóle nie być, bo światło było zgaszone. - Nic dziwnego, że było tam ciemno, skoro sędzia przebywała w tym czasie w pomieszczeniach na innym piętrze - mówi rzecznik dyscyplinarny. Dostęp do tych pomieszczeń mają tylko nieliczni, trzeba znać specjalny kod.

Był jeszcze jeden bardzo poważny zarzut w notatce agenta CBA: że do gabinetu sędzi wszedł jeden z adwokatów i przebywał tam kilkanaście minut. Jak dowodzi Piotr Morelowski, to też się absolutnie nie potwierdziło. Adwokat wszedł, owszem, ale do pokoju protokolanta, zapytać, jak długo trzeba będzie jeszcze czekać na postanowienie.

W pokoju tym nie było sędzi, co więcej, obrońca nie przebywał tam kilkanaście, a zaledwie niespełna dwie minuty. Funkcjonariusz na pytanie, dlaczego wcześniej twierdził, że doszło do spotkania sędziego z adwokatem,odpowiedział, że... sędzia przyszła z tego samego korytarza, do którego wcześniej chodził mecenas.

Nadinterpretacja faktów

- Uważamy, że jednak była to próba wpłynięcia na decyzję niezawisłego sądu, skoro skarga złożona przez szefa CBA okazała się całkowicie pozbawiona faktycznych podstaw, czyli była oparta na niezweryfikowanych wewnętrznie przez służby faktach - mówi sędzia Artur Ozimek, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie. Rzecznik dyscyplinarny dla sędziów wystosował m.in. pismo do szefa CBA o wyciągnięcie konsekwencji służbowych wobec agentów, którzy wprowadzili go w błąd. Sędziowie uznali, że agenci nadinterpretowali fakty.

Karapyta stracił stanowisko

Marszałek Podkarpacia został zatrzymany na polecenie Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie; usłyszał siedem zarzutów. Prokuratura domagała się dla niego bezwzględnego trzymiesięcznego aresztu. Jednak decyzja sądu była inna: marszałek mógł wyjść na wolność po wpłaceniu 60 tysięcy złotych poręczenia majątkowego. Pieniądze wpłynęły i podejrzany bardzo szybko opuścił areszt i wrócił do Rzeszowa.

Minister sprawiedliwości przekazał wniosek szefa CBA głównemu rzecznikowi dyscyplinarnemu dla sędziów, a ten - przesłał go do swojego zastępcy przy Sądzie Okręgowym w Lublinie. Lubelski rzecznik wszczął wstępne postępowanie dyscyplinarne.

Mirosław Karapyta został zatrzymany 22 kwietnia. Usłyszał siedem zarzutów związanych m.in. z przyjmowaniem łapówek na kwotę ponad 40 tysięcy złotych. Miał również powoływać się na wpływy np. w miejscowej policji. W zarzutach jest także mowa o uzyskiwaniu korzyści osobistych, a konkretnie zaspokajaniu potrzeb seksualnych. Tu jednak szczegółów nie ujawniono. W całej sprawie prokuratura dysponuje obszernym materiałem dowodowym. Nieoficjalnie wiadomo, że to m.in. nagrania z podsłuchów.

DOSTĘP PREMIUM