Kibice, kibole czy bandyci? Debata w TOK FM

Problem pseudokibiców na stadionach jest znacznie mniejszy, niż powszechnie się wydaje - mówili goście Przemysława Iwańczyka w ?Post Factum?.
Były wiceminister spraw wewnętrznych generał Adam Rapacki podkreślał, że nie wolno wszystkich kibiców nazywać bandytami. - Ci, którzy przychodzą łamać prawo czy robić zadymę, to margines. I w stosunku do tych ludzi należy stosować środki zaradcze i eliminować ich z przestrzeni publicznej. Incydenty zawsze będą się zdarzać, ale chodzi o to, by jak najszybciej wyciągać dotkliwe konsekwencje wobec prowokatorów. Ale jeśli ktoś nie dostrzega, że bezpieczeństwo na stadionach wyraźnie się poprawiło, musi być ślepcem - mówił Rapacki. - Problemem jest agresja wśród młodych ludzi, których ja nazywam "kibolami". To ważne, żeby nie wrzucać wszystkich kibiców do jednego worka. Przychodzi dymić na meczach ułamek - mówił Rapacki w TOK FM. Podkreślał, że bezpieczeństwo na stadionach się poprawia i wynika to ze statystyk. - Bać mają się ci, którzy łamią prawo. - Ale w piersi uderzyć się musi całe społeczeństwo i każdy w swoim środowisku przemoc powinien umniejszać - stwierdził Rapacki.

Choć generał Rapacki był autorem Ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, teraz uważa, że dzięki poprawie bezpieczeństwa na stadionach można już myśleć o zezwoleniu na odpalanie rac na stadionach.

- Trzeba dobrze zdefiniować, kto jest odpowiedzialny za organizację meczu i zapewnienie bezpieczeństwa przed i po rozgrywkach - mówił Marek Doliński z PZPN. - Do ostatniego incydentu w Łomiankach doszło, bo zabrakło komunikacji między władzami klubu i policją. Jeśli władze klubu bały się zamieszek, powinny zameldować się na komendzie i poprosić o wsparcie. Policja była przygotowana, ale to wszystko nie zagrało.

Prezes Legii Bogusław Leśnodorski uważa, że w debacie publicznej od początku źle definiuje się kibiców. - Może jest tak, że to przestępcy stają się kibicami, a nie odwrotnie? Bo teraz wygląda na to, że zespołom kibicują jedynie bandyci. Na szczęście ludzie przestają się nabierać na tę retorykę, a karnety na stadiony kupuje coraz więcej kobiet i całych rodzin.

- Brakuje także tego, że nie pokazuje się dobrych zachowań kibiców - mówiła zagorzała fanka Legii Warszawa, politolożka Anna Maria Dyner. - A przecież zrzeszenia kibiców organizują akcje pomocy dzieciakom z domów dziecka czy zbiórki karmy dla zwierząt.

DOSTĘP PREMIUM