"Wilk z Wall Street". "Groteska", "przerysowany", "byłem ogromnie zawiedziony" [OCENIAJĄ FINANSIŚCI]

- Narkotyki, alkohol i imprezowanie - to właściwie zdominowało film "Wilk z Wall Street". Jestem zawiedziony - tak najnowszą produkcję Martina Scorsese oceniał w TOK FM Tadeusz Mosz. - Ale przecież powstają nawet książki o tym, jak spożycie kokainy przez maklerów wpływa na wahania na rynkach akcji! - sprzeciwiał się Rafał Antczak, wiceprezes firmy doradczej Deloitte.
Czy ten film wart jest spędzenia trzech godzin w kinie?



Według wielu komentatorów - tak. Recenzenci najnowszego filmu Martina Scorsese nie są zgodni jednak w innym aspekcie: czym właściwie jest ten film? Pastiszem na szybkie, nie do końca uczciwe kariery na Wall Street? Krytyką systemu "wartości" rynków finansowych? A może komedią opartą na ciekawej biografii nowojorskiego maklera, tytułowego "wilka"?

"Trudno doszukać się historii"

"Wilk z Wall Street" oparty jest na historii Jordana Belforta. - To historia młodego człowieka, który był bardzo obrotny. W wieku 23 lat handlował owocami morza - przytaczał fabułę filmu w audycji "EKG" Tadeusz Mosz. - Belfort pracował też w renomowanych domach inwestycyjnych, które ostatecznie padły. Założył więc własną firmę i próbował wciskać "śmieciowe akcje" inwestorom, i na tym zarabiał ogromne pieniądze. Potem dochodziło do wielu nadużyć, prania pieniędzy - mówił.

Tyle że historia przedstawiona przez Scorsese w dużej mierze składa się z pokazywania rozrywkowej strony życia Belforta. - Byłem ogromnie zawiedziony tym filmem - ocenia Mosz. - Spodziewałem się mniej "obyczajówki", a dużo było o narkotykach, alkoholu i imprezowaniu i to zdominowało właściwie ten film - dodaje. I na tym skupia się w dużej mierze krytyka "Wilka".

"Jesteście niebezpieczni. Wasz film to lekkomyślna próba udawania, że takie historie sa zabawne. Nawet wtedy, kiedy nasz kraj stoi na skraju kolejnego skandalu z Wall Street. Czy naprawdę chcemy zatracić się w kolejnych 'seksapadach' i kokainowych balangach fałszywych finansistów? Przecież to właśnie ich zachowanie powaliło Amerykę na kolana" - napisała ostatnio do Martina Scorsese i Leonarda DiCaprio Christina McDowell, córka finansisty, który współpracował z Belfortem.

"Film bez fabuły"

Krytycznie produkcję Scorsese ocenia też Adam Niewiński, prezes Domu Inwestycyjnego "Xelion". - Bardzo dużo oczekiwałem po tym filmie ze względu na postać reżysera, ale miałem wrażenie, że ten film jest bez fabuły. Trudno doszukać się tam jakiejś historii. To jest groteska, próba podrobienia Quentina Tarantino w przerysowaniu pewnych zjawisk - wytykał w audycji "EKG".

"To film oparty na faktach! O tym się pisze książki!"

Innego zdania jest jednak wiceprezes firmy doradczej Deloitte. Zdaniem Rafała Antczaka "Wilk z Wall Street" dobrze pokazuje, co działo się w latach 90. w USA na rynkach finansowych. - Są nawet prace naukowe, w których wiąże się wahania cykliczne na rynku akcji ze spożyciem kokainy przez handlujących akcjami. Może i jest to przerysowane, ale przynajmniej jest to pokazane. Takie zdarzenia jak przedstawione w filmie Scorsese - czy się to komuś podoba, czy nie - mają miejsce - podkreślił w TOK FM Antczak.



Jednak zdaniem Tadeusza Mosza niebezpieczne jest pokazywanie, że rynki finansowe funkcjonują tak z zasady. - Obawiam się, że ci, którzy nie mają wiedzy, szczególnie politycy, na podstawie takiego filmu mogą sobie wyrabiać wiedzę na temat funkcjonowania rynku papierów wartościowych. To byłoby bardzo, ale to bardzo szkodliwe - przyznał. Tyle że zdaniem Antczaka politycy i tak nic nie zrobią. - Rynki finansowe zatrudniają najsprytniejszych i najzdolniejszych. A przypomnę, że są one u nas najbardziej regulowanym elementem gospodarki wolnorynkowej - stwierdził.

DOSTĘP PREMIUM