"Przedstawianie konfliktu Hoser - Lemański jako starcia dobra ze złem to błąd" [KOMENTARZ]

- Pokazywanie tego konfliktu jako starcia dobra ze złem to nie jest dobra dziennikarska robota - tak sprawę ks. Lemańskiego i sposób jej przedstawiania w mediach ocenia dziennikarka "Tygodnika Powszechnego" Zuzanna Radzik. W programie "Post Factum" w Radiu TOK FM wskazywała na błędy, jakie popełnili w jego trakcie zarówno Lemański, jak i proboszcz.
Wg dziennikarki "Tygodnika Powszechnego" sprawa Lemańskiego pokazuje zarówno problemy Kościoła, jak i problemy mediów z wiedzą o Kościele. - Kościół częściowo, na pewno wielu biskupów, ma problem komunikacyjny i tu jest on bardzo wyraźny. Tzn. odmawianie komentarza, wydawanie potem oświadczenia, ale spóźnione, co wywołuje dociekania i niesmak publiczny, mówienie: "Coś wiemy, ale nie powiemy..." Pisząc własny artykuł o ks. Lemańskim, byłam zdumiona, że kuria odmówił komentarza i pierwsze słowa, jakie usłyszałam, to: "Nie będę rozmawiać z pracownikiem ITI". To, że przychodzę jako dziennikarz do osoby reprezentującej kurię i słyszę coś takiego, to pokazuje ogólne nastawienie do świata. I przyznam, że wyszłam stamtąd z przykrym poczuciem, które przypomina mi to po lekturze gazet katolickich z lat 30.: współczuję tym ludziom, że mają taki paranoiczny obraz świata i się wszystkiego boją. Bali się rzeczy, które dziś są dla nas oczywiste, ale wtedy były to nowinki społeczno-techniczne. Dziś wiemy, że żadna apokalipsa nie nastąpiła. Kiedyś, gdy się podzieliłam refleksją o tej prasie, ktoś znajomy powiedział: "Ale ty nie widzisz, że to ciągle się dzieje?" I rzeczywiście - oceniła Radzik.

Radzik: Wierni to Kościół i mają prawo wiedzieć

Jak przyznała, przedstawiciele hierarchii kościelnej nie rozumieją, że komunikacja we współczesnych mediach opiera się na rozmowie, nie - na wydawaniu oświadczeń, oraz na reakcji na pytania opinii publicznej: - Komunikacja, czyli uznanie faktu, że wierni w parafii i w diecezji mają prawo wiedzieć, dlaczego. Odmawianie komentarza jest kompletnie nie na miejscu. Mamy prawo wiedzieć jako członkowie Kościoła, którzy używają także mediów niekatolickich - ktokolwiek jest ich właścicielem, jest to kanał komunikacji. Trzeba używać go mądrze, ale używać. Obrażanie się na niego jest naiwnością.

Innym problemem Kościoła, który dobrze pokazuje sprawa Lemańskiego, jest - wg dziennikarki - ukrywanie nadużyć: - Drugi z problemów to sama relacja między przełożonym a księdzem, która chyba często wygląda podobnie. To, czego doświadczał ks. Lemański - jak powiedział chyba Zbigniew Nosowski - można nazwać mobbingiem. I powinien być sposób dostępu do tego opinii publicznej czy jakiegoś zewnętrznego ciała tak, by podwładny nie był bezradny, gdy do takich nadużyć dochodzi.

Dziennikarze są naiwni. "To nie jest starcie dobra ze złem"

Radzik, która zajmowała się w "Tygodniku" sprawą Lemańskiego, zwraca jednak uwagę na drugą stronę medalu: płytkość sposobu, w jaki konflikt ten relacjonują media. - Widziałam ostatnio zatroskane komentarze niewiele wiedzących o Kościele dziennikarzy. Odbierałam telefony od reporterów, którzy zadawali często naiwne i niemądre pytania. I zastanawiałam się, dlaczego media tak bardzo interesuje los proboszcza z Jasienicy. Wnioski były takie, że oto postępujący zgodnie z duchem Ewangelii ksiądz zderza się z bezduszną machiną urzędniczą... Te komentarze często brzmią też tak, jakby pisali je dziennikarze, którzy oprócz ks. Lemańskiego nie znają żadnego innego księdza, z którym można normalnie porozmawiać. Im się naprawdę uczciwie wydaje, że to jest jedyny fajny ksiądz w Kościele. I że go biją. Więc trzeba go bronić. Otóż nie. Jest wielu fantastycznych kapłanów. I jest też wielu niefantastycznych - nie mam szczególnych złudzeń co do urzędów i hierarchów. Mam własne nieprzyjemne doświadczenia, ale wciąż uważam, że to wybiórcze, jeśli postawimy na taki właśnie konflikt - oceniła dziennikarka.

- Na pewno pokazuje to, podobnie jak i zachwyt nad obecnym papieżem, jakąś projekcję naszych marzeń o Kościele. Ale ta historia i jej dziwne zwroty, także po stronie ks. Lemańskiego, z bólem muszę to powiedzieć, sprawia, że nie jest to dobra dziennikarska robota pokazywanie tego jako starcia dobra ze złem. Rozpisywanie na bardzo proste role to po prostu pójście na łatwiznę - dodała.

Na końcu wspomniała o błędach samego Lemańskiego, który m.in. długo zwlekał z wyjaśnieniem przyczyn swojego sporu z biskupem i tego, dlaczego żąda przeprosin: - Wielokrotnie czytając felietony ks. Lemańskiego czułam dyskomfort. Nie dlatego, że nie ma takich zjawisk. Rozumiem potrzebę istnienia ludzi, który o tym mówią. Ale liczy się też forma. Trzeba być wyczulonym na to, jakich się używa słów i by nie uderzać za ostro i za mocno, bo to nie służy sprawie. Trzeba być ostrożnym też w tym, jak się mówi i jak się występuje w mediach i odmówić sobie prawa do naiwności w tych kontaktach.

Konflikt Lemański - Hoser: arcybiskup wysyła znanego proboszcza na emeryturę

Sprawa Lemańskiego zajmuje media od tygodnia - w poprzednią niedzielę z funkcji proboszcza parafii w Jasienicy odwołał go abp Henryk Hoser. Kapłan upublicznił dekret biskupa swojej diecezji i w mediach wyraża swój sprzeciw wobec tej decyzji. W oświadczeniu, które było odpowiedzią na dekret biskupi, zarzuca też arcybiskupowi "niestosowne zachowanie" wobec niego, do jakiego miało dojść 3 lata temu podczas rozmowy. Jak później tłumaczył, chodziło o zaczepki i sugestie arcybiskupa, że jasienicki proboszcz - od lat angażujący się w dialog chrześcijańsko-żydowski - może być Żydem.

Parafianie w Jasienicy podpisali listy poparcia dla swojego proboszcza, zapowiadają też, że nie przyjmą nowego duszpasterza. Wczoraj ks. Lemański miał zgodnie z dekretem zakończyć swoją posługę proboszcza, a 18 lipca opuścić parafię. Może zamieszkać w Domu Księży Emerytów lub zostać rezydentem parafii, której proboszcz zgodzi się go przyjąć.

W poniedziałek nie doszło do przekazania parafii tymczasowym administratorom - nie zostali wpuszczeni przez ks. Lemańskiego i parafian. Jasieniccy parafianie zapowiadają, że nie przyjmą nowego proboszcza. Sytuację zaognił fakt, że wśród dwóch nowych tymczasowych administratorów jest ks. Władysław Trojanowski, który na polecenia abp. Hosera miał zbierać dokumenty z dowodami przeciwko Lemańskiemu.

Konflikt Lemańskiego z Hoserem trwa od 2010 roku, proboszcz z Jasienicy wielokrotnie naraził się też innym duchownym hierarchii kościelnej, krytykując ją w mediach m.in. za chciwość, antysemickie komentarze i nieradzenie sobie z problemami Kościoła (m.in. pedofilią wśród księży).



Śledź na bieżąco w swoim telefonie sprawę ks. Lemańskiego. Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM