Kim był pierwszy sponsor Radia Maryja? "Włoch. Przyjechał do Polski, to było jak Medjugorie w każdym mieście". Nieznane fakty z życia o. Rydzyka

- Był kapłanem, który stwarzał niesamowitą atmosferę, ludzie go uwielbiali, kościoły pękały w szwach. Był otwarty, radosny - mówią znajomi młodego o. Rydzyka. To, jaki był, zupełnie nie pasuje do tego, kogo znamy z anteny Radia Maryja - dodają. Na czym polega fenomen jednego z najpopularniejszych duchownych w Polsce? Jak udało mu się stworzyć to niezwykłe imperium?
O tym opowiada książka "Imperator", która trafi do księgarń 12 września. Dziś na portalach Gazeta.pl, Tokfm.pl i Wyborcza.pl publikujemy fragmenty książki (przedpremierowo można ją kupić TUTAJ >>>).

Przejdź do fragmentów o początkach radia i pierwszym sponsorze>>

Przeczytaj na Gazeta.pl o nieznanych faktach z życia Rydzyka >>

Mały Tadzik - grzeczne, radosne dziecko

Jak przebiegało dzieciństwo małego Tadeuszka? Autorzy "Imperatora" dotarli do sąsiadów i znajomych z najmłodszych lat o. Rydzyka. Dzisiejszy szef Radia Maryja urodził się w 1945 roku w Olkuszu, wraz z rodzicami i czwórką rodzeństwa mieszkał na terenie tamtejszej fabryki-żywicielki. - Byli biedni, ale wtedy wszyscy byliśmy biedni, takie były czasy - mówi sąsiad z dzieciństwa. Z relacji znajomych Tadeuszek jawi się jako grzeczne, radosne dziecko. Jest jednak zawzięty, odważny. Czytamy między innymi o tym, że jako dziecko uciekł z domu i pojechał pociągiem do Warszawy, by w KC partii zgłosić, iż jego brat został niesprawiedliwie potraktowany w pracy.

Jak relacjonują znajomi, mały Tadzik musiał czuć się napiętnowany, jego rodzice nie mieli ślubu. Mąż Stanisławy Rydzyk zmarł na wojnie. Mama przyszłego redemptorysty związała się później z Bronisławem Kordaszewskim, ojcem Tadeusza. Jednak para nigdy nie zalegalizowała związku, a Tadeusz nosił nazwisko matki. W kościele nie spotkało się to z aprobatą.

- Wtedy u nas proboszczem był ksiądz Marchewka. On był niedobry, bo powinien to jakoś inaczej... a ten Tadeuszkowi robił przez to trudności, że on jest nieprawowity... proboszcz to potępiał. A co, Tadeusz był winny? - mówi znajomy ojca Rydzyka z dawnych lat. Sam o. Rydzyk o swoim tacie nie wspomina w ogóle.

Ksiądz, który przyciągał tłumy

Młody Tadeusz chciał się wyrwać z Olkusza. Chciał żyć inaczej niż rodziny robotnicze, które widział na co dzień. Wybrał zakon. I wtedy znów powrócił problem nieformalnego związku rodziców. Władzom redemptorystów to się nie podobało. W efekcie ojciec Tadeusza wyprowadził się z domu ("Słyszałem, że błąkał się później to tu, to tam. Zmarł gdzieś na Śląsku" - relacjonują sąsiedzi). Pojawiła się jednak kolejna przeszkoda. Tadeusz nie był najlepszym uczniem, przełożeni zakonu mieli wątpliwości, czy przyjąć go w swoje szeregi. Zwyciężył jednak argument opiekuna Tadeusza: "Na co księdzu matematyka"? Tadeusz ostatecznie z pomocą innych księży zdał maturę.

I stał się uwielbianym przez młodzież kapłanem. Był postępowy technicznie i ideowo, spotykał się z młodzieżą przy ognisku, grał na gitarze, jeździł na wycieczki - wspominają osoby, które znały młodego o. Rydzyka. Z tego okresu zna go m.in. Jerzy Wenderlich, który grał w kościelnym zespole. - Był uśmiechnięty, żartujący... Wprowadzał do Kościoła coś nowego, łamał kanon klasycznej doktryny. Nie potrafię powiedzieć, skąd te szalone wypowiedzi potem - mówi polityk. Jak opowiada, na jego msze przychodziły tłumy, w kościele brakowało miejsca.

Gdy o. Rydzyk sprawował misję w Szczecinku, pokazał się jako świetny organizator, opozycjonista. Otwarta twarz Kościoła. - Po 13 grudnia nasze kontakty się urwały - mówi Antoni Troiński, były szef Klubu Inteligencji Katolickiej. - A potem, gdy ojciec Rydzyk wyjechał na Zachód i gdy wrócił, by zakładać radio - był już innym człowiekiem - dodał.

Mówił z ambony: Nie boję się tych, którzy nagrywają!

Autorzy poruszają także wątki kontaktów ze służbą bezpieczeństwa. Jak opisują, Tadeusz Rydzyk był namawiany do współpracy już na etapie wstępowania do zakonu. Zawsze stawiał sprawę jasno: Odmawiam. Jako młody ksiądz drukował ulotki o Katyniu, walczył ramię w ramię z uczniami liceum o wieszanie krzyży w klasach i z ambony mówił otwarcie: Nie boję się tych, którzy przychodzą tu i nagrywają! Jego środowisko było inwigilowane przez lata. Ksiądz Rydzyk umiał jednak zorganizować swoją pracę tak, by wyjeżdżać za granicę, redemptoryści wysyłali go np. na kursy językowe.

Jednak w 1986 ksiądz Rydzyk nie wrócił do kraju z pielgrzymki do Watykanu. Nikt nie wiedział, co się z nim stało (o tym okresie opowiada fragment, który dziś publikujemy na Gazeta.pl >>). Po sześciu miesiącach odwiedził znajomego księdza. Do kraju - wbrew decyzji zakonu - nie chciał wracać. Nie wyjawił też, co się z nim działo. Redemptoryści za nieposłuszeństwo nałożyli na niego karę suspensy, której o. Rydzyk zwyczajnie... nie odebrał.

Został ulokowany w klasztorze w Niemczech. Do Polski wraca po dwóch latach, składa podanie o paszport. I go dostaje.

Biografia o. Tadeusza Rydzyka do kupienia w Publio.pl>>

Pierwszy sponsor

W Niemczech o. Rydzyk poznaje pierwszego głównego sponsora Radia Maryja, razem z nim zbiera fundusze. Nikt nie wróży sukcesu. M.in. dlatego - trochę przez przypadek - władze zakonu dają o. Rydzykowi wolną rękę (o tym, jak do tego doszło opowiada fragment opublikowany dziś przez Tokfm.pl). I wtedy rozpoczyna się budowa imperium.

Oto fragment książki:



**********************************

4. Początki radia. Eksplozja w starym sadzie

To była szansa na wzięcie mediów

Dziesięć kilometrów w linii prostej od Oberstaufen - szosą wokół pasma górskiego co najmniej trzy razy tyle - znajduje się nie mniej pięknie położona i również należąca do diecezji augsburskiej miejscowość Balderschwang. Jest czysto, cicho i pusto - na stałe mieszka tu ledwo kilkaset osób. Stoi kościół o strzelistej wieży, rośnie najstarsze w Niemczech drzewo - cis w wieku około dwóch tysięcy lat - i działa Radio Maria Internazional, stacja bardzo niepoprawna politycznie. Niemieckie media zarzucają jej emisję "ksenofobicznych i agresywnych" treści.

Ojciec Tadeusz Rydzyk biegle już włada niemieckim i bywa w rozgłośni. Poznaje radiową kuchnię. Z czasem przejmie od niemieckiej redakcji zarówno nazwę, jak i profil ideowy. Tymczasem Radio Maria nazwę zmieni. W połowie lat 90. augsburski biskup ordynariusz wymieni proboszcza odpowiedzialnego za program, a sama stacja nazwie się Radio Horeb i odtąd nie będzie już atakować imigrantów, niemieckiej lewicy, ruchu New Age ani zepsutych obyczajów. Skupi się na modlitwie, co ojciec Rydzyk odbierze jako kapitulację.

Po latach tak opowie o perypetiach bawarskich radiowców w sutannach:

- Zobaczyłem sytuację, która była wówczas w Niemczech. Zobaczyłem między innymi organizacje szkodzące Kościołowi i wpływ ideologii nowej lewicy. To nie tylko nowa lewica. Nurt socjalizmu ciągnie się od dawna, żeby to zrozumieć, trzeba poznać historię. Zobaczyłem New Age, kult szatana, to wszystko, co było określane mianem "nowoczesności". Z niepokojem patrzyłem, dokąd ci ludzie idą i jak giną w tej nowej ideologii.

Lata 90. - dekada, w której zrodzi się potęga Radia Maryja - faktycznie nadchodzą razem ze wszystkimi nowymi zagrożeniami, które Jan Paweł II określi w encyklikach "Veritatis splendor" i "Evangelium vitae" mianem cywilizacji śmierci.

Tadeusz Rydzyk - ze swego posterunku w Niemczech - widzi to lepiej niż jakikolwiek ksiądz w Polsce. Rodacy są jednak w innym punkcie i czym innym mają zaprzątnięte głowy. Właśnie obalają komunę.

Lech Wałęsa z Matką Boską w klapie wprowadza do parlamentu drużynę "Solidarności".

Wchodzi w życie ustawa o stosunku państwa do Kościoła gwarantująca wolność wyznania, sprawowania kultu, pielgrzymowania, druku prasy, nadawania katolickich audycji za pomocą własnych radiostacji itd.

Dzień Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny staje się dniem wolnym od pracy.

Pierwszym niekomunistycznym premierem zostaje Tadeusz Mazowiecki, współzałożyciel warszawskiego KIK-u i katolickiego miesięcznika "Więź", częsty gość przykościelnych sal wykładowych, mąż zaufania podczas słynnej głodówki polskich dysydentów w stołecznym kościele Św. Marcina w 1977 roku.

Księża święcą sztandary wojska i milicji przekształcającej się właśnie w policję.

Komunistycznych i sowieckich patronów ulic zastępują zasłużeni w historii księża, z kardynałem Stefanem Wyszyńskim na czele.

Państwowa telewizja i radio transmitują msze święte.

Episkopat Polski popiera te wszystkie zmiany, księża tłumaczą z ambon, że przejście od realsocjalizmu do gospodarki rynkowej wymaga wyrzeczeń, ale kierunek, w którym kraj zmierza, jest słuszny.

Tadeusz Rydzyk patrzy na to wszystko inaczej.

- Niemieckie złe doświadczenie z nowoczesnością to jest bardzo istotny element światopoglądu ojca Rydzyka - opowiada nam dalej Andrzej Tyc. - On właściwie nie ma poglądów politycznych. Z czasów, gdy byliśmy sobie bliscy, nie pamiętam ani jednego zdania wyrażającego opinię o polityce. Natomiast lęk przed cywilizacją nowoczesnego Zachodu - to owszem. Trafił na Zachód w okresie ciężkiego kryzysu duchowego, ideowego, kiedy kościoły pustoszały na potęgę. To wzbudziło jego przerażenie. Stąd ta jego późniejsza wrogość do liberalizmu i Unii Europejskiej. On tego nie ukrywa.

* *

W początkach roku 1990 ojciec Tadeusz ma już ideę radia, ma niemiecki wzór i wiedzę, jak to się robi. Nie ma jeszcze pieniędzy. I wtedy pojawia się na jego drodze pierwszy poważny sponsor: Angelo Iwano Pietrobelli.

Istnieją dwie wersje tego spotkania. Według autorów "Fenomenu..." ojciec Tadeusz natknął się na Pietrobellego w trakcie jednej z pielgrzymek do Medjugorie.

Nawrócony Włoch, do niedawna konsul w Niemczech, sprzedawał w pobliżu wybudowanego właśnie kościoła książki i teksty wygłoszonych w tym miejscu mistycznych orędzi. Ojciec Rydzyk podszedł, przedstawił się jako Polak, zaczęła się rozmowa po niemiecku. Pietrobelli opowiedział o planach przewożenia przez granicę ZSRR egzemplarzy Pisma Świętego w ramach akcji "Biblie dla Rosji". Dodatkowo można by wydać - i zawieźć na wschód - którąś z wielu ilustrowanych książek o tutejszych objawieniach. Trzeba ją tylko przetłumaczyć na języki bloku wschodniego. "Po kilku spotkaniach polski redemptorysta został partnerem Pietrobellego w interesach - piszą Piskała i Potkaj. - Na wydawnictwach z Medjugorie można było w tym czasie zarobić całkiem duże pieniądze".

Sam ojciec Rydzyk w rozmowie "Życie jest ciekawe" przedstawia pierwsze spotkanie z przyszłym sponsorem nieco inaczej - odbywa się ono w Niemczech, nieco wcześniej, gdy Pietrobelli pracuje jeszcze w konsulacie.

Ojciec Tadeusz wchodzi do eleganckiego pokoju, przedstawia się po niemiecku.

Pietrobelli jest uradowany.

- Ja się modlę od dłuższego czasu o polskiego księdza, bo chodzi o przetłumaczenie na polski pewnej książki o Maryi Królowej Pokoju - mówi.

- Dobrze, pomogę panu - zapewnia polski gość.

- To się pomódlmy - proponuje konsul.

- Byłem zdumiony, tu tylu interesantów, a my mamy się modlić - wspomina po latach zakonnik. - Ale z drugiej strony powiedziałem sobie, jeśli on klęknie tutaj na środku konsulatu, to ja też klęknę razem z nim, żeby go nie zgorszyć, bo ja jestem księdzem, i to polskim księdzem. Muszę tego świeckiego podtrzymywać na duchu. Ale on nie klęknął, stanął w kąciku i pomodlił się, pomodliliśmy się razem, bardzo dyskretnie.

Po kilku spotkaniach redemptorysta zaprasza Włocha do Polski. Pokazuje gościowi Kraków: Wawel, Bazylikę Mariacką, Nową Hutę i tamtejszy kościół Arka Pana. Angelo Iwano jest pod wrażeniem. Nazajutrz jadą do Oświęcimia zobaczyć obóz Auschwitz-Birkenau. Ksiądz Rydzyk zabiera Pietrobellego do wnętrza baraków i krematorium, a ten przeżywa szok.

Później zwiedzają jeszcze Wadowice z obowiązkowym punktem programu: domem Ojca Świętego. Angelo ze zdziwieniem ogląda oblegane konfesjonały.

- Tu się ludzie spowiadają?

- Tak, oczywiście, to nie jest muzeum - odpowiada z uśmiechem ksiądz Rydzyk.

W wywiadzie rzece tak wspomina kolejne dni z Włochem: "Poszliśmy na nowennę u ojców redemptorystów w Krakowie i on zobaczył, że tu ludzie klęczą. Sam też klęknął na oba kolana i powiedział: » Boże, tu wszędzie w Polsce jest Medjugorie! «".

Przed wyjazdem wzruszony Pietrobelli trafia - wraz z zakonnikiem - na audiencję u arcybiskupa, metropolity krakowskiego.

- Opowiadał mi o jej przebiegu sam kardynał Macharski - wspomina w rozmowie z nami ksiądz Kazimierz Sowa, dziennikarz i publicysta katolicki. - Staliśmy z kardynałem w Krakowie, w tej sali ze słynnym papieskim oknem, i on mówi do mnie: "A wiesz, Kazimierz, muszę ci opowiedzieć pewną historię. W 1990 roku przyjechał do mnie jakiś zakonnik z takim elegancko wyglądającym człowiekiem. I oni powiedzieli, że założą radio katolickie w Krakowie. Radio Maryja. To był ojciec Rydzyk. On mi tak opowiadał o tym radiu, jakie ono będzie fantastyczne, że będzie go słuchała cała Polska, że z Krakowa i tak dalej. I ja sobie wtedy pomyślałem - opowiada mi dalej kardynał Macharski - oj, oj, ojczulku... w Krakowie tego nie założysz. Ale grzecznie odpowiedziałem: - Proszę ojca, świetny pomysł, lecz niestety, my już postanowiliśmy, że będzie tu robione inne radio. Nasze, diecezjalne, Radio Mariackie. I dlatego, hmmm... błogosławię dobrym zamiarom, ale nie tu".

"Z Krakowa pojechaliśmy jeszcze do Warszawy - wspomina dalej ojciec Tadeusz w wywiadzie (na temat spotkania u kardynała - ani słowa). - Odwiedziliśmy Muzeum Księdza Jerzego Popiełuszki, a później... do Częstochowy. W Częstochowie Angelo to już szedł na kolanach wokół ołtarza.

- Proszę ojca, dlaczego ojciec nie zrobi swojego Radia Maryja? - pyta konsul. - Jest taki ksiądz we Włoszech...

- Wiem, że jest - przerywa ojciec Rydzyk.

- No to niech ojciec podejmie inicjatywę, ja pomogę.

- Brak mi ludzi, pieniędzy, środków, pozwoleń... Nic nie mam.

- A gdybym pomógł?

- Spróbowałbym".

"Ksiądz we Włoszech", o którym mówi Pietrobelli, a o którym ojciec Tadeusz wie, to Don Mario Galbiati, twórca Radia Maria z lombardzkiego miasteczka Arcellasco d'Erba (nie mylić z niemieckim Radiem Maria Internazional).

* *

Północny kraniec Włoch. Miejscowość większa od Balderschwangu, ale w jakimś stopniu podobna: wysoka wieża kościoła, choć nie tak zaostrzona jak niemiecka, wokół niej schludne domy. Dalej - na horyzoncie - nagie szczyty Alp. Tyle że teraz widziane od południowej strony Między skałami zielone doliny, pola uprawne i jeszcze mniejsze osady.

Don Mario - dobroduszny małomiasteczkowy ksiądz - pierwszą antenę zainstalował własnoręcznie na kościelnej wieży z myślą o dotarciu do tych właśnie zagubionych wioseczek. W połowie lat 80. nadawał audycje na teren Lombardii, potem na północne Włochy, wreszcie na cały kraj. Utrzymywał się z datków słuchaczy, których przybywało: najpierw w Italii, później w całej Europie, Azji i Ameryce. Narodziła się Światowa Rodzina Radia Maryja - z czasem stowarzyszenie ponad czterdziestu wielojęzycznych nadawców emitujących audycje religijne z tysiąca pięciuset nadajników.

Gdy ojciec Tadeusz przybywa do Arcellasco d'Erba i wykłada Galbiatiemu swe radiowe plany, dzieląc się obawami, ten - roześmiany - poklepuje go i mówi:

- Czego się boisz?! Pamiętaj, to nie ma być Radio Tadeusz, tylko Maryja. Ona cię poprowadzi!

- Już więcej się nie odezwałem - wspomni wiele lat później Ojciec Dyrektor. - Don Mario to był fantastyczny człowiek! Ale został odsunięty od tego radia... Przeróżne sprawy dokonują się, kiedy się służy sprawom Bożym i Maryi. Diabeł z tego powodu może bardzo szaleć i będzie się mścił. Jestem przekonany, że w jego przypadku tak się stało.

Galbiati - rzeczywiście - wkrótce traci władzę w maryjnej rodzinie na rzecz księdza Livio Fanzagi - znienawidzonego przez włoską lewicę przeciwnika związków partnerskich i zapłodnienia in vitro oraz tropiciela satanistycznych spisków, który po wyborze "czerwonego" Massimo d'Alemy na premiera Italii (1998) dziwić się będzie - i to publicznie - jak można powierzać taki urząd niekatolikowi.

Znając późniejszą publicystykę Radia Maryja, można by sądzić, że ojcu Tadeuszowi i księdzu Livio powinno być po drodze - jest jednak inaczej. Polskie Radio Maryja nie należy do członków Światowej Rodziny RM. Ojciec Dyrektor nazbyt ceni sobie niezależność, także od ludzi o podobnych poglądach.

* *

Jeszcze w trakcie wizyty w Arcellasco d'Erba (lub w drodze) Pietrobelli proponuje ojcu Tadeuszowi wypad na północ - za szwajcarską granicę. Szwajcarzy wymagają wizy, ksiądz Rydzyk jej nie ma, ale Angelo Iwano jest dobrej myśli.

- Będziemy się modlić za zmarłych celników i wszystkich zmarłych, którzy pracowali w służbach granicznych, oni nam pomogą przejechać.

Modlitwa najwidoczniej pomaga, bo ani włoscy, ani szwajcarscy pogranicznicy nie kontrolują jadącej samochodem pary mężczyzn. Ksiądz i dyplomata przyjeżdżają do miejscowości Martini w tzw. Szwajcarii Francuskiej. Tam spotykają się ze znajomą Pietrobellego, zamożną damą w średnim wieku, Rozą Winter.

Jadą we trójkę na samochodową przejażdżkę, po drodze rozmawiają o cudach boskich, Eucharystii i sakramencie spowiedzi. Pani Winter proponuje wspólne spotkanie z ciekawą osobą, o której mówi jako o kimś mającym za sobą "doświadczenia mistyczne". Ojciec Tadeusz jest nastawiony sceptycznie.

- Ja nie chcę niczego więcej, ja mam Ewangelię (...), skąd mogłem wiedzieć, czy te sprawy pochodzą od Pana Boga? - wspomina później swe refleksje z tamtego dnia. Ale ostatecznie, po naleganiach Rozy Winter, zgadza się na spotkanie z "mistyczką". Krótko po nim dostaje od pani Rozy 10 tysięcy franków "na założenie radia".

Okazuje się, że doświadczona mistycznie Szwajcarka w nadprzyrodzony sposób "sprawdziła wiarygodność" Polaka i test wypadł pomyślnie. Obie kobiety ogłaszają swoim przyjaciołom: ojciec Tadeusz Rydzyk chce robić Radio Maryja w Polsce. Jest ono potrzebne i na ten cel potrzebne są pieniądze!

Pieniądze i zgoda polskiego prowincjała redemptorystów, którym - co za zrządzenie Opatrzności - zostaje właśnie stary przyjaciel z Olkusza ojciec Leszek Gajda.

Kończy się z wolna rok 1990. W Polsce Lech Wałęsa stara się o prezydenturę, na granicy niemiecko-enerdowskiej ludzie przewracają mur. W Oberstaufen - skąd bliżej do Morza Śródziemnego niż do Berlina - spokój i cisza. Obaj współbracia - prowincjał i prosty ksiądz - siedzą przy oknie. Za szybą widok na śnieżne szczyty. Ojciec Rydzyk długo zabiera się do wyłuszczenia, o co mu właściwie chodzi. Najpierw opowiada przełożonemu o kaprysach tutejszej pogody, o regionalnym jedzeniu i rozgrywanych w tej okolicy zawodach narciarskich. Gdy kończą ugotowany i podany przez zakonnice obiad, ojciec Tadeusz uznaje, że już czas.

- Leszku! Jesteśmy kolegami, ale ty jesteś moim prowincjałem, przełożonym. Zatem ojcze Prowincjale, ja mam pewną ideę. Proszę nie mówić "nie". Jeżeli to nawet ojca zaskoczy, proszę nie powiedzieć od razu "nie"! - zaczyna w podniosłym stylu. - Może Ojciec Prowincjał milczeć, przecież można milczeć. Ja bym prosił o to milczenie, żeby tylko ojciec nie powiedział "nie". A po pewnym czasie, to może będzie takie rozwiązanie, o którym marzę!

Prowincjał słucha opowieści o nowym katolickim radiu nadającym na całą Polskę i rzeczywiście milczy. Jest zaskoczony pomysłem.

Ostatecznie jednak nie tylko da swemu koledze zgodę, ale i całkowicie wolną rękę. Przyszły Ojciec Dyrektor pilnuje, by nie popełnić "błędu", który już przysparza kłopotów, a wkrótce pogrzebie niemieckie Radio Maria Internazional z Balderschwangu. Nie chce, aby jego dziecko było instytucją zakonną czy diecezjalną - a on pracownikiem, choćby na etacie szefa. To będzie całkowicie autorskie przedsięwzięcie.

Akt założycielski toruńskiego radia podpisany przez prowincjała Gajdę mieści się na jednej stronie formatu A4 i głosi:

"Przełożony Warszawskiej Prowincji Redemptorystów (...) niniejszym eryguje katolicką rozgłośnię RADIO MARYJA zlokalizowaną w Toruniu. (...) Dyrektorem Radia Maryja mianuję o. Tadeusza Rydzyka, który będzie także pełnomocnikiem Prowincjała upoważnionym do samodzielnego działania i zaciągania zobowiązań w sprawach dotyczących rozgłośni Radio Maryja. Równocześnie wyrażam zgodę, aby Radio Maryja jako jednostka organizacyjnie wyodrębniona (...) była odrębnym podmiotem podatkowym".

- Świętej pamięci ojciec Gajda później tłumaczył, że wydał takie pozwolenie, bo myślał, że to radio upadnie - wspomina ksiądz redemptorysta. - Gdyby wiedział, co się później stanie, ująłby to w jakieś ramy. A wtedy nie wiadomo, czy ojciec Rydzyk chciałby to ciągnąć.

Ojciec prowincjał myślał, że to będzie lokalna stacyjka, więc nie określił nawet zakresu działania. I przez to Radio Maryja zaczęło wymykać się spod kontroli. Ojciec Rydzyk robił swoje, a wszyscy myśleli, że działa z poparciem władz zakonnych. Tymczasem to było co najwyżej przyzwolenie.

**********************************

Droga na szczyt

Na kolejnych stronach Głuchowski i Hołub opisują długą drogę na szczyt - zbieranie funduszy, flirty z politykami, którzy mają znaczenie - od Lecha Wałęsy do Lecha Kaczyńskiego. Ujawniają szczegóły słynnych pieniędzy na Stocznie, sprawy ponad 200 tys. zł, które ktoś rzekomo ukradł z domu jednej z słuchaczek, kulisy przyjaźni z Janem Kobylańskim, walkę słuchaczy z prokuraturą, która bezskutecznie chciała przesłuchać księdza I walkę z politykami i członkami KRRiT o koncesje i tereny na działalność.

Autorzy obalają mity, krążące o kontrowersyjnym duchownym. O. Rydzyk nigdy nie jeździł maybachem, nie opływa w luksusy - jego pensja to zaledwie 1,5 tys. zł, a mieszkanie to skromna cela w klasztorze. W podróży oszczędza nawet na jedzeniu. Zbiera dużo pieniędzy, ale nie dla siebie. Na swoje misje.

I starają się znaleźć odpowiedź na jedno z najważniejszych pytań: jakie jest miejsce o. Tadeusza Rydzyka w Kościele? Ilu wysokich rangą duchownych to zwolennicy radia Maryja? Dlaczego jego głos jest tak silny, podczas gdy innym zamyka się usta?

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM