Radziwinowicz: Powinniśmy serdecznie podziękować towarzyszowi Limonowowi za jego idiotyczną akcję

- Może zabrzmi to cynicznie, ale powinniśmy serdecznie podziękować towarzyszowi Limonowowi za jego idiotyczną akcję, bo to wytrąca argumenty z ręki tych, którzy chcieliby od Polski jakichś kolejnych gestów - mówił w TOK FM po dzisiejszym ataku na ambasadę RP w Moskwie korespondent ?Gazety Wyborczej? w tym mieście Wacław Radziwinowicz. Jak tłumaczył, atakującym niekoniecznie chodziło o sprawy polsko-rosyjskie, ale o wewnętrzne rozgrywki rosyjskiej opozycji, do której należą.
Rosyjscy aktywiści z partii Inna Rosja zaatakowali dzisiaj polską ambasadę w Moskwie - podają rosyjskie media. Budynek został obrzucony racami w proteście przeciwko wydarzeniom podczas poniedziałkowego Marszu Niepodległości w Warszawie.

Incydent komentował w "Połączeniu" w Radiu TOK FM korespondent "Gazety Wyborczej" w Moskwie Wacław Radziwinowicz. - Nazywanie ich przez polskich korespondentów Inną Rosją to nadużycie - wyjaśniał. I tłumaczył: - Wódz tych zatrzymanych dziś chłopców, Edward Limonow, był kiedyś wybrany przywódcą jednoczącej się opozycji antykremlowskiej, i to się wtedy nazywało Inna Rosja. Wielu opozycjonistów było przeciw temu wyborowi. Limonow jest dziś przywódcą zdelegalizowanej partii narodowo-bolszewickiej, i to jest bliżej tego, jakie są jego poglądy. To ruch nacjonalistyczny o stalinowskim zabarwieniu.



Jak mówił, organizacja Limonowa jest znana rosyjskiej opinii publicznej: - To grupa, którą widać, i to regularnie. Każdego miesiąca, który ma 31 dni, opozycjoniści domagali się swobód obywatelskich, później się to przerodziło w białą rewolucją i w inne ruchy. Ale Limonow konsekwentnie stara się tego 31. dnia demonstrować, zwykle kończy się to awanturami z policją. Oprócz tego jego ludzie widoczni są w pojedynczych akcjach, jak ta dzisiejsza, pod polską ambasadą. Zresztą Limonow dziś napisał: "Zrobili to moi ludzie, tylko my potrafimy reagować i bronić interesów Rosji, a gdzie są inni nacjonaliści?". On się kieruje zazdrością, wciąż to siebie uważa za przywódcę opozycji, jeśli nie całej, to przynajmniej tej nacjonalistycznej. A dawno stracił tę pozycję na rzecz Aleksieja Nawalnego. I jego głównym wrogiem nie są ani Polacy, ani Kreml, tylko Nawalny, któremu stara się na każdym kroku przywalić .

Jak przewiduje korespondent "Gazety Wyborczej" w Rosji, kary dla napastników nie będą surowe. - I może zabrzmi to cynicznie, ale powinniśmy serdecznie podziękować towarzyszowi Limonowowi za jego idiotyczną akcję, bo to wytrąca argumenty z ręki tych, którzy chcieliby od Polski jakichś kolejnych gestów. Zresztą mają rację, bo to, co się stało w Warszawie, to rzecz ohydna. Ale Limonow udowodnił tylko - my nie lepsi. I przypomniał to, o czym już się chyba w Warszawie zapomniało: że to nie jedyny w Moskwie atak na ambasadę obcego kraju - stwierdził Radziwinowicz.

Przypomniał, że ambasady były w Rosji atakowane wielokrotnie: - Ambasada polska też była już kiedyś obrzucona atramentem, pamiętam obryzganą fasadę. A akcja, która mogła się skończyć nawet tragicznie, miała miejsce 28 marca 1999 r., kiedy po tym, jak NATO zaatakowało Jugosławię, przez kilka dni trwało oblężenie ambasady USA. A 29 marca próbowano ostrzelać ambasadę z granatników i automatu. W roku 2006 mieliśmy napad na ambasadę Gruzji, w 2007 - Estonii. I nie robili tego opozycjoniści, a kremlowscy faszyści. To, co zrobił dziś Limonow, przypomina, że tradycja jest tu niemała.

Wg Radziwinowicza reakcja Rosjan na to, co się stało w Warszawie, "jest niezwykle powściągliwa": - Dziś rano przeglądałem gazety i dwie najbardziej szanowane "Wiedomosti" i "Kommiersant" w ogóle tego tematu nie poruszyły. W sposób bardzo powściągliwy napisał o tym "Moskiewski Komsomolec". Nawet "Komsomolskaja Prawda", która zwykle jest pierwszym harcownikiem, dość spokojnie do tego podeszła. Oni, oczywiście, musieli zareagować i domagać się przeprosin, ale ta reakcja jest bardzo spokojna. Przeprosiny z ust prezydenta Komorowskiego padły, i to jest tu podkreślane.

DOSTĘP PREMIUM