Śmieciowy absurd. Pan Wojciech segreguje śmieci. Ale chyba źle. Firma zamiast wywieźć odpadki, dała mu... czerwoną kartkę

Śmieciowa loteryjka - tak można nazwać to, co opisuje słuchacz TOK FM z miejscowości Marysin pod Lublinem. Pan Wojciech mieszka w domku jednorodzinnym i podpisując umowę na wywóz śmieci, wybrał opcję z segregacją. I segreguje. Tyle że ostatnio firma odbierająca odpady worka nie zabrała. Włożyła za to w worek czerwoną kartkę.
Piłkarze na boisku z reguły najpierw dostają żółte kartki, a dopiero potem czerwone. Czerwoną daje się od razu jedynie za niektóre sytuacje, choćby brutalny rażący faul czy za wyjątkowo niesportowe zachowanie. Pan Wojtek dostał od razu kartkę czerwoną, choć do winy się nie poczuwa. Jak mówi, śmieci segreguje od lat i nikt nigdy nie miał zastrzeżeń. Aż do teraz.

Czerwona kartka w śmieciach z napisem "Niewłaściwa segregacja"

Mężczyzna do niedawna mieszkał w Lublinie; od lat ma w domu dwa pojemniki na śmieci: jeden na resztki jedzenia i tego typu odpady, drugi - na tzw. frakcję suchą. - W naszej dzielnicy nigdy nie było z tym problemu - mówi nasz rozmówca. Od kilku miesięcy pan Wojciech mieszka jednak na wsi, w Marysinie, kilka kilometrów od centrum Lublina.

Z dnia na dzień pojawił się problem. Bo firma zabierająca odpady nie zabrała worka z frakcją suchą. - Śmieszne było w tym wszystkim to, że nie zaglądając do worka, nawet go nie otwierając, już wiedzieli, że jest niewłaściwa segregacja. Przedziurawili worek z boku i włożyli czerwoną kartkę z napisem "niewłaściwa segregacja" - opowiada.

Czerwona kartka za zbyt dokładną segregację?

Zajrzeliśmy do worka zostawionego przez firmę. W środku m.in. opakowania po jogurtach, kubeczki po śmietanie, torebki po galaretkach czy kartony po mleku, do tego plastikowe butelki, zużyty dezodorant. - Uważam, że dostałem tę czerwoną kartkę dlatego, że zbyt dokładnie segreguję śmieci - mówi nasz rozmówca.

Czerwone kartki dostało też wielu jego sąsiadów - im też nie zabrano worków.

Pan Wojtek trochę się zdenerwował i od razu zadzwonił do firmy odpowiadającej za wywóz odpadów, z miejscowości Kamionka. - Zapytałem, co według nich oznacza właściwa segregacja. I usłyszałem, że chodzi o recycling, że odkładać powinniśmy to, co firma dalej może sprzedać - mówi mieszkaniec Marysina. Dowiedział się na przykład, że kubeczki po jogurtach ma jednak wrzucać do frakcji mokrej, podobnie jak opakowania po ciastkach czy cukierkach.

Zadzwoniliśmy do firmy z Kamionki, rzeczywiście usłyszeliśmy taką samą odpowiedź: że torebki po cukierkach, chipsach, opakowania po ciastkach czy jogurtach "nie schodzą", nikt ich nie chce, dlatego trzeba je pakować razem z resztkami jedzenia. Mieszkańcy są zdziwieni, bo jak mówią, "frakcja mokra" to przecież odpady biodegradowalne, które będą się rozkładać, a trudno zaliczyć do nich np. plastikowe kubeczki.

"To jakaś loteria - albo trafię, albo nie"

Nasz rozmówca usłyszał też, że kubeczki po jogurtach są różne, podobnie jak opakowania po artykułach spożywczych: jedne są dobre i można je segregować, inne nie. - To jest jakaś loteria. Skąd ja mam wiedzieć, czy papierek jest na tyle szeleszczący, by wrzucić go do frakcji suchej, czy też nie - mówi. Na pytanie, co będzie, jeśli ponownie dostanie od firmy czerwoną kartkę, usłyszał, że wtedy będzie musiał płacić za brak segregacji. - To jest podwójna stawka - podkreśla.

Urzędnicy sami pojadą skontrolować śmieci

Marysin to podlubelska gmina Jastków. Udało nam się porozmawiać z Anną Uhruską, szefową Referatu do Spraw Rolnictwa i Ochrony Środowiska. Jak usłyszeliśmy, odpowiadająca za wywóz odpadów firma rzeczywiście poinformowała urzędników, że mieszkańcy niewłaściwie segregują odpady. Z drugiej strony urząd odebrał też sporo telefonów od mieszkańców, którzy się z tym zarzutem nie zgadzają. Dlatego inspektorzy w przyszłym tygodniu pojadą do Marysia, by na własne oczy zobaczyć, jak wygląda segregacja, czy można mieć do niej zastrzeżenia. I wtedy zdecydują, co z tym fantem dalej zrobić.

Bałagan ze śmieciami

Ustawa śmieciowa od 1 lipca wprowadziła obowiązek segregowania śmieci. Nie wszystkie gminy nie zdążyły jednak rozpisać i rozstrzygnąć przetargów na formy wywożące odpadki. Chaos z wprowadzaniem nowych przepisów wiązał się też z niewystarczającą edukacją ludzi, którzy nie wiedzą, co się nadaje do segregowania, a co nie. Nie pomagają również firmy wywozowe - wiele z nich ma różne zasady odnośnie do tego, co się nadaje do recyklingu, a co nie.

DOSTĘP PREMIUM