"Moją babcię na śmierć wleczono do Pruszkowa. Gdzie w Warszawie jest pomnik cywilnych ofiar powstania warszawskiego?" [WYWIAD]

- Życie kogoś w piwnicy, kto ukrywa się przed bombami, a potem w tej piwnicy ginie w gruzach, jest mało spektakularne i niewielu interesuje - mówi prof. Andrzej Paczkowski, przewodniczący Rady IPN. Dlatego jego zdaniem cywile, których podczas powstania warszawskiego zginęło ok. 200 tys., nie powinni być zapomniani. - Należy im się osobny i godny monument - deklaruje historyk.
Robert Kowalik: Panie profesorze, napisała do nas czytelniczka. Pyta: "Gdzie w Warszawie jest pomnik cywilnych ofiar powstania warszawskiego?". Dodaje, że jedną z ok. 200 tys. była jej babcia Zofia. "Na śmierć wleczono ją do Pruszkowa. Była po osiemdziesiątce. Grób nieodnaleziony" - pisze.

Prof. Andrzej Paczkowski: - To prawda, nie ma pomnika ofiar cywilnych powstania. Ponadto ogromna większość tych ludzi została pochowana bez identyfikacji i teraz nie da się odtworzyć ich personaliów. Udało się poznać zaledwie kilka procent nazwisk z tych 200 tys. zabitych. Rzeczywiście, jest to wielki problem, ale on występuje zawsze, kiedy mówi się o wojnie. Pomniki mają marszałkowie, generałowie, dowódcy, żołnierze. Są cmentarze wojskowe, ale gdzie są te cywilne? A przecież każda taka ofensywa, zdobywanie miasta, to są także ofiary cywilne.

Pomnik upamiętniający warszawiaków, którzy zginęli w stolicy, powinien być z całą pewnością. Może w ramach projektu, by odtworzyć listę strat osobowych w Warszawie? Od pewnego czasu jest on z ogromnym trudem realizowany. Trudo policzyć wszystkich zabitych. Co zrobić na przykład, jeśli zginęła cała rodzina? A przecież takich przypadków było sporo. Jest tylko jeden kraj na świecie, który zna dokładnie liczbę ofiar poniesionych podczas II wojny światowej. To Nowa Zelandia, bo tam ginęli tylko żołnierze, no ale ten kraj nie był bezpośrednio zaatakowany.

Z drugiej strony - nie ma chyba miasta na świecie z tak dużą liczbą pamiątkowych tablic, które w stolicy spotkać można niemal na każdej ulicy...

- Nie ma jednak tego jednego, o którym mówimy. Nie wiadomo, czy dlatego, że nikt o tym nie pomyślał, czy trudno to ogarnąć i zaproponować jakieś rozwiązanie. Przecież te ofiary były rozrzucone po znacznej części miasta. Nie ma też organizacji, która mogłaby się tym zająć. Jest Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, który ma swoje oddziały zrzeszające powstańców, ale cywile nie są nigdzie zrzeszeni. W związku z tym nie ma kto się o nich upomnieć. Oni pozostają tylko w statystykach.

Powstanie dziś jest mocno obecne, szczególnie w popkulturze. Ale czy - robiąc filmy, rekonstrukcje lub śpiewając pieśni - nie gubimy wątku ofiar cywilnych powstania?

- Oczywiście, że gubimy. Popkulturę interesują bohaterowie albo ludzie, których można przedstawić jako bohaterów. Ciekawe są tylko sytuacje bohaterskie albo nadzwyczajne. Sama walka dobrze się sprzedaje. Natomiast życie kogoś w piwnicy, kto ukrywa się przed bombami, a potem w tej piwnicy ginie w gruzach, jest mało spektakularne i niewielu interesuje.

Ogromna większość ofiar cywilnych powstania to byli ludzie pogrzebani w gruzach w wyniku bombardowania. Była przecież w pierwszych dniach walk rzeź Woli. Tam zgodnie z rozkazem Hitlera zabijano wszystkich - kobiety i dzieci też. Według różnych szacunków zginęło w tej dzielnicy od 40 do 100 tys. ludzi. Trudno to oszacować, bo nie wiadomo, ile osób tam w momencie zbrodni mieszkało.

Wątek cywilów podczas powstania jest też o tyle trudny, że nie zawsze popierali oni walki. Po początkowej euforii mieszkańcy coraz mocniej krytykowali powstańców...

- Ludność cywilna, choć nie była bierna, bo przecież musiała starać się przeżyć, nie miała tego poczucia, że bierze udział w walce. Żołnierz, nawet jeśli przegrał, to wiedział, że walczył, że stawiał czoła. Natomiast cywile żyli, aby przetrwać, i tym się głównie kierowali. A czym bliżej końca powstania, tym było z tym gorzej. Stąd to rozgoryczenie. Trzeba jednak dodać, że w takim zrywie jak powstanie warszawskie często granica między cywilem a powstańcem była bardzo płynna. Ktoś upadł, a ktoś inny wziął jego karabin. Czasem wystarczyło założyć tylko biało-czerwoną opaskę.

A może gdybyśmy zbytnio akcentowali ogromne straty cywilne, to wspieralibyśmy w ten sposób wizję powstania jako totalnej klęski...

- ... i deprecjonowali jednocześnie wysiłek tych, którzy walczyli, którzy przystąpili do powstania, aby walczyć, a nie po to, aby przetrwać.

Gdyby powstała idea powstania pomnika cywilnych ofiar powstania warszawskiego, z pewnością pojawiłyby się głosy, że za dużo mamy monumentów...

- Warszawa ma dużo tablic i pomników, ale nie odnoszę wrażenia, że gdyby pojawił się jeszcze ten jeden, to byłaby jakaś przesada.

* Andrzej Paczkowski jest polskim historykiem, naukowcem, wykładowcą akademickim, profesorem nauk historycznych i alpinistą. W czasach PRL działał w opozycji demokratycznej, w III RP członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej dwóch kadencji, następnie przewodniczący Rady IPN.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM