"Jestem rozczarowany. Premier i nowy minister nie do końca rozumieją, czym jest Ministerstwo Środowiska. To nie ci od ptaszków i krzaczków"

- Jestem przekonany, że i premier, i minister nominat nie do końca rozumieją, czym jest resort środowiska. To nie ci od ptaszków i krzaczków, a potężny resort gospodarczy - dr Michał Wilczyński, ekspert ds. paliw, sceptycznie ocenił w TOK FM zmianę na stanowisku ministra środowiska. - W resorcie pracuje główny geolog kraju pan Piotr Woźniak, który naprawdę zna się na swojej robocie. Takie "wzmocnienie", w którym pan Grabowski ma wzmocnić geologa, trudno mi sobie wyobrazić - mówił ekspert.
Ogłaszając dziś zmiany w rządzie, premier zapowiedział m.in., że Marcina Korolca na stanowisku ministra środowiska zastąpi Maciej Grabowski. - Przyspieszenie wydobycia gazu łupkowego jest moim priorytetem - zadeklarował minister-nominat. W rządzie Tuska nie jest właściwie nową postacią. Od 2008 r. był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów w randze wiceministra. Ten doktor ekonomii i wykładowca Uniwersytetu Gdańskiego oraz inżynier nawigator w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni przez 18 lat rozwijał Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową, od 1991 r. był jego wiceprezesem. Grabowski zajmował się badaniami nad systemami podatkowymi, transformacją systemów społeczno-gospodarczych, rynkami pracy. Brał też udział w pracach nad przygotowaniem Strategii Rozwoju Kraju 2007-2015. W latach 2011-2012 był członkiem Komisji Nadzoru Finansowego, a od lutego 2013 głównym rzecznikiem Dyscypliny Finansów Publicznych.

Czytaj: Nowa drużyna Tuska: Bobińska, Trzaskowski, Szczurek, Grabowski. Kim są? >>>

Nominację Grabowskiego źle ocenia dr Michał Wilczyński, ekspert ds. paliw i energii, były główny geolog kraju. - Od momentu, gdy rezygnację złożył prof. Maciej Nowicki - autorytet międzynarodowy w dziedzinie ochrony środowiska, wiceprzewodniczący Komitetu Zrównoważonego Rozwoju ONZ, doradca sekretarza generalnego OECD - nasze środowisko było zaniepokojone tym, że mamy zmianę na administratora. Odszedł, bo nie było porozumienia między nim a premierem i od roku nie był w stanie spotkać się z premierem osobiście, w sytuacji, gdy Polska przewodniczyła Szczytowi Ziemi w Kopenhadze - mówił ekspert w programie "Post Factum" w TOK FM.

"Jestem rozczarowany"

- A dziś - z całym szacunkiem dla pana Macieja Grabowskiego - jestem przekonany, że i premier, i minister nominat nie do końca rozumieją, czym jest Ministerstwo Środowiska. Dominuje takie przekonanie, że Ministerstwo Środowiska to ci od ptaszków i krzaczków. Tymczasem to potężny resort gospodarczy: przecież on sprawuje nadzór nad wszystkimi surowcami naturalnymi wydobywanymi w Polsce i to takimi, jak miedź, srebro, złoto i wiele innych. Zasobami są również lasy, wody, powietrze i środowisko człowieka. Bo to przecież w końcu i kwestia naszego zdrowia. Po to istnieją Generalny Inspektorat Ochrony Środowiska i regionalne dyrekcje. Po czym okazuje się, że nowy minister przychodzi po to, by - jak słyszę z dzisiejszej deklaracji ministra Grabowskiego - załatwić sprawę opodatkowania gazu łupkowego. Jestem rozczarowany - podsumował dr Wilczyński.

Jak mówił, kwestia podatków, o którą tak dba rząd, nie jest najważniejszą, jeśli chodzi o przyszłość łupków w Polsce: - Pomylono dwie rzeczy: to dlatego wycofywano się z Polski, że jeszcze tego gazu nie odkryto, a my już dzielimy skórę na niedźwiedziu. Przedsiębiorcy nie czekają na regulacje podatkowe. Bo polskie prawo geologiczne i górnicze i cały system koncesjonowania od 1994 roku są bardzo nowoczesne - sam nadzorowałem jego wprowadzenie. To kompletne niezrozumienie, że musimy natychmiast obłożyć to podatkami.

Wg Wilczyńskiego podatek od wydobycia surowców jest w Polsce za wysoki: - Rozumiem potrzeby budżetu państwa, ale to jest fiskalizm. I proszę teraz popatrzeć, gdzie inwestuje teraz KGHM? W Kanadzie, gdzie zacierają ręce, w Chile - ogromne pieniądze. Wydobycie łupków miedzionośnych jest bardzo trudne, pracochłonne i kosztowne i stopniowo KGHM będzie się wycofywać z Polski.

"Pan Grabowski ma wzmocnić geologa? Nie wyobrażam sobie"

Wilczyński sugerował, że nowy minister reprezentuje w kwestii surowców naturalnych właśnie linię fiskalną, a poza tym nie jest ekspertem ds. surowców - dlatego jego rządy w resorcie nie przyniosą pozytywnego przełomu, a zastój. - Nie bardzo widzę przełom, bo w resorcie jest Główny Geolog Kraju pan Piotr Woźniak, który naprawdę zna się na swojej robocie. To układ, w którym pan Grabowski odpowiadał w Ministerstwie Finansów za ten podatek specjalny, a pan Woźniak - za nowelizację prawa górniczego w tej części, w której musieliśmy dostosować je do prawa unijnego, m.in. procedury przetargowe. Takie "wzmocnienie", w którym pan Grabowski ma wzmocnić geologa, trudno mi sobie wyobrazić.

Ekspert skrytykował też rząd za brak myślenia przyszłościowego - jego zdaniem wmawianie społeczeństwu, że Polska bez dodatkowych kosztów utrzyma obecne elektrownie węglowe i brak sensownego planu na kolejne 30-40 lat, to błąd. - Mamy węgiel, kopmy węgiel? Tylko pytanie, kto będzie do tego dopłacał. Stan na dziś jest taki, że koszty wydobycia w spółkach skarbu państwa są tak wysokie, że Państwa Kompania Węglowa, największy eksploatator węgla, miała na pierwsze półrocze 390 strat. Ostatnio pożyczyła od banków 1 mld 200 mln po to, by częściowo zwrócić zaciągnięte kredyty, a reszta pieniędzy - 500 mln - na bieżące wydatki wystarczy, jak mówił prezes, do lutego 2014. A co dalej? On nie wie - wskazywał Wilczyński.

Przyszłość? Ekspert: Bierzmy przykład z Niemców

Jak mówił, jeśli nie zaczniemy rozwijać nowych źródeł energii, czeka nas dopłacanie do wydobycia krajowego albo import. - Węgiel jest bardzo drogi, bo wydobywamy go z dużej wysokości: 800-1200 m. Panuje tam temperatura do 40 stopni. A węgiel importowany, głównie rosyjski, to węgiel wydobywany odkrywkowo. Nie wystarczy zakląć rzeczywistość i powiedzieć: Jesteśmy potęgą węglową. Fakty są takie, że w 1990 wydobywaliśmy prawie 150 mln ton, dziś wydobywamy ponad 70 mln, po prostu spada wydobycie. Sięganie po węgiel leżący głęboko nie może być niższe niż jest nawet w tej chwili. Musimy mieć świadomość, że za lat 20-25 import węgla przekroczy wydobycie krajowe. Bo jesteśmy krajem o gospodarce rynkowej, nie możemy wprowadzać żadnych barier celnych.

- Horyzont transformacji to 30-40 lat, niech politycy nie straszą górników, że zamkniemy kopalnie z dnia na dzień. To nieprawda. Proces zmian będzie trwał co najmniej 30 lat, ale jeśli dziś będziemy budować elektrownie na węgiel, to oczywiście one muszą działać przez 40 następnych lat - dodał.

Jakie są zatem alternatywy? Wg Wilczyńskiego należy stawiać na instalację źródeł energii w gospodarstwach domowych - na wiatraki czy panele słoneczne: - Zachęcam wszystkich do uważnego studiowania modelu energetyki niemieckiej. W miesiącach zimowych w Niemczech między godziną 11 a 16 ogniwa fotowoltaiczne na domach indywidualnych podają taką ilość energii elektrycznej jak osiem elektrowni jądrowych. To nie jest problem tego, by wybudować dziesiątki tys. metrów kw. w jednym miejscu. Możemy wybudować 4 mln instalacji tak jak w Niemczech o małej mocy. Tak że każdy obywatel będzie mógł sprzedać energię.

DOSTĘP PREMIUM