"Organizowanie obowiązkowych jasełek jest krzywdzące dla mniejszości..." - Fundacja ''Wolność od religii'' pisze do MEN

"Organizowanie obowiązkowych jasełek w szkołach i przedszkolach w ramach zajęć innych niż religia jest krzywdzące dla mniejszości wyznaniowych" - pisze w liście do nowej minister edukacji Fundacja "Wolność od religii". - Jasełka to element naszej kultury, a nie tylko religii - uważa z kolei o. Piotr Twardecki. Można dziecko z jasełek zabrać, ale zdaniem jezuity to niewłaściwe. - To krzywdzenie dzieci, bo oddziela się je od wspólnoty, od klasy. To stygmatyzacja w ramach pewnej ideologii - mówi.
Dorota Wójcik z Fundacji "Wolność od religii" dostała sygnał od mamy ucznia jednej z lubelskich szkół podstawowych. Mama, osoba niewierząca, nie chciała, by jej syn uczestniczył w jasełkach. Na zebraniu ustalono, że jasełek nie będzie, ale wychowawczyni postanowiła zorganizować inne przedstawienie, również nawiązujące do tradycji świąt Bożego Narodzenia. Chłopiec także z tego miał być wyłączony, tyle że próby odbywały się w trakcie lekcji, a dziecko siedząc obok i nudząc się, przeszkadzało. Mama w końcu odpuściła, bo uznała, że będąc w mniejszości, z większością i tak nie wygra.

"Dyskryminujące praktyki związane z organizowaniem jasełek"

Ale fundacja postanowiła, że odpuszczać nie będzie. Wysłała list do nowej minister edukacji, Joanny Kluzik-Rostkowskiej. "Zwracamy się o podjęcie działań w związku z dyskryminującymi praktykami związanymi z organizowaniem jasełek w polskich przedszkolach w ramach podstawy programowej, a także w szkołach publicznych podczas przedmiotów obowiązkowych, nie zaś na lekcjach katechezy" - czytamy w piśmie do szefowej MEN. I dalej: "Niejednokrotnie rodzice, którzy nie są katolikami, wyrażają zgodę na uczestnictwo dzieci w jasełkach (...) z obawy przed izolacją i wykluczeniem z grupy (...). Zwracam się do Pani Minister z uprzejmą prośbą o rozważenie zwrócenia uwagi kuratorom oświaty, a za ich pośrednictwem dyrektorom placówek oświatowych, iż organizowanie obowiązkowych jasełek (...) jest krzywdzące dla mniejszości wyznaniowych" - czytamy w piśmie fundacji do MEN.

Rodzice piszą: "zadanie do wykonania"; "jasełka to teatrzyk"

Na fanpage'u fundacji pojawiły się wpisy rodziców dzieci z różnych części Polski, z przedszkoli i szkół, gdzie jasełka się odbywają. Napisali m.in. rodzice ucznia z zerówki (nie chodzi na lekcje religii), którego nauczycielka wybrała do roli króla. Gdy rodzice zaprotestowali, prosząc, by chłopiec nie brał udziału w jasełkach - dostali informację, że "to zadanie do wykonania", a za niewykonanie - uczeń może dostać złą ocenę.

Inny z rodziców napisał o tym, że dziecko, które też nie uczęszcza na religię, zostało wybrane do roli barana na jasełkach. Jeszcze inny przykład: dziewczynka z rodziny ateistów dostała rolę Maryi. Mama nie zrobiła awantury tylko ze względu na dziecko. "Ale ile się musiałam natłumaczyć" - pisze.

Ale są też wpisy od rodziców niewierzących, którzy udział w przedstawieniu traktują inaczej. "Traktuję to jako udział dziecka w baśni, teatrzyku" - pisze jedna z mam. Inna: "nic mi to nie przeszkadza, tak samo jak choinka czy Mikołaj".

Próby do jasełek? Tak, ale po lekcjach albo na religii

Fundacja "Wolność od religii" chce, by jasełka i próby do nich nie odbywały się w czasie normalnych zajęć lekcyjnych. Jezuita ojciec Piotr Twardecki nie zgadza się z takim podejściem - jego zdaniem jasełka to element naszej kultury, a nie tylko religii. Można dziecko z jasełek zabrać, może na próbach siedzieć gdzieś z boku, ale zdaniem jezuity to niewłaściwe podejście. - To jest de facto czynienie krzywdy dzieciom, bo jest oddzielaniem ich od wspólnoty, jakim jest klasa. To swego rodzaju stygmatyzacja w ramach pewnej ideologii - mówi Twardecki.

Jak mówi, jasełka to teatr, praca nad rolą, zapoznawanie się ze sztuką sceniczną, a elementy religijne pojawiają się w wielu przedstawieniach teatralnych, nie tylko w jasełkach. Jezuita pośrednio odnosi to do walki o krzyż w Sejmie i decyzji sądu, że krzyż może tam pozostać.

Zdaniem duchownego nauczyciele powinni otwarcie rozmawiać z rodzicami i starać się im tłumaczyć, ale... - Ale jeśli mamy do czynienia z taką programową walką [z Kościołem, religią - red.], to wtedy nauczyciel jest bezradny. Bo niezależnie od tego, jakich elementów użyje, wszystko, co będzie miało jakiekolwiek odniesienie czy znamiona chrześcijaństwa, religii, pana Boga, to będzie się wiązało z zarzutem indoktrynacji religijnej - mówi jezuita.

Dorota Wójcik nie zgadza się z taką argumentacją. - Nie wydaje mi się, by jasełka były nieodłącznym elementem naszej kultury i abyśmy wszyscy, niezależnie od wyznania, musieli w tym uczestniczyć. To jednak jest związane z chrześcijaństwem, światopoglądem, który u nas w Polsce jest dominujący - mówi prezeska fundacji.

Kurator: "Jasełka nie zaszkodzą realizacji podstawy programowej"

O komentarz poprosiliśmy lubelskiego kuratora oświaty. Krzysztof Babisz przyznaje, że nie miał sygnałów od rodziców, że w szkołach jest jakiś problem z jasełkami. Jego zdaniem to, że próby do jasełek odbywają się w czasie lekcji, nie stanowi zagrożenia dla realizacji podstawy programowej, bo każdy nauczyciel w ciągu roku ma w zapasie kilka dodatkowych godzin do wykorzystania na dany przedmiot.

Kurator dodaje, że co roku szkoła opracowuje swoje plany, które zatwierdza też Rada Rodziców. I jasełka często są w tych planach ujęte. Poza tym, jak mówi, w podstawie programowej jest i nawiązanie do różnych wyznań, i do Biblii. - Mógłbym powiedzieć, że jasełka to uzupełnienie procesu dydaktycznego o proces wychowawczy. Jest to pewien przekaz kulturowy - mówi Babisz. Dodaje jednak, że niedopuszczalne jest zmuszanie dzieci do udziału w jasełkach, na przykład wbrew woli ich rodziców. Kurator radzi, by takie sytuacje zawsze wyjaśniać z dyrektorem szkoły. - Cały czas mówimy o tolerancji. Ale ta tolerancja musi być jednakowo rozumiana i przez większość, i przez mniejszość. I warto dyskutować. Ale pozostawmy w spokoju dzieci - mówi kurator Babisz.

DOSTĘP PREMIUM