Na lekcji o tym, jak zakładać prezerwatywę? "Nie chcę, by polska szkoła abdykowała z roli edukacyjnej"

Gorącą dyskusję publicystów "Poranka Radia TOK FM", wywołał pomysł MEN, by uczniowie mieli do wyboru zajęcia z edukacji seksualnej, podczas których dowiedzą się, co to jest antykoncepcja lub zabezpieczanie się zgodne z nauczaniem Kościoła Katolickiego. - Wyobrażam sobie, że jeśli oddamy rodzicom prawo decydowania w sprawie edukacji seksualnej, to zaraz oddamy też prawo do decydowania, co będzie w programie nauczania historii - mówiła w TOK FM.
Nowa szefowa Ministerstwa Edukacji Narodowej chce rozwiązać problem edukacji seksualnej w polskich szkołach. Według pomysłu Joanny Kluzik-Rostkowskiej, uczniowie będą mogli wybrać, na jakie lekcje chcą chodzić. Takie, podczas których mówi się o sposobie nakładania prezerwatywy i różnych metodach zapobiegania ciąży, czy też takie, na których będą prezentowane konserwatywne poglądy.

To rozwiązanie bardzo nie podoba się Renacie Kim. - Nie chcę, by polska szkoła abdykowała i rezygnowała z roli edukacyjnej. Rozumiem, że można byłoby uczyć wszystkie dzieci o różnych metodach zapobiegania ciąży i przy tej okazji przedstawić stanowisko Kościoła Katolickiego. Ale nie rozumiem oddawania rodzicom, ich poglądom i przekonaniom władzy nad programem szkolnym - mówiła dziennikarka tygodnika "Newsweek" w Poranku Radia TOK FM.

Co można rodzicom?

Zdaniem Kim, pomysł wybierania rodzaju zajęć z edukacji seksualnej może mieć poważne konsekwencje dla polskiej szkoły. - Wyobrażam sobie, że jeśli oddamy rodzicom prawo decydowania w tej sprawie, to zaraz oddamy im też prawo decyzji w sprawie tego, co jest w programie nauczania historii. Chcę zaproponować eksperyment. Uważam, że matematyka jest zupełnie niepotrzebna. Dlaczego więc szkoła nie uszanuje mojego przekonania i nie wyruguje matematyki z programu szkolnego? - pytała prowokacyjnie.

Argumenty dziennikarki nie zrobiły wrażenia na Dariuszu Rosiaku. - Jak oddamy rodzicom prawo do wychowywania dzieci, to będzie katastrofa, bo szkoła wie lepiej - tak publicysta niezależny podsumował wypowiedź Renaty Kim.

Według Rosiaka, który w przeszłości był m.in. szefem założonego przez Janusza Palikota tygodnika "Ozon", "nie ma determinizmu np. w promowaniu praw mniejszości seksualnych, nie ma takiego założenia, że wszędzie na świecie będą obowiązywały małżeństwa gejów i dozwolona będzie aborcja". - Rozumiem, że jest heglowski duch czasów, który każe nam przypuszczać, że wszyscy zmierzamy w takim kierunku. I nie wiadomo dlaczego ludzie nie chcą się temu poddać.

Prezerwatywa i zło

Publicysta Jan Wróbel, z zawodu nauczyciel i dyrektor szkoły, nie ma wątpliwości, że szkoła nie powinna uciekać od problemów związanych z edukacją seksualną. I pokazywać różne poglądy na tę sferę życia. - Szkoła musi uczyć, że jest podział wśród ludzi. Jedni uważają, że seks jest raczej rozrywką, a drudzy, że seks nie jest czymś, z czym należy eksperymentować; to coś, co wiąże ludzi - być może na życzenie samego Pana Boga - stwierdził gospodarz "Poranka Radia TOK FM".

Ale wątpliwości Wróbla budzi poruszanie w szkole kwestii związanych z "technologią seksu". - Nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie, czy szkoła powinna pokazywać, jak zakłada się prezerwatywę. Jestem w stanie dać się przekonać, że dziecko powinno umieć, ale niekoniecznie chcieć założyć prezerwatywę. Ale czy musi tego uczyć szkoła? Nie - bo szkoła jest jedynym źródłem wiedzy o świecie i życiu. A gdzie są ci inni wokół młodego człowieka? - pytał.

Negatywnej opinii na temat uczenia dzieci nakładania prezerwatywy nie krył Dariusz Rosiak. Jak powiedział, "w ten sposób dziecko nie nauczy się głębi relacji z drugim człowiekiem, tylko nakładania prezerwatywy".

DOSTĘP PREMIUM