Prof. Stempin: "Milan Fashion Week" - festyn próżności w cieniu kulejącej gospodarki

Glamour, wino, śpiew. Celebryci wszystkich krajów co żyw ściągnęli do Mediolanu na pyszną zabawę próżności - właśnie zaczął się mediolański tydzień mody. Zjechali z nadzieją, że to wydarzenie stanie się trampoliną dla włoskiego biznesu modowego. Niestety kulejącego.
Kraj nadal tkwi w potężnym kryzysie politycznym, ekonomicznym, a nawet - cywilizacyjnym. Bo czy ktoś słyszał może o zakończeniu korupcyjnej afery piłkarskiej z ubiegłego roku, o której było jeszcze głośno, nim włoscy kopacze wykopali tytuł wicemistrza Europy? Berlusconiego, który karierę zaczynał jako pianista na wycieczkowcach, teraz z haniebnym wyrokiem na karku chce wypchnąć część senatorów z senatu. Ten się nie daje i grozi, że jego ludzie doprowadzą do upadku rządu.

W życiu codziennym Włochów obowiązuje zasada "Pulcinella" (każdy kombinuje jak może i udaje głupiego). Nawet na branżę mody padł wielki cień, gdy czołowi kreatorzy, a zarazem jedni z najbogatszych Włochów - Domenico Dolce i Stefano Gabbana - stanęli przed sądem za oszustwo podatkowe. Podczas gdy krajem wstrząsnęły kolejne już samobójstwa popełnione z biedy, tym razem 62-letniego murarza i jego partnerki, to obydwaj miliarderzy z rocznym obrotem 1,5 mld euro zataili przed fiskusem dochody w wysokości 200 milionów euro. W sądzie projektanci usłyszeli wyrok: rok i osiem miesięcy w zawieszeniu plus grzywna w wysokości do 500 tys. do 10 milionów euro.

To jeszcze nie wszystko. Nie tak dawno jeszcze świat mody z zapartym tchem śledził inny proces sądowy między inną dwójką miliarderów - Christianem Louboutinem a Yves Saint Laurentem. O czerwone buty. Wprawdzie to Francuzi, ale francuski rynek mody stopiony jest organicznie z włoskim. Sąd I instancji w Nowym Jorku odrzucił pozew Louboutina o wyłączne prawo do wypuszczania butów z czerwoną podeszwą. Kolor buta nie może być kryterium ochrony jego marki - uznali sędziowie. Jednak sąd II instancji okazał się już bardziej łaskawy dla Louboutina - przyznał mu bowiem prawo ochrony marki butów z czerwoną podeszwą, o ile ten nie jest zupełnie czerwony. W tym przypadku Yves Saint Laurent może spokojnie firmować produkty swoją marką.

Topór wojenny wykopali też Roberto Cavalli i Giorgio Armani i są ze sobą na wojennej ścieżce.

Gospodarka, projektancie?

Rywalizacja staje się coraz brutalniejsza, ponieważ biznes modowy w Italii, jak i wszystko na Półwyspie, podupada. Włoska klasa średnia, główny wewnętrzny rynek zbytu dla rodzimej produkcji tekstylnej, klepie biedę. Modna Włoszka, kupująca średnio w roku 15 par butów, teraz oglądając katalogi, zagryza wargi.

Włoski PKB spada co rok o 2,5 procent, dochód realny Włochów, jak podaje wielka firma dystrybucyjna "Coop Italia", w ostatniej dekadzie obniżył się o 10 procent. Bezrobocie sięgnęło 12 procent. Jest najwyższe od 36 lat. Co trzeci młody Włoch jest bez posady. Średni dochód rodziny obniżył się do 1032 euro, cofając się do poziomu sprzed 25 lat. Konsumpcja leci na łeb - w tym roku dla całego sektora "Nonfood" o dalsze 7,2 procent, dla branży mody - o 5,5 procent.

Jeszcze bardziej zatrważające liczby serwuje Związek Handlarzy "Confcommercio". Według niego tylko w tym roku branża odzieżowa i galanteryjna skurczyła się o 5,9 procent w pierwszym kwartale, a o 2,3 procent w drugim. Tego lata sprzedaż w Italii osiągnęła najniższy poziom od 13 lat, o połowę niższy od tego z 2000 roku. "Sytuacja jest krytyczna" - pisze Camera Della Moda w swoim raporcie. "Rynek wewnętrzny na skutek polityki zaciskania pasa przez rząd nie powróci do normy. Rząd nie zmniejszy zadłużenia kraju i dlatego podnosi podatki, co się odbija na wydatkach dóbr konsumpcyjnych".

Tradycyjne obniżki na koniec sezonu letniego, z reguły absolutny hit, gdy klienci walą do sklepów drzwiami i oknami, przyniosły dochód o 20 procent niższy od ubiegłorocznego. A ci, co jeszcze mają pieniądze, siedzą na nich i nie wydają.

Marka ''made in Italy'' to za mało

Przed kompletną zapaścią rynek włoskich producentów mody ratuje segment artykułów luksusowych, notujący wzrost o 2,5 procent, a przede wszystkim eksport do USA, Rosji i Chin, a generalnie do Azji, gdzie nowobogaccy gotowi są wydać za markowe buty "made in Italy" pół tysiąca euro. Te kaprysy spełnia np. Luciano Padovan, którego firma produkuje damskie buty tylko we Włoszech i w dużym stopniu ręcznie. 250 000 par w roku. Te dane jednak nie są w stanie zapobiec plajtom - od wybuchu kryzysu w 2007 roku prawie 100 000 firm produkujących dla branży mody upadło. W samym tylko ubiegłym roku - trzy tysiące. Ofiarą kryzysu padły flagowe marki jak Versace czy Max Mara. Zwolniono pracowników, reszta pracuje w niepełnym wymiarze godzin.

Egzystencjonalny lęk jest widoczny gołym okiem w samych stylizacjach. Rok temu na wybiegu w Mediolanie dominował business-look, bez fantazyjnych kreacji: taliowane spódniczki, równie taliowane, wąskie spodnie, sporo rozcięć, lejących sukienek, w kwiaty, mnóstwo bezpiecznych odwołań do lat 60., 70., trochę Azji, Afryki, Japonii, biało-czarnego kontrastu, najwięcej nadruków.

Szampan szampanem, ale wszyscy obserwują rząd

W tym roku to Gucci zainaugurował 6-dniowy festyn mody. Powściągliwe kolory, dużo czerni, lejące się spodnie w kombinacji z górą pełną nadruków, sporo długich sukni z wysokim rozcięciem. Jedynie transparentne bluzeczki i narzuty oraz torebki z niekończącymi się frędzlami podkręcają fantazję. Ale czy włoski biznes mody, stanowiący jeszcze 1/4 europejskiego, ze 160 tys. firm, zatrudniającymi 320 tys. osób i generujący obrót w wysokości 72 miliardów euro, jest w stanie przetrwać?

W przerwach między kolejnymi prezentacjami włoscy spece od mody z szampanem w ręku i żelem we włosach analizować będą jednak nie liczbę frędzli na torebkach, tylko dossier profesora ekonomii Tito Boeri z elitarnego uniwersytetu Bocconi, który oznajmił rodakom, że nowy rządowy program nakręcający koniunkturę na Półwyspie ma szansę wyciągnąć kraj z zapaści i zmniejszyć jego 2400-miliardowe zadłużenie. 80-punktowy program premiera Letty przewiduje m.in. budowę nowych linii metra w Rzymie, Mediolanie, Neapolu oraz licznych mostów i tuneli, w tym przechodzącymi pod Alpami. Możliwe, że wdzięczny włoski światek mody wyśle na dniach profesorowi z Mediolanu torebkę z frędzlami. Dla żony.

DOSTĘP PREMIUM