Prof. Stempin: izraelski Juliusz Cezar, niespętany cnotą moralności' [SYLWETKA SZARONA]

- O co zrobił awanturę sekretarce, czego się bał, jak przeszedł do polityki i czy jego pomysł na Izrael ma szanse być kontynuowany? - prof. Arkadiusz Stempin pisze o zmarłym w sobotę Arielu Szaronie.
Przez dobrych 50 miesięcy Szaron przebywał w klinice Scheba, w leżącym na wschód od Tel Awiwu miasteczku Tel ha Szomer, nim przewieziono go do domu. Jego izolatka mieściła się na pierwszym piętrze, na prawo od pokoju pielęgniarek. Przed drzwiami zawsze stał uzbrojony po zęby wartownik.

W pierwszych miesiącach każdy odwiedzający musiał założyć maskę na usta, rękawiczki i sterylny płaszcz ochronny. Później system odpornościowy premiera ustabilizował się. Otrzymywał podstawowe antybiotyki. Obaj synowie zatroszczyli się o to, by odwiedzających nie było za dużo. Żaden paparazzi nie ustrzelił więc zdjęcia sławnego pacjenta w szpitalnej pidżamie.

"Oglądał" telewizję

Ten, pomimo że przebywał w stanie wegetatywnej śpiączki, zachował swoją pokaźną posturę, ba, przytył nawet. Lekarze śpiączkę określali jako lekką. Premier oddychał samodzielnie i tylko był odżywiany sondą. Przez większość czasu spał, ale niekiedy otwierał oczy. Wtedy włączano telewizor, najczęściej "National Geographic", albo muzykę klasyczną i, oczywiście, wiadomości.

Podczas badań mózgu, które przeprowadził rok temu prof. Martin Monti, specjalista od badań nad mózgiem z Universyty of California, stwierdzono, że Szaron reagował na obrazy i głosy.

Innego zdania był jednak dr Zvi Ganel z Uniwersytetu Beerschewa w Tel Awiwie. "Reakcje te nie mówią nic o stanie świadomości", perorował. Pomiędzy tymi skrajnymi stanowiskami sytuował się pogląd dr Shlomo Segeva. Znał Szarona ponad 13 lat.

Lekarz jak przyjaciel

Poznali się w 2000 roku, gdy umierała żona Szarona Lili. "Godzinami siedział przy jej łóżku. Nie robił nic. Siedział", przypomina sobie Segeva. Lili zmarła krótko przed tym, jak mąż został premierem. Wtedy potrzebował z urzędu osobistego lekarza, choć sam nigdy nie uskarżał się na zdrowie.

Uczynił nim więc Segeva, z którym spotykał się towarzysko, na kolacjach w restauracjach lub na swoim ranczo. Gdy Szaron leżał w śpiączce, Segeva wchodził do izolatki i opowiadał mu, w której restauracji i co zamówił. "Coś do niego docierało. Gdy wywoływało się jego imię, czuł obecność drugiej osoby. A gdy się chodziło dookoła łóżka, wodził za postacią oczami. Reagował na ból, np. jeśli ścisnęło się jego dłoń", twierdzi Segeva. Po 5 latach pobytu w klinice Szarona przewieziono do domu, na jego ulubione rancho, leżące na 600 ha w północnej części pustyni Negew.

Czuł, że będzie źle?

18 grudnia 2005 wieczorem Szaron jako urzędujący premier przebywał w swoim gabinecie razem z pierwszą sekretarką Marit Danon. "Pokazywałam mu jakieś pisma, gdy zaczął sapać. Natychmiast zrozumiałam, że ma wylew". Udar mózgu okazał się niewielki, ale pierwsze badanie, jakie przeprowadzono w klinice, wykazało wrodzoną wadę serca, niewielką dziurę między lewą a prawą komorą. 5 stycznia Szaron miał być operowany. Dzień wcześniej wezwał do szpitala swojego zastępcę Ehuda Olmerta, któremu na trzy godziny następnego dnia przekazał swoje uprawnienia szefa rządu. - Czy mogę zwolnić wszystkich współpracowników? - zażartował Olmert. Jasne. Ale Marit zostaw w spokoju - odpowiedział Szaron.

Sekretarka najpierw się bała...

Tego samego wieczoru dostał drugiego, znacznie rozleglejszego wylewu. Marit Danon piastowała funkcję pierwszej sekretarki premiera w latach 1990-2001, służąc kolejno czterem kolejnym szefom rządów, z różnych partii: Szamirowi, Rabinowi, Peresowi i Barakowi. Załamał się dla niej świat, kiedy Szaron, stojąc na czele prawicowego bloku Likud w lutym 2001 wygrał wybory. Bała się panicznie tego jastrzębia i bezwzględnego generała o sławie izraelskiego Juliusza Cezara. Już jego imię wzbudzało grozę: "Lew boga". Przerażona Marit pobiegła do Baraka, przegranego w lutowych wyborach. "Nie będę współpracować z tym człowiekiem". Barak uderzył pięścią w stół. "Zostajesz!"

"Niespętany cnotą moralności"

Fama izraelskiego Juliusza Cezara nie była wyssana z palca. Podczas izraelskiej wojny o niepodległość 1948/49 Szaron dowodził kompanią piechoty, która uczestniczyła w szturmie na wzgórza Latrun, bronionego przez wojska jordańskie. Szturm się nie powiódł i do dziś uchodzi za największą klęskę wojsk izraelskich w wojnie 1948/49.

Wielu Izraelczyków zginęło, Szaron musiał długo tkwić na polu walki, zanim nadeszła odsiecz. - Myślał, że zginie. To doświadczenie ukonstytuowało go - opowiada urodzony w Warszawie Chaim Eres, parę lat młodszy od Szarona, który przed nazistami uciekł z Polski do Palestyny. A który po utworzeniu Izraela służył w armii, gdzie dochrapał się rangi dwugwiazdkowego generała.

Szaron natomiast po wojnie 48/49 został szefem osławionej jednostki specjalnej 101, która podejmowała eskapady na tereny arabskich wiosek jako odwet za ataki bojowników arabskich na Izraelczyków. Krew lała się strumieniami.

Szaron uchodził za "niespętanego cnotą moralności', jak to określił izraelski pisarz Yoram Kaniuk. Na czym to polegało, wyjaśnił towarzysz broni Szarona, Uri Avnery, z okresu po wojnie 1967. Kiedy w strefie Gazy partyzanci palestyńscy wszczęli wojnę przeciwko Izraelowi, Szaron jako odpowiedzialny za ten odcinek natychmiast rozstrzeliwał partyzantów, których złapano z bronią. Tyle że Szaron ogłaszał dumnie, że "nigdy nie rozwalił jeńca, gdyż nigdy nie dopuścił, by partyzantom nadać taki status".



Podczas wojny Jom Kippur 1973 Eres jako pierwszy przekroczył Kanał Sueski. Rozkaz wydał Szaron, który dowodził całą południową armią izraelską. Za błyskawiczną akcję przeprawy na drugi brzeg spadł na niego deszcz krytyki.

Strategia naczelnego dowództwa zakładała bowiem umocnienie pozycji na wschodnim brzegu kanału. Dziś w miejscu jego sforsowania stoi pod gołym niebem muzeum.

Zwiedzający mogą wcisnąć jeden przycisk i odsłuchać rozmowę między Szaronem a Eresem, który domagał się dodatkowych 24 godzin na przygotowania akcji. Szaron odmówił, obawiając się, że jeden dzień wystarczy naczelnemu dowództwu do storpedowania jego planów. Dziś Eres przyznaje, że rację miał Szaron.

Jak nie armia, to polityka

W muzeum na wolnym powietrzu można podziwiać zdjęcia Szarona, jak przybywa na czołgu na drugą stronę kanału. Uśmiechnięty, z opatrunkiem na czole. Miano "buldożera", jakie zyskał w armii i cnota nieposłuszeństwa zahamowały jego karierę wojskową. Przeszedł więc do polityki.

Za rządów Begina, pierwszego premiera z prawicowego bloku Likud, a swojego mentora, został ministrem obrony. Gdy dawni jastrzębie, Begin i Rabin, przejrzeli na oczy i zawarli w 1978 roku w Camp David z prezydentem Egiptu Sadatem pokój, Szaron się wściekł. Sprzeciwiał się twardo podziałowi Jerozolimy, zburzeniu osiedli żydowskich w strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu Jordanu, utworzeniu na tych terenach państwa palestyńskiego, wycofaniu wojsk izraelskich z okupowanych wzgórz Synaju i powrotowi uchodźców palestyńskich do ojczyzny. Z chwilą wycofania się Izraela ze Wzgórz Synaj wściekły Szaron miał wysadzić w powietrze syryjskie miasto Kuneitra.

Burzliwe dzieje

Gdy w 1982 wojska izraelskie wmaszerowały od sąsiedniego Libanu i podpuściły chrześcijańskich falangistów do rzezi w obozach na uchodźcach palestyńskich Sabra i Schatila, magazyn "Time" o to iunctim oskarżył Szarona. W kraju stanął on przed komisją śledczą. Szaron zatrudnił wtedy jako prywatnego obrońcę młodego prawnika z ministerstwa obrony Dova Weissglasa.

Adwokat wygrał proces z magazynem, ale Szaron musiał ustąpić ze stanowiska ministra. Jeden z jego przyjaciół zawyrokował wtedy: "Ci, którzy nie chcieli go jako szefa sztabu, dostali go jako ministra obrony. Ci, którzy nie chcą go dalej jako ministra obrony, otrzymają go jako premiera".

Awantura o wazon

Został nim 18 lat później. Nic dziwnego, że Marit Danon drżała na samą myśl o pracy pod takim szefem. Faktycznie był on pewny siebie. Wielu, jak Marit, nie tyle się go bało, ile nienawidziło z całego serca. Szaron krytykę puszczał obok uszu, podobnie jak dytyramby.

Marit została jednak na stanowisku. I szybko pojęła, jak bardzo się myliła. Nowy premier był dżentelmeński, wobec kobiet szarmancki. Raz tylko patriarchalnie pouczył swoją sekretarkę, gdy kwiaty w wazonie nie miały wody.

Wysoka cena za spokój

Z jej opowieści wyłania się postać wielkiego samotnika, który mocno przeżywał, że "w ciężkich momentach jest tak strasznie opanowany". Kiedy zadecydował, że 8 tysięcy izraelskich osadników opuści palestyńską strefę Gazy, przyszedł do biura i opowiedział Marit koszmar z poprzedniej nocy. - Śniło mu się, że wisi za szyję na sznurku, tuż nad studnią. Sznurek się w pewnym momencie urywa. Jestem pewna, że opuszczenie strefy Gazy mocno się odbiło na jego zdrowiu - opowiada Marit.

W tej politycznej decyzji znaczny udział miał jego były adwokat, którego uczynił szefem swojej kancelarii. To Weissglas uświadomił mu, że życie nie jest biało-czarne, w co on (Szaron) wierzył jak dziecko wierzy w św. Mikołaja. Jeszcze w wieku adolescencji przejął po rodzicach fobię przed uściskiem dłoni Araba.

Jego matka opowiadała, jak zaraz po I wojnie światowej razem z mężem przybyła do Palestyny z Europy Wschodniej. Statek przycumował w Jaffie, a pasażerowie łodziami arabskich marynarzy dopłynęli do brzegu. Przy wsiadaniu i wysiadaniu z łodzi matka musiała oprzeć się na pomocnej ręce arabskiej. Przeżycie, jakiego nigdy nie przetrawiła mentalnie, a jakie mocno zapadło w pamięć jej synowi.

W 1987 wprowadził się prowokacyjnie do mieszkania w muzułmańskiej części Jerozolimy. Z kolei kiedy Mossad w 1988 roku zabił szefa wojskowego pionu organizacji Arafata OWP, Khalil al-Wasira, nie posiadał się z radości, wyrażając ją publicznie. Po porozumieniu w Oslo w 1993 opadła fala terroru palestyńskiego.

Cel: Izrael bez Arabów

Palestyńczycy mieli nadzieję na wycofanie się Izraela z okupowanych terytoriów. Ale po zamordowaniu ojca chrzestnego porozumienia, premiera Rabina w 1995, jego następcy Netanjahu i Barak obchodzili porozumienie dużym łukiem. Szaron naciskał na premiera, by oddał mu resort obrony, co dałoby mu szansę zdusić w zarodku pierwszą intifadę, powstanie palestyńskiej młodzieży, jakie wybuchło w 1996 r. Gdy sam wreszcie został premierem, uznał porozumienie z Oslo za makulaturę. Gardził Arafatem, a swoją obecnością w muzułmańskiej części wzgórza świątynnego w Jerozolimie w 2000 wywołał drugą intifadę i eskalację napięcia na Bliskim Wschodzie. Jego cel: Izrael bez Arabów, od morza po Jordan, Liban bez Palestyńczyków, a Palestyńczycy do Jordanii, gdzie najlepiej jak obalą tamtejszy reżim.

Dopiero właśnie Weissglas odwiódł go od tego dalekosiężnego przedsięwzięcia i namówił do dobicia interesu z Amerykanami. Izrael opuści palestyńską strefę Gazy, a USA w zamian uznają osiedla na Zachodnim Brzegu Jordanu.

Szaron zakłada nową partię

Ale prezydent Bush przejrzał chytry plan. I zażądał opuszczenia jeszcze trzech osiedli na Zachodnim Brzegu. Szaron zgodził się. 14 kwietnia 2004 r. prezydent zapewnił na piśmie, że przyszły pokój na Bliskim Wschodzie musi uznać zaszłe tam od 1967 roku fakty.

W kontekście nabytków izraelskich od 1967 wielki sukces Szarona. Odwrócili się jednak od niego jastrzębie z własnej partii Likud. Netanjahu demonstracyjnie rzucił teką ministra. Szaron rozwiódł się więc z partią, której przewodniczył, i założył nową Kadima (Naprzód). Z wojownika został realistą. Nim wygrał wybory, trafił jednak do szpitala. Zwycięstwo przy urnie wyborczej odniósł w jego imieniu Olmert.

Ziemia za pokój

Ale czy Szaron zgodziłby się na państwo palestyńskie? - Taki twór godził w izraelską rację stanu. Ale Szaron pojął, że mu nie można zapobiec - wyjaśnia Weissglas. Tak powstała słynna "mapa drogowa", która przewidywała utworzenie państwa palestyńskiego pod warunkiem wcześniejszego wyplenienia przez Palestyńczyków własnych organizacji terrorystycznych.

"Ziemia za pokój" w koncepcji Szarona i Weissglasa zakładała też marginalizację Jasira Arafata. Dlatego premierem Palestyńczyków został Mahnud Abbas. Gdy zmarł Arafat, Abbas awansował na prezydenta. A Salam Fajad, dobry znajomy Weissglasa, został premierem. Dziś premier Netanjahu negocjuje z duetem Abbas-Fajad na temat pokoju. Ale Weissglas powątpiewa, że Netanjahu rzuci na szalę aż tyle odwagi co Szaron, by złamać jastrzębie we własnym obozie. A nawet jeśli, to tylko dokończy dzieła Szarona.

DOSTĘP PREMIUM