Pastwią się nad zabawkami: rzucają nimi, uderzają, palą. W Laboratorium Zabawek robią to dla dobra dzieci

Misie, lalki, samochody, wózki - między innymi takie zabawki dostają dzieci od mikołaja. Jest miejsce, gdzie zabawki są poddawane najróżniejszym próbom: sprawdza się ich wytrzymałość, palność i to, czy nie mają w swoim składzie jakichś niebezpiecznych substancji. Robi się to w jedynym w Polsce Laboratorium Zabawek w Lublinie.
Zabawki na badania do laboratorium są kierowane przez Inspekcję Handlową. Rocznie próbom poddawanych jest tu około 400 zabawek: najróżniejszych misiów, parasolek, grzechotek czy lalek. Jeśli są zastrzeżenia, dalsze postępowanie prowadzi inspekcja handlowa. Bywa, że sprawy kończą się nawet w sądzie.

Palenie misia - trzeba sprawdzić, czy dziecko zdąży zareagować

W laboratorium jest kilka pracowni, a w nich specjalne urządzenia. Jest np. komora do sprawdzania łatwopalności materiałów. Chodzi o to, by sprawdzić, z jaką prędkością po danej zabawce rozprzestrzenia się płomień. - Celem tego badania jest sprawdzenie, czy w przypadku, gdy pojawi się ogień, to prędkość rozprzestrzeniania się płomienia będzie na tyle mała, że dziecko będzie miało czas na reakcję i odrzuci palącą się zabawkę - mówi pan Krzysztof z laboratorium. Do komory trafiają głównie pluszaki, lalki, ale też peruki, stroje karnawałowe czy dziecięce namioty.

Inne urządzenie służy do sprawdzania wytrzymałości przedmiotu - fachowcy badają, czy zabawka pod wpływem uderzenia z określonej odległości nie połamie się na drobne części, niebezpieczne zwłaszcza dla dzieci do 3. roku życia. Tu w grę wchodzą plastikowe grzechotki, króliki, samoloty, samochodziki. Jest też inne urządzenie, w którym z określonej wysokości rzuca się zabawką - tu również chodzi o sprawdzenie, czy jest odpowiednio wytrzymała.

Sprawdzanie rowerków i miniquadów

Duże wrażenie w laboratorium zrobiło na nas urządzenie do badania wytrzymałości dynamicznej. W ten sposób bada się m.in. rowerki czy miniquady. Są przyczepiane do specjalnego paska, obciążane ciężarkami (np. 50 kg) i z określoną prędkością wjeżdżają na niewielkie wzniesienie. - To badanie ma symulować sytuację, gdy dziecko wjeżdża na przykład na krawężnik. Sprawdzamy, czy pojazd się nie połamie, czy się nic nie stanie - mówi Anna Kozak, dyrektor Laboratorium Zabawek w Lublinie. Jak podkreśla, wszystkie badania są prowadzone pod kątem bezpieczeństwa zabawek dla dzieci.

W laboratorium bada się też to, czy w zabawkach nie ma niebezpiecznych substancji takich jak bar, arsen, selen, antymon, chrom. - Te pierwiastki są szkodliwe dla zdrowia. A wiadomo, że małe dzieci bardzo często biorą zabawkę do ust. Dlatego to jest bardzo ważne - mówi Kozak.

Najbardziej zaskakująca badania zabawka? - Ostatnio dostaliśmy zabawkę, która nazywała się "części ciała". I rzeczywiście była to gumowa imitacja organów ludzkich. Nie wyglądało to ładnie, ale badania wypadły dobrze - mówi pani dyrektor.

DOSTĘP PREMIUM