"Kwaśniewski? Blair? Ich sumienie to biznes. Wszyscy w Kazachstanie to wiedzą"

- W Kazachstanie modne jest więc bycie "korupcjonierem". Teraz to nasza narodowa ideologia: korupcja - opowiada w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz reżyser Bolat Atabajew. I krytykuje doradców prezydenta Kazachstanu: - Kwaśniewski i Blair - moim zdaniem - chcą zarabiać pieniądze. W Kazachstanie wszyscy wiedzą, że to ludzie, którzy chcą robić interesy.
- Byłem świadkiem tego, co się działo przez ostatnie lata w moim kraju, ale milczałem. Robiłem swoje. Udawałem, że nie rozumiem, że nie wiem. Byłem takim tchórzliwym baranem, tak jak i pozostali. Potem zrozumiałem, że nie mogę tak dłużej żyć - mówi w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz reżyser Bolat Atabajew.

W Kazachstanie Atabajew jest legendą teatru. W 2012 roku został aresztowany za wstawienie się za strajkującymi robotnikami. Oskarżono go o "podżeganie do niepokojów społecznych" i "nawoływanie do obalenia ustroju konstytucyjnego". Kazachstan to kraj bogaty w ropę, dlatego jego prezydentowi znacznie więcej uchodzi na dyplomatycznych salonach. W ostatnich tygodniach sporo kontrowersji wywołał fakt, że wśród jego doradców znaleźli się m.in. Aleksander Kwaśniewski i Tony Blair.

Obecnie Atabajew nie może wrócić do ojczyzny - mieszka i pracuje w Kolonii.

Agnieszka Lichnerowicz, Radio TOK FM: Dlaczego pan się zaangażował? Przez wiele lat był pan w Kazachstanie bardzo popularnym reżyserem teatralnym. Nie zadzierał z władzą, mógł normalnie funkcjonować... A teraz? Musiał pan wyjechać z kraju i nie może tam wrócić.

- Gdy mój syn powiedział mi, że zostanie ojcem, ogarnęła mnie wewnętrzna panika. Nie chcę, żeby moje wnuki, krewni i dzieci moich przyjaciół żyli w złym kraju. Więc skończyłem z milczeniem. W Kazachstanie obowiązują podwójne standardy. Mówimy jedno, robimy drugie, a myślimy trzecie. Ego dla siebie, a wizerunek dla innych. I tak życie zamieniło się w teatr.

Czyj to teatr? Jaka rola na zewnątrz, a jaka w głowie?

- Wszyscy ludzie chcą zostać urzędnikami państwowymi. Oficjalnie nie zarabiają oni zbyt dużo, ale pomaga korupcja! Pozwala naprawdę świetnie dorabiać. W Kazachstanie modne jest więc bycie "korupcjonierem". Teraz to nasza narodowa ideologia: korupcja. Cały Kazachstan - od przedszkola zaczynając, na władzy prezydenckiej kończąc, zajmuje się korupcją.

Jakby pan opisał ten system? To nie jest dyktatura, to nie jest Korea Północna, to nie jest totalitarne państwo...

- Nie podoba mi się wyrafinowane działanie, nieczyste intencje i kłamstwo. Sytuacja w Korei Północnej dla mnie jest zrozumiała i jednoznaczna. Z Turkmenbaszą też jest prosto. A w Kazachstanie kłamią i dla wszystkich jest jasne, że tylko dla Zachodu odgrywają demokratów. I, co jest jeszcze straszniejsze i podłe, prezydent kłamie i oszukuje społeczność międzynarodową, a ona chce być oszukiwana i potakuje prezydentowi. I to mnie doprowadza do szału.

Dlaczego ja jestem za granicą? Myśli pani, że po to, żeby pić kawę, jeść, spokojnie spać? Nie. Nie te lata. W moim wieku nie wyjeżdża się z kraju. Ja chcę zdemaskować prezydenta, ponieważ to będzie dla niego dotkliwym ciosem. On nie lubi krytyki. On boi się krytyki. A ja będę go krytykował codziennie po trzy razy dziennie, podając mu tę krytykę jak lekarstwo.

A w takim razie nasz były prezydent Aleksander Kwaśniewski...

- Ooo, to jest nasz doradca.

...ale też Tony Blair, Romano Prodi przekonują, że doradzanie kazachskiemu prezydentowi to jest jedyna możliwość, by na niego wpłynąć. Jeśli będą go otwarcie krytykować, to on nie będzie ich słuchał. Przekonują więc, próbują powoli zmieniać.

- Kwaśniewskiemu, Prodiemu, Blairowi chcę powiedzieć jedno: trzeba być sprawiedliwym tak jak nakazuje sumienie, a nie jak nakazuje sytuacja. Od rana do nocy, również we śnie należy słuchać sumienia, a nie dostosowywać się do sytuacji. Bo ta prowadzi do tego, że oni rozmawiają o gospodarce, a milczą o prawach człowieka i wolności słowa. Dopiero gdy spotykają się z opozycjonistami, obiecują i przytakują, że sprawiedliwość i demokracja są konieczne. A potem wychodzą i zapominają. To jest podwójna moralność. Albo brak jakiejkolwiek moralności.

Kwaśniewski, Blair - moim zdaniem - chcą zarabiać pieniądze. W Kazachstanie wszyscy wiedzą, że to ludzie, którzy chcą robić interesy. Ich sumienie to biznes. Targują się jak na bazarze.

Może pan jako artysta jest zbyt radykalny?

- Prawda nie dzieli się na radykalną i nieradykalną. Z demokracją jest jak z ciążą: albo jesteś w ciąży, albo nie jesteś, nie ma stanu pośrodku. Nie ma podziału na demokrację wschodnią i zachodnią, demokracja to demokracja. Jak można klasyfikować demokrację czy prawdę? Tymczasem w Kazachstanie jest tak, że jak mówisz prawdę, to uznają cię za ekstremistę i jesteś oskarżany o zagrażanie porządkowi konstytucyjnemu.

Jak pan widzi rolę artysty wobec reżimu autorytarnego?

- Ja przede wszystkim jestem obywatelem, człowiekiem, potem Kazachem, a potem reżyserem. Żeby nie stracić sumienia i być człowiekiem, trzeba żyć z otwartymi oczami i mówić to, co się widzi. Ale jak się mówi prawdę, trzeba uważać, żeby nie być chamem. Na przykład niewidomemu nie należy wypominać, że nie widzi. To jest już chamstwo.

Ale jeśli chodzi o życie ludzi i ich wartości, to pytam, kto anulował takie wieczne wartości jak miłość, dobroć, sprawiedliwość, odpowiedzialność. Dlaczego kłamstwo, intryga, korupcja - wszystkie te negatywne cechy stały się w Kazachstanie wartościami. Jawnie! U nas bycie skorumpowanym to powód do dumy. Ja jak byłem mały, to chciałem być kosmonautą, teraz marzeniem jest być skorumpowanym, bo to szybko daje pieniądze.

Mi jako artyście, ale przede wszystkim jako obywatelowi chodzi o to, żeby nie być prostytutką. Ja jako obywatel podjąłem wybór, a jako reżyser robię swoje sztuki - socjalne i polityczne.

Czy Kazachowie nie buntują się ze strachu czy konformizmu?

- Jedno i drugie. Kazachstan to bardzo bogaty kraj. Ludzie boją się stracić chleb. Bo wiedzą, jak żyje się w Kirgistanie czy w Uzbekistanie. Tam chleba nawet nie ma. Łatwo więc Kazachów zadowolić, wystarczy, że jest co jeść i pić. Mnie to nie wystarcza. Ja chcę, by życie moich wnuków było lepsze.

A ci co siedzą?

- Chciałbym podziękować polskim posłom i dziennikarzom, którzy jeździli do Kazachstanu, za to, że próbowali się spotkać z więźniami politycznymi. To jest już duża pomoc dla więźniów politycznych. To jest już duży ból dla władzy, bo oni się boją.

Ja się często widzę z posłami polskimi i oni się martwią: "Co zrobić? My tak mało możemy zrobić", a ja im mówię: samo to, że przyjeżdżacie do Kazachstanu i mówicie, że chcecie się widzieć np. z Kozłowem, to jest już ogromna pomoc. Wy napomknęliście o czymś, a dla nich to jest już stres, nerwy i depresja. Oni dzwonią do siebie i debatują co robić. Jeśli przedstawiciele wszystkich krajów by to robili, władza nie wytrzyma tego nacisku i ich wypuści. Mnie wypuścili, bo Londyn, Moskwa, Berlin się za mną wstawili. Były akcje za moim uwolnieniem. Za innymi nikt nie stanął.

DOSTĘP PREMIUM