"Nawet jeśli teraz się nie powiedzie, to może się powieść później. Ukraina to nie jest Rosja czy Białoruś"

- Ukraińcy już raz wyszli na ulicę i spowodowali zmianę. Sfałszowane wybory odwołano i zarządzono kolejną turę. Oni o tym pamiętają i nawet jeśli teraz się nie powiedzie, to może się powieść trochę później. Ukraina to nie jest Rosja, to nie jest Białoruś - mówił w TOK FM Piotr Kościński, ekspert PISM. Jak mówił, kompromis będzie trudny, ale jest możliwy: - Janukowycz chciał podpisania umowy z UE, ale Putin skutecznie go przestraszył.
W Kijowie trwają demonstracje zwolenników umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. W sobotę rano protest na Majdanie Niepodległości rozpędziły siły specjalne milicji Berkut. Rannych zostało kilkadziesiąt osób. W niedzielę doszło z kolei do kilku ataków na budynek administracji prezydenta Janukowycza - zdaniem opozycji była to prowokacja urządzona przez wynajętych przez władze młodych dresiarzy.

Poniedziałek w Kijowie - relacja na żywo >>>

Dziś prezydent Ukrainy wypowiadał się w bardziej pojednawczym tonie - zapowiedział ponowne rozmowy z przedstawicielami UE i przyznał, że podczas zamieszek "milicja przesadziła". Tymczasem premier Mykoła Azarow ocenił po spotkaniu z zachodnimi ambasadorami, że protesty w Kijowie noszą znamiona zamachu stanu i że rząd Ukrainy chciałby, by "jego partnerzy nie odczuwali, że wszystko im wolno". Rząd i prezydent podzielili się rolami dobrego i złego policjanta? - Premier Azarow straszy, to oczywiste - stwierdził w programie "Post Factum" w Radiu TOK FM Piotr Kościński z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Janukowycz chciał umowy z UE? "Tak. Ale ewidentnie przestraszył się Putina"

Przyznał jednak, że rozmowa Wiktora Janukowycza z Jose Manuelem Barroso to światełko w tunelu. - Jednym z haseł, które odeszło na dalszy plan, ale wciąż jest ważne dla demonstrantów, którzy nie są zaangażowani w działalność opozycyjną, jest umowa stowarzyszeniowa z UE. A tu słyszymy, że to - jak mówią Azarow i Janukowycz - kwestia techniczna, m.in. sprawa wsparcia Ukrainy w razie restrykcji rosyjskich, i to może być przedmiotem rozmów. To dobra wiadomość. Bo niezależnie od tego, czy lubimy Janukowycza, czy nie lubimy, w interesie Ukrainy, Polski i UE leży stowarzyszenie tego kraju z Unią. I jeśli coś może posunąć tę sprawę do przodu, a Janukowycz jest urzędującym prezydentem, a Azarow - urzędującym premierem, to trzeba z nimi rozmawiać - przekonywał ekspert.

Kościński ocenia, że obie strony sporu są silne i chcą kompromisu. Czy zatem po jakimś czasie protesty się skończą i nic po nich nie zostanie? - Obie strony tego konfliktu usilnie pracują nad tym, by wymyślić korzystne scenariusze. To jest jakiś scenariusz władzy, ale ona nie jest tam sama i nie może swobodnie dyktować warunków. Opozycja, choć podzielona, też ma w ręku spore atuty, choć oczywiście nie może demonstrować w nieskończoność. UE też może pokazać swoje - mówił, podkreślając, jak ważna jest teraz rola właśnie Unii jako trzeciego gracza: - Potrzebny jest, z jednej strony, wyraźny głos, że rozwiązanie musi być pokojowe, z drugiej - pokazanie władzom ukraińskim, że ta oferta gwarantuje im przetrwanie po podpisaniu umowy też byłaby korzystna. A było tych zapewnień za mało. Janukowycz ewidentnie przestraszył się Putina. To nie jest jakaś sympatia i to, że on postawił na Putina. Widać było ewidentnie, że on chce podpisania tej umowy, ale został bardzo skutecznie przestraszony. A Unia nie mogła czy nie umiała jakoś temu przeciwdziałać, choć były podjęte próby. Ważne, by istniejące tam obecnie władze zdecydowały się zmierzać ku Europie.

"Władze Ukrainy nie bardzo wiedzą, co robić"

Co z przemocą wobec demonstrantów - władze się przed nią powstrzymają? - Ona pokazuje tylko, że władze nie bardzo wiedzą, co robić. Bo sytuacja, gdy jednego dnia dochodzi do brutalnego rozpędzenia demonstrantów, a drugiego przedstawiciele władzy mówią, że to był błąd albo prowokacja, świadczy o tym, że oni sami nie bardzo wiedzą, co zrobić. Wiedzą doskonale, że stłumienie tych demonstracji siłą jest trudne i doprowadziłoby do nieobliczalnych konsekwencji, ale nie chcą ustąpić ze swego stanowiska i rozstawać się ze swymi urzędami. Jest możliwy jakiś kompromis, ale jest też niesłychanie trudny i trudno go wymyślić. I być może tu byłaby rola UE i Polski, by próbować im go naszym sąsiadom podpowiedzieć.

Ekspert PISM podkreślił też, jak podzielony jest ukraiński parlament: - Możemy spodziewać się różnych dziwnych rzeczy w Radzie Najwyższej. Ale myślę, że trwa tam teraz ostra walka między zwolennikami a przeciwnikami Janukowycza o przeciągnięcie jakiejś grupy deputowanych na swoją stronę. Bo jest realna możliwość, że Janukowycz straci większość. Zachód wraz z lokalnymi władzami popiera opozycję. Sytuacja, w której mer Lwowa mówi, jak miasto zachowa się podczas strajku generalnego, jest niesłychana.

- Rokowania są lepsze i gorsze. Ale jedno jest pewne: Ukraińcy już raz wyszli na ulicę i spowodowali zmianę. Sfałszowane wybory odwołano i zarządzono kolejną turę. Oni o tym pamiętają i nawet jeśli teraz się nie powiedzie, to może się powieść trochę później. Ukraina to nie jest Rosja, to nie jest Białoruś - podsumował Kościński.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM