Hofman w TOK FM o wykorzystaniu godziny "W" w kampanii: Emocje są potrzebne

- Emocje są potrzebne, by referendum nie zostało zapomniane - przyznał w TOK FM rzecznik PiS Adam Hofman tłumacząc, dlaczego PiS wykorzystuje przeciw PO w warszawskiej kampanii referendalnej Powstanie Warszawskie i godzinę "W". Wcześniej rzecznik PiS mówił dużo o wartościach i o tym, że prawdziwi warszawiacy mają "wielkie rzeczy w genotypie".
W niedzielę warszawiacy zdecydują w referendum, czy Hanna Gronkiewicz-Waltz pozostanie na stanowisku prezydenta stolicy. W końcówkę kampanii bardzo zaangażowało się PiS, choć to nie partia Kaczyńskiego jest jej pomysłodawcą - organizatorzy skarżą się, że PiS próbuje przejąć ich inicjatywę.

Platforma namawia tych, którzy chcą, by Gronkiewicz-Waltz pozostała na stanowisku, do nieuczestniczenia w wyborach. Wg badań o tym, jaki będzie wynik, zadecyduje właśnie frekwencja, bo zdyscyplinowany elektorat prawicowy nie zawiedzie i będzie miał większość, nawet jeśli warszawiacy w większości popierają Gronkiewicz-Waltz.

Dziś w TOK FM Adam Hofman przekonywał, że jest inaczej.



- Jeśli każdy zrobi swoje - a każdy ma swój elektorat, swoje grupy docelowe, sojuszników społecznych - demokracja spowoduje, że referendum będzie ważne. Sondaże, którymi dysponujemy, wskazują na to, że może tak być. Szanse są równe. Hanna Gronkiewicz-Waltz ma w stolicy także dużo swoich zwolenników i jeśli oni wszyscy pójdą do referendum, to może być różnie. A jeśli nie, to wtedy zostanie odwołana. Gdyby referendum odbyło się dziś i trwało cały dzień, poszłoby do niego 430-440 tys. Co się wydarzy do niedzieli? Zobaczymy - mówił rzecznik PiS.

- Myślę tylko w kategoriach sukcesu. Będziemy się w niedzielę wieczorem zastanawiać nad wynikiem, a teraz robić wszystko, by referendum się udało. By tylko PSL został w domu - powiedział, nawiązując do wypowiedzi polityków PSL, że ich wyborcy zostaną w domu. - Kto zostaje, ten z PSL-u - dodał rzecznik PiS.

Powodzenie kampanii w Warszawie może okazać się kluczową kwestią dla jego dalszej kariery. W mediach spekuluje się dużo o niepopularności Hofmana w partii i o tym, że wielu chętnie wykorzystałoby porażkę PiS-u w warszawskim referendum jako pretekst do ataku na rzecznika. Ostatnio Hofmana bronił sam prezes: Dlaczego tylko on popiera rzecznika partii? - Wszyscy w partii, nawet ci, którzy mają do mnie jakieś niesympatyczne uczucia (ja się nie obrażam), powinni włączyć się w tę kampanię. Bo ona ma szansę być skuteczna. A gdyby eliminowano każdego polityka, który kiedyś przegrał, to nikt by nie został. Także spokojnie: trzeba pracować, zobaczymy, co będzie później - odparł Hofman.

Hofman: Skoro mamy w genotypie, my warszawiacy, tak wielkie rzeczy...

Bronił też wykorzystywania przez PiS w kampanii symbolu godziny "W", co oburzyło m.in. powstańców. - Wszyscy ci, którzy uważają, że odwoływanie się do tożsamości historycznej jest błędem, to niech powiedzą, do czego politycy mają się odwoływać. Są tacy, którzy oceniają to tak, jak Sikorski: niepotrzebny rozlew krwi. Jest wielu, jak my, którzy uważają, że ono musiało wybuchnąć. Jan Nowak-Jeziorański mówił, że nawet przeciwnik powstania, który się tu pojawiał, od razu brał karabin i szedł się bić. Poza tym te kilkadziesiąt dni wolności dla warszawiaków było symbolem dla Polski. Na Warszawę patrzyła wtedy cała Polska, te depesze gratulacyjne, te wyrazy uznania z całego świata... Powstanie pokazało też Stalinowi, że z Polakami trzeba się liczyć. W wielu wymiarach było po prostu niezbędne i wygrane: być może stworzyło pokolenie, które dało nam potem niepodległość. A my mówimy: to nasza wspólnota, odczepcie się od niej. To nie czysty romantyzm, mówię też o pragmatycznym wymiarze powstania: co by było, gdyby nie wybuchło? No co?

Jak dodał, PiS nie odwołuje się tylko do powstania, ale także do wielu innych wydarzeń, które ukształtowały Warszawę: - W Warszawie jest coś bardzo szczególnego. Mówimy ludziom: "Słuchajcie, skoro jesteście następcami tamtych pokoleń, to nie możecie zostać w domu". Co w tym złego? Skoro mamy w genotypie, my warszawiacy, tak wielkie rzeczy, to jak możemy siedzieć w domu i nie brać odpowiedzialności za każdy kamień stolicy?

Wielkie rzeczy? Hofman: Emocje są potrzebne

Co z analogią dotyczącą wroga - tym, że w 1944 był wróg, a teraz znów się pojawił? Wg Jana Wróbla jest ona aż za bardzo widoczna w kampanii PiS-u. Hofman nie widzi problemu. Jednocześnie przyznaje jednak, że tak naprawdę PiS-owi nie chodzi o żadne wartości, ale o to, by wywołać w wyborcach emocje: - Analogia była niezamierzona. Emocje są potrzebne, by referendum nie zostało zapomniane. Po tej pracy propagandowej Hanny Gronkiewicz-Waltz przez trzy miesiące, ludzie pytani na ulicy przed naszą akcją myśleli, że referendum się już odbyło. Nie może być tak, że takie akcje przechodzą niezauważone, bo wtedy nie są w pełni demokratyczne.

Choć rzecznik PiS nie potępia wykorzystania w kampanii politycznej godziny "W", krytykuje prezydenckiego ministra Macieja Klimczaka za to, że na Facebooku namawiał "prawdziwych" warszawiaków do pozostania w domach - w odróżnieniu od "słoików". - Warszawiacy od pokoleń wiedzą, że jak jest coś ważnego, to się idzie. Pan minister chybił tu i to dwukrotnie: trafił w swojego szefa, pana prezydenta, który jest z całej Polski. A jak jest z całej Polski, to jest przecież królem "słoików" - stwierdził Hofman.

Jak podkreślił, kampania podatkowa skierowana do "słoików" jest odpowiednia. - Ale wynocha do siebie? To nie jest w porządku. To bardzo nieeleganckie - ocenił.

DOSTĘP PREMIUM