"Brak żłobków to temat zastępczy. Najpierw trzeba się zająć rodziną. Żeby było jej łatwiej"

- Niech nikt nie mówi, że mamy dzieci, żeby mieć pieniądze; że to my mamy taki styl życia: najpierw idziemy do urzędu pracy, potem do opieki społecznej, a potem gdzieś tam i z tego żyjemy. To my napędzamy gospodarkę, zostawiając w sklepach dużo pieniędzy - mówiła w TOK FM Irena Bylicka, założycielka Związku Dużych Rodzin 3+. Podkreślała, że ulgi podatkowe są konieczne. - Przecież jeśli mam ośmioro dzieci, to płacę osiem razy większe podatki - mówiła.
Im więcej dzieci w rodzinie, tym mniejsze prawdopodobieństwo rozwodu - wynika z raportu opracowanego przez demografów z Uniwersytetu Łódzkiego. - Ale gwarancją trwałości jest dopiero trzecie dziecko - mówiła w TOK FM demografka dr Dorota Kałuża-Kopias.

Tylko jak wygląda sytuacja rodzin wielodzietnych w Polsce?

Tekst na podstawie audycji "Oburzeni" w Radiu TOK FM.



Hanna Zielińska, TOK FM: We Francji na drugie dziecko rodzina dostaje miesięcznie 150 euro, na trzecie 200, na czwarte 250 euro. Podatki są znacznie obniżone. Do tego zasiłki na początek roku szkolnego: 300 euro na każde dziecko. Jest rozwinięte poradnictwo rodzinne. Refundowane są zabiegi po porodzie, jak - jeśli jest - likwidacja fałdy skóry, a nawet rehabilitacja krocza. Oczywiście są absolutnie bezpłatne żłobki i przedszkola. Rodzic, który chce zrezygnować z pracy, żeby zająć się dzieckiem, otrzymuje najniższą gwarantowaną przez państwo pensję przez dwa lata. My możemy sobie pomarzyć o chociaż jednym z tych rozwiązań. Dlaczego politycy tak bardzo nie dbają o dzietność w Polsce?

Irena Bylicka, założycielka Związku Dużych Rodzin 3+. Ekonomista, rolnik, mama ośmiorga dzieci (siedmioro dorosłych, pięcioro jest już magistrami): Jest wiele przyczyn. Mam wrażenie, że osoby z mojego pokolenia uważają, że to, co wywalczyła dla rodzin "Solidarność", trwa nadal. A zapomnieli, że jakieś 15 lat temu wraz z likwidacją ulgi budowlanej została zlikwidowana wszelka pomoc rodzinie. A przecież "Solidarność" wybuchła, bo zorientowaliśmy się, że nie jesteśmy w stanie utrzymać rodziny z pensji.

Rodzina wielodzietna to chyba bieda, nędza...?

- Decyzja o trzecim dziecku jest decyzją o znacznym pogorszeniu statusu rodzinnego rodziny, nie mówię o następnych dzieciach.

Bieda? Jest. Pamiętam takie lato, kiedy mówiłam moim dzieciom, że nie dostaną nowych tenisówek, póki nie zobaczę brudnych śladów z asfaltu na stopach. A czasem nawet nie chodzi o pieniądze, ale o czas. Jest tyle pracy, że nie ma kiedy tych tenisówek kupić. Że teraz można przez internet? Trzeba mieć czas, żeby usiąść przy komputerze.

A przecież to są rodziny, które napędzają gospodarkę. Każde kolejne dziecko to dodatkowe miejsca pracy, takie zbiorowe: lekarz, nauczyciel, szewc. Odrobina każdego z nich.

Żyjemy w społeczeństwie, które mówi, że rodzina to oczywistość. Że ci, którzy mają rodziny, to mają dobrze, należy się skupić na tych, którzy nie mają. I to jest prawda, bo nam jest naprawdę dobrze w naszych rodzinach. Ale w okresie, kiedy dzieci są małe, bywa bardzo biednie; jesteśmy więc biedni i szczęśliwi. Ale pomoc rodzinom z dziećmi jest w interesie tej gospodarki i tego państwa.

Mamy wielodzietną parę prezydencką. Może chociaż klimat się zmienił?

- Zmienił. Kiedy zaczynaliśmy pracę w Związku Rodzin Dużych sześć lat temu, właściwie nigdzie nie mówiło się o rodzinie wielodzietnej dobrze. To kojarzyło się z patologią, opieką społeczną. A raz pani wychowawczyni pytała moją córkę w klasie, czy jest z rodzinnego domu dziecka. Nikomu nie przychodziło do głowy, że można mieć z własnej nieprzymuszonej woli więcej niż jedno czy dwoje dzieci.

W tej chwili znacznie życzliwiej patrzy się na rodziny wielodzietne. Przez lata powtarzaliśmy, że nie jesteśmy patologią, a wyjątkowo sprawną grupą, że zostawiamy w sklepie znacznie więcej pieniędzy niż inne rodziny, że nie wywozimy pieniędzy za granicę. Chyba że wyjedziemy...

Jak nas zdenerwują już do reszty...

- ...ale nawet wtedy nie bardzo, bo z dużą grupą dzieci nie jest łatwo. A zniesienie barier mentalnych to nasze zadanie do wykonania, trzeba o rodzinach wielodzietnych mówić dobrze.

Mam taki postulat: nie zmuszajmy matek karmiących piersią do telepracy. To nie jest tak, że jak karmię piersią, to nic nie robię. Przy pierwszym to inna sprawa, ale przy kolejnym dziecku matka po prostu zasypia. To jest duży wysiłek. Zgadzam się, że telepraca jest dobrym rozwiązaniem, ale nie w każdej sytuacji. Nie zmuszajmy matki karmiącej, żeby się zgłaszała do urzędu pracy, bo inaczej nie dostanie zasiłku na dzieci. Matka karmiąca powinna być w Polsce pod ochroną, a nie jest.

Chodzi też o to, żeby nikt nam nie mówił, że mamy dzieci, żeby mieć pieniądze. To się bardzo często zdarza, że to my mamy taki styl życia. Że najpierw idziemy do urzędu pracy, potem do opieki społecznej, a potem gdzieś tam i z tego żyjemy.

Czego głównie potrzeba?

- Moim zdaniem żłobki i przedszkola to temat zastępczy. Najpierw zajmijmy się rodziną. Najpierw wspierajmy rodzinę, żeby była razem; żeby rodzice nie musieli zamęczać się pracą, aby mieli jak utrzymać wszystkich.

Trzeba zacząć od rzeczy naprawdę potrzebnych - od ulg podatkowych. Chodzi o to, żeby ulga podatkowa dotyczyła wszystkich rodziców, zarówno tych, którzy pracują na etacie, jak i pracujących w rolnictwie, studentów, osób, które nie zdążyły podjąć pracy.

Ja bym chciała ulgi podatkowej dla rodzin, które zarabiają tak dużo pieniędzy, że mogą sobie odliczyć, a dla tych, które nie zarabiają na tyle - tak zwanej ujemnej ulgi podatkowej. Ale u polityków nie ma woli wprowadzenia takiego rozwiązania.

Ja nawet nie mówię o wspieraniu finansowym rodzin, ja mówię tylko o rezygnacji z części podatku dochodowego, który i tak wydamy potem, kupując dzieciom mleko, chleb, podręcznik i buty. To nie jest tak, że my nie płacimy podatku. My płacimy 23-procentowy VAT od każdego produktu. My płacimy podatki bardzo uczciwe i bardzo wysokie. Jeśli mamy ośmioro dzieci, to płacimy podatki osiem razy większe niż małżeństwo bez dzieci.

Walczymy, żeby projekty ustawy były badane pod kątem skutków dla rodziny. Tak jak są badane pod względem skutków dla ekologii, finansów państwa itp. Dlaczego nie było powiedziane, jakie skutki na rodzinę będzie miało podniesienie podatku VAT o 1 proc.? Ja to widzę wśród moich przyjaciół wielodzietnych - jak bardzo oni zubożeli. W skali rodziny wielodzietnej to jest bardzo zauważalne. Mnie wzrosły wydatki o 1 proc. razy dziesięć.

A sprawa refundacji leków? Jak to wpływa na rodzinę, jeśli coraz trudniej jest kupić lek refundowany? Co się dzieje, jeżeli niepełnosprawne dziecko może rehabilitować albo prawą, albo lewą rękę?

A edukacja?

- System edukacji mamy taki, że pierwsze dziecko wychodzi na 8, a ostatnie na 11.30. Bardzo proszę podać dzieciom śniadanie, obiad, a jeszcze to towarzystwo trzeba do szkoły doprowadzić. W tej chwili jest tak, że świetlice szkolne są przepełnione. Rodzice próbują, jak mogą, przerzucić koszty utrzymania dziecka na szkołę. To jest taka przechowalnia dzieci. I to jest problem, który trzeba będzie rozwiązać

Ale może ludzi po prostu nie da się namówić do posiadania dzieci. Niezależnie od nakładów finansowych. W Niemczech wypada to gorzej niż we Francji.

- Te same mechanizmy w każdym kraju rodzą inne skutki, więc każda polityka musi być dostosowana do kraju. Ale jednak... dlaczego Polki jadące do Wielkiej Brytanii mają "dwa i pół dziecka", a w Polsce "jedno i cztery dziesiąte"? Kobiety, które chcą mieć dzieci, wyjeżdżają za granicę. Dlaczego mamy płacić za wykształcenie, edukację i parę innych rzeczy po to, żeby pomnażali dobrobyt za granicą? Dlaczego wypychamy najlepszych ludzi? W Polsce jeszcze jest tak, że rodzice mają presję ze strony państwa, że zaraz ktoś przyjdzie i zabierze im dzieci.

A mieć dzieci to wielka radość. Dziecko wyzwala w człowieku dodatkową energię, wyobraźnię. Myślę, że wielu rzeczy bym w życiu nie robiła, gdybym nie miała dużej rodziny, wielu rzeczy bym nie doświadczyła.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM