Lemański o przeprosinach Hosera: "Przepraszam" nie wystarczy. Kiedyś trzeba będzie płacić

- Czy kuria partycypowała w kosztach terapii ofiary? Czy jedno słowo "przepraszam" ma zrekompensować krzywdę wyrządzoną przez księdza? Kościół ma prawo się bronić, ale wydaje mi się, że od odpowiedzialności materialnej nie uciekniemy. Trzeba będzie po prostu płacić odszkodowania - ks. Wojciech Lemański komentował w rozmowie z TOK FM wczorajsze oświadczenie abp. Henryka Hosera.
Abp Henryk Hoser, biskup warszawsko-praski, zapowiedział wczoraj w TVP odwołanie kanclerza kurii ks. Wojciecha Lipki i przeprosił za swoją reakcję na przypadek pedofilii we własnej diecezji.

Przypomnijmy: dwa lata temu Grzegorz K. usłyszał zarzuty molestowania seksualnego, ale jeszcze do niedawna pełnił obowiązki proboszcza. Przez pół roku od usłyszenia wyroku (marzec 2013) nie został odwołany. Przez ten czas pełnił wszystkie obowiązki - odprawiał msze, spowiadał, prowadził też msze dla dzieci. W jego parafii posługę pełniło 32 ministrantów.

- Na pewno jest to ruch spóźniony, bo przecież ostatnie wystąpienie ks. kanclerza miało miejsce w piątek. Dziś mamy, dzięki Bogu, środę, a decyzja została dopiero wczoraj zapowiedziana, nie - podjęta. Jest zresztą, wg mnie, spóźniona o wiele lat: niejednokrotnie zgłaszałem abp. Hoserowi przykłady działań i zaniechań ks. kanclerza, które - wg mnie - były karygodne i domagały się natychmiastowej dymisji albo przynajmniej zdyscyplinowania. I okazywało się, że ksiądz arcybiskup wtedy - trzy lata temu, dwa lata temu, roku temu - brał stronę ks. kanclerza. Cieszę się zatem, że jakiś element tej układanki został zdjęty. Ale nie wiem, czy to nie będzie tylko wizerunkowa decyzja. Choć ma prawo być taka - komentował w rozmowie z reporterką TOK FM ks. Wojciech Lemański.

Lemański: To abp Hoser odpowiada za swoich podwładnych

Czy bagatelizująca sprawę ks. K. reakcja kanclerza kurii niesłusznie zaszkodziła jego przełożonemu - abp. Hoserowi? Wg Lemańskiego to Hoser odpowiada za słowa swoich podwładnych: - Tu nie ma żadnego rykoszetu. Za kurię i za diecezję odpowiada biskup ordynariusz, a biskupem ordynariuszem diecezji warszawsko-praskiej od 5 lat jest abp Henryk Hoser i za wszystkie działania, również te niewłaściwe, bierze tę odpowiedzialność. Wszyscy urzędnicy diecezjalni - dziekani, kierownicy urzędów diecezjalnych, kanclerz, notariusz, wikariusz generalny... działają w imieniu swojego biskupa. I każde z tych działań muszą skonsultować ze swoim przełożonym.

- Weźmy ostatni przykład: przecież psycholog Henryk Sułkowski wyraźnie mówił, że gdy zgłosił tę sprawę ks. kanclerzowi, ten poinformował: Przekazałem wszystko abp. Henrykowi Hoserowi - dodał i przypomniał, że kuria podobnie zlekceważyła sprawę naruszeń, którą sam zgłaszał: - Nie ma procedur - mówię o diecezji warszawsko-praskiej i przypadku pedofilii, jeśli ta procedura miałaby zadziałać tak jak wtedy, gdy dwa lata temu zgłosiłem taki przypadek ks. abp. Hoserowi. Powiedziano mi, że została wyjaśniona. Procedura, w której nie uwzględnia się rozmów z osobami pokrzywdzonymi, to procura wzięta z księżyca. Wtedy abp Hoser zachował się w sposób zupełnie niepoważny: powierzył sprawę ks. kanclerzowi, który ją zamiótł pod dywan. Do dzisiejszego dnia tam leży.

Potwierdził, że winny nadal jest czynnym księdzem: - Tu nie chodzi o przypadek pedofilii czy molestowania, ale o skrzywdzenie wiernych. I wystarczyłoby jedno słowo wobec tych, którzy poczuli się skrzywdzeni, a szukali pomocy w kurii.

Ks. Lemański podkreślił też, że kuria nie musi przesądzać o winie duchownych oskarżanych o nadużycia, ale ma obowiązek działać tak, by chronić wiernych. Raz jeszcze odniósł się do przypadku ks. Grzegorza K. - Tu nie chodziło o to, by tego człowieka szykanować czy skazać przed prawomocnym wyrokiem, a o to, by - mając świadomość niebezpieczeństwa dla kolejnych dzieci - nie decydować, by powierzyć mu dużą wspólnotę parafialną. To było absolutnie nieodpowiedzialne - ocenił.

Co dalej? "Trzeba będzie płacić odszkodowania"

Czy brak procedur doprowadzi do tego, że kolejne ewentualne ofiary pozostaną bez pomocy? Lemański uspokaja: - To, co wydarzy się jutro czy pojutrze, niespecjalnie mnie niepokoi. Bo wydaje mi się, że przy takim nagłośnieniu spraw pedofilskich w Kościele szansa, że coś takiego się powtórzy, jest niewielka. Natomiast te osoby, które już zostały skrzywdzone - przed pięcioma czy dwunastoma laty - ciągle czekają nie na przeprosiny, ale na pomoc Kościoła. Trzeba trafić do skrzywdzonych np. przez ks. Grzegorza i zaoferować im pomoc: terapeutyczną, specjalistyczną, być może także materialną, bo mogą wymagać głębokiej terapii. Przypadek, o którym rozmawiamy, trafił do kurii warszawsko-praskiej za pośrednictwem psychologa, do którego zwrócił się pokrzywdzony. Czy kuria partycypowała w kosztach tej terapii przez tyle lat prowadzonej? Z tego, co wiem od psychologa, nie uczestniczyła. To czy jedno słowo "przepraszam" ma zrekompensować krzywdę wyrządzoną przez księdza przeniesionego do innej parafii, by mógł ewentualnie skrzywdzić kogoś innego?

- Kościół ma prawo się bronić, ale wydaje mi się, że od odpowiedzialności materialnej nie uciekniemy. Jeśli te osoby zwrócą się do sądu, trzeba będzie po prostu płacić odszkodowania - ostrzegł.

Przyznał, że tabu związane z nadużyciami księży powoli zostaje w Polsce przełamywane. - Na naszych oczach papież Franciszek dokonuje przemiany w Kościele także w tym zakresie. Jak długo będziemy w Polsce dochodzić do standardów Kościoła powszechnego? Mam nadzieję, że szybko, bo ofiary nie będą czekać - podsumował Lemański.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM