"Likwidacja majątku". Co się dzieje z końmi po służbie w straży miejskiej?

Za 9 tys. zł Straż Miejska w Łodzi sprzedała konia, który wcześniej jeździł w patrolu. Strażnicy z Wrocławia w ramach "likwidacji majątku" dostali za swojego konia tylko 1300 zł. - Cena jest tak niska, że prawie pewne jest, że koń trafi na rzeź - słyszymy w organizacji działającej na rzecz zwierząt. - Nie ma przepisów dotyczących emerytury dla koni - mówi nam Cezary Wyszyński z Fundacji Międzynarodowy Ruch na rzecz Zwierząt Viva.
Biuletyn Informacji Publicznej (BIP) Straży Miejskiej we Wrocławiu - w nim znajdujemy "ofertę likwidacyjną" o przetargu na sprzedaż konia Cheron. Pierwsza oferta opiewała na 4 tysiące złotych, ale nikt konia nie kupił. Ostatecznie, jak powiedział nam rzecznik strażników z Wrocławia, osiągnięto cenę 1300 złotych. - To na pewno nie jest cena zaporowa - nie ma wątpliwości Cezary Wyszyński z fundacji Viva. Jak dodaje, to cena, która osobie handlującej końmi na rzeź pozwala jeszcze na tym zarobić.

Sprawą zwierząt, które najpierw pełnią służbę czy to w policji, czy to w straży miejskiej, zainteresowaliśmy się po sygnale od słuchaczki TOK FM, pani Karoliny z Krakowa. "Czy straż miejska nie powinna zapewnić dożywotniej opieki zwierzętom, które w wyniku służby doznały uszczerbku na zdrowiu?" - napisała do nas. Jest wolontariuszką fundacji Nasza Szkapa. - Wiem, jak trudno jest znaleźć odpowiedzialny i uczciwy dom dla zdrowych koni, a co dopiero z poważnymi problemami - dowodzi nasza słuchaczka.

Koń "poszedł" za 9 tys. "To zmienia postać rzeczy"

W Straży Miejskiej w Łodzi wystawiono na sprzedaż dwa konie. Wyceniono je dość wysoko: Inventarrona na 9 tys. zł, a kolejnego o imieniu Central na 4 tys. Straż zastrzegła też w swoim ogłoszeniu, że wycena jest taka, a nie inna, "aby uniemożliwić sprzedaż koni na rzeź".

Ostatecznie jedno zwierzę, droższe, udało się sprzedać. - To rzeczywiście cena zaporowa. Jeśli ktoś zapłacił takie pieniądze, to na pewno nie po to, aby sprzedać konia na rzeź, ale w celach rekreacyjnych. To znaczy, że ten koń jest na razie bezpieczny - mówi Cezary Wyszyński z fundacji Viva. Ale, jak dodaje, nie wiadomo, co staje się z nim potem.

Straż sprawdzi, co się dzieje z koniem emerytem

Strażnicy z Łodzi przyznają, że nigdy nie mają stuprocentowej pewności, czy koń nie trafił w niewłaściwe ręce. - Tak naprawdę sprawdzenie dziś, że kupujący jest godny zaufania, jest na tę chwilę, a nie wiemy, czy nowy właściciel za chwilę nie będzie chciał tego konia dalej sprzedać - mówi komendant Dariusz Grzybowski.

Straż z Łodzi zapewnia jednak, że interesuje się koniem także po jego sprzedaży. - Właściciel musi się liczyć z tym, że być może za jakiś czas odwiedzi go straż miejska. Nawet nie po to, by skontrolować, ale aby coś podpowiedzieć czy doradzić - dodaje komendant.

Do fundacji Viva systematycznie docierają sygnały o problemie ze zwierzętami, które kończą służbę w policji, straży miejskiej czy leśnej. - Zwierzęta, które są wykorzystywane w różnego rodzaju służbach, nie mają zapewnionej emerytury. To problem - mówi Wyszyński. - Jak koń nie nadaje się do służby z powodu choroby czy zaawansowanego wieku, wtedy zastanawiają się, co z nim zrobić, a przecież należałoby o tym pomyśleć już w momencie, gdy konia bierze się do służby - dodaje działacz Vivy.

Konie ze szkółek jeździeckich? Też nie ma jasności

Jak słyszymy, problem nie dotyczy tylko służb, choć te mogłyby dawać przykład. Dotyczy także koni, które są wykorzystywane przy hipoterapii czy wożą dzieci w szkółkach jeździeckich. - Tu niestety też bardzo często po sezonie czy po kilku sezonach konie są sprzedawane na rzeź - mówi Wyszyński. Przyznaje, że nie ma w tym względzie żadnych konkretnych przepisów (poza regulaminami poszczególnych służb).

Zdaniem Cezarego Wyszyńskiego najważniejsze to zmienić mentalność ludzi. Bo większość z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, co dzieje się ze zwierzętami już po służbie. - Mówiąc o koniach od przejażdżek rekreacyjnych czy koniach z Morskiego Oka, my możemy tylko apelować do ludzi, którzy korzystają z takich propozycji, żeby się nad tym zastanowili. Bo pamiętajmy, że w praktyce konie są zamęczane, często trafiają na rzeź, po czym kupowane są nowe i tak w kółko - mówi Wyszyński.

Policja ma wewnętrzny regulamin

Konie służą też w niektórych jednostkach policji. Tu sprawa jest wewnętrznie rozstrzygnięta specjalnym regulaminem. Komenda Główna, jak ustaliliśmy, w 2009 roku wprowadziła zarządzenie "w sprawie metod i form wykonywania przez policjantów zadań z użyciem koni służbowych (...)". Jest w nim mowa m.in. o tym, co dzieje się ze zwierzętami, gdy są już chore czy zniedołężniałe.

Konie są najczęściej przekazywane dotychczasowym opiekunom. Sprawdziliśmy, jak to jest np. w Komendzie Stołecznej. Jak poinformował nas aspirant sztabowy Tomasz Oleszczuk, w ciągu ostatnich pięciu lat z "pracy" w policji musiało odejść 11 koni. Większość trafiła w ręce dotychczasowych jeźdźców, jeden - trafił na "emeryturę" do fundacji Zwierzę Nie Jest Rzeczą.

Nadkomisarz Iwona Liszczyńska z Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu poinformowała nas z kolei, że "konie i psy służbowe, które zostały wycofane ze służby (np. ze względu na wiek lub stany chorobowe nierokujące poprawy), w zdecydowanej większości są nieodpłatnie przekazywane dotychczasowemu jeźdźcowi/przewodnikowi". Jak podkreśliła, "zwierzęta po wycofaniu ze służby nie otrzymują żadnych świadczeń i są utrzymywane ze środków finansowych obecnego opiekuna.

DOSTĘP PREMIUM