"Obrazili się" na Owsiaka, ale... kwestują jak on. "Był wzorcem", "entuzjazmu nie ma, ale mu nie przeszkadzamy"

Przestali grać z WOŚP, bo ich szpitale nie dostawały sprzętu od Orkiestry. Jednak to, że nie grają z Owsiakiem, nie oznacza, że nie grają w ogóle. - Pokazał, że można tak się bawić i że to daje efekty. Jest to jakiś wzorzec - mówi nam Wojciech Nowicki z Jasielskiego Domu Kultury. - Nie przeszkadzamy Owsiakowi, ale też entuzjazmu nie ma. Od lat robimy swoje - dodaje Józef Baszak z Sanockiej Fundacji Zdrowia ?Na rzecz szpitala?.
22 lata temu zbierali pieniądze w pierwszym Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W mieście pojawili się wolontariusze z puszkami oklejonymi czerwonymi serduszkami. Była pełna mobilizacja, koncerty i "Światełko do nieba".

"Letnia" zadyma w środku zimy, którą wymyślił Jerzy Owsiak, trwała w Jarosławiu, Jaśle i Sanoku na Podkarpaciu jeszcze kilka lat, ale gdy sprzęt kupiony przez Fundację WOŚP trafił do szpitali w innych miastach - obrazili się. Policzyli, że zamiast wysyłać Owsiakowi kilkadziesiąt tysięcy złotych, mogą sami je zebrać i kupić miejskiemu szpitalowi co potrzeba.

To historia trzech miast podzielonych na przeciwników i zwolenników Owsiaka, trzech miast, które Owsiak de facto zmobilizował do działania i którym pokazał, jak można coś zrobić razem.

Mała Kapela Gorących Serc

W Jarosławiu Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagrała po raz pierwszy, tak jak w całej Polsce, w 1993 roku. Jednak już po trzech edycjach pojawił się pomysł, aby jednak na własną rękę zbierać pieniądze na swój szpital, bez pomocy Owsiaka. I tak w 1997 roku po raz pierwszy zagrała Mała Kapela Gorących Serc organizowana przez tych samych ludzi i prowadzona przez tych samych wolontariuszy co akcja Owsiaka. Kapela grała ponad 10 lat - do 2008 roku.

- I przez długi czas była tylko Mała Kapela Gorących Serc, a Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zniknęła - opowiada nam Joanna Mordarska z Wydziału Kultury, Turystyki i Promocji Miasta. Ale np. przy 13. Finale Jarosław miał dwie imprezy: WOŚP i Małą Kapelę. - Finał naszej lokalnej akcji odbywał się zawsze tydzień po akcji Owsiaka. Założenie było takie, że gramy na rzecz Jarosławia, przede wszystkim na wyposażenie miejskiego szpitala, ale też na Polskie Stowarzyszenie Osób z Upośledzeniem Umysłowym, ośrodek wczesnej interwencji, który wtedy się otwierał, hospicjum, każdego roku cel był inny, ale zawsze związany ze służbą zdrowia - opowiada Mordarska.

Chodziło o to, by pieniądze trafiały bezpośrednio do Jarosławia, a nie rozpraszały się po całej Polsce. - Najprościej jest powiedzieć "nic nie dostaliśmy", ale to mówią najczęściej ci, którzy sami nic nie dają i nie pozwalają, żeby młodzi ludzie kwestowali - uważa Teresa Krasnowska z Jarosławskiego Stowarzyszenia Oświaty i Promocji Zdrowia, szefowa lokalnego sztabu WOŚP. Czy miasto było przez te lata podzielone przez Owsiaka? - Byli zwolennicy jednej i drugiej zbiórki, o konflikcie nie było mowy, bo gdy przez kilka lat nie było u nas finałów WOŚP, to moje stowarzyszenie organizowało różne akcje na rzecz Małej Kapeli Gorących Serc - podkreśla Krasnowska.

Prawie jak WOŚP

Akcja w Jarosławiu była niezwykle podobna do zbiórek WOŚP - wolontariusze z puszkami i specjalnymi naklejkami z sercem. Nawet logotypy były niemal identyczne: Mała Kapela za logo obrała sobie serduszko (WOŚP było czerwone z napisem w środku, a Małej Kapeli miało zarys dzieci). Trudno nie zauważyć podobieństw. Niektórzy mieszkańcy nie odróżniali, która akcja jest która i pytali wolontariuszy: "a wy od Kołakowskiego czy od Owsiaka?" (Janusz Kołakowski - pomysłodawca Małej Kapeli - red.). - Akcje nie powinny być aż tak podobne do siebie - uważa Krasnowska.

To, co skłoniło Jarosław do organizowania własnej akcji, to myśl, że za zebrane pieniądze uda się kupić więcej, niż przyśle Owsiak. Atmosfera stała się wyjątkowo napięta, gdy przez kilka lat miejski szpital nie dostał żadnego sprzętu z Fundacji WOŚP. - Niewielu pamięta, że w szóstym Finale nie kwestowaliśmy, a dostaliśmy sprzęt dla pogotowia za 30 tys. zł, w kolejnych latach też coś było. Ale jeśli jest zbiórka na onkologię, a u nas nie ma oddziału onkologicznego, to nie można było nam tego sprzętu przekazać? U nas dzieci chorych, wymagających leczenia onkologicznego jest na szczęście niewiele, sprzęt nie byłby tu dobrze wykorzystany.

Mała Kapela Gorących Serc w Jarosławiu zagrała po raz ostatni w 2008 roku. Gwiazdą wieczoru był zespół De Mono, a na ulicach kwestowało ponad 600 wolontariuszy. Kapela zebrała tamtego roku ponad 20 tysięcy złotych. Od 10 lat w mieście ponownie odbywają się finały WOŚP.

Noworoczny Dar Serca

W Jaśle udało się pogodzić obie akcje. Od 17 lat grają tu jednocześnie Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i wspierana przez kościół oo. Franciszkanów lokalna akcja Noworoczny Dar Serca (od niedawna przemianowana na Antoniański Dar Serca - św. Antoni jest patronem miasta). Zdarzył się nawet taki finał, gdy jednego dnia na ulicach tego niewielkiego podkarpackiego miasteczka pojawili się wolontariusze z puszkami obu akcji. Logo Daru Serca też wydaje się podobne do WOŚP: to także serduszko, tyle że wielokolorowe.

Jasielska akcja odbywała się zazwyczaj tydzień przed finałem Owsiaka. Na scenie nie ma gwiazd, tylko lokalne zespoły. - Trochę się to różni. WOŚP działa na całą Polskę, my działamy lokalnie - mówi Wojciech Nowicki z Jasielskiego Domu Kultury. - Myślę, że nawet jeślibym chciał przekonać jakąś gwiazdę i tłumaczyć, na czym polega nasza akcja, to chyba nie każdy by chciał przyjechać, już nie mówię, że za darmo - dodaje. - Od początku ta artystyczna część imprezy była pomyślana jako przegląd zespołów szkolnych, na scenie prezentowali się uczniowie różnych jasielskich szkół, to było miejskie święto.

Choć akcja nie była nagłaśniania w ogólnopolskich mediach, to nie brakowało chętnych do kwestowania, a najbardziej wytrwali wolontariusze w jedną niedzielę zbierali pieniądze na Dar Serca, a w kolejną na WOŚP. - Często słyszeli od ludzi, że jeśli wrzucą Owsiakowi, to nie wrzucają nam. Czasami widać, że mieszkańcy są podzieleni - opowiada Nowicki.

Żeby zrezygnować z bezpośredniej rywalizacji, ostatnie dwie edycje jasielskiej akcji odbywały się już nie w styczniu, jak akcja Owsiaka, a w czerwcu. - Jest lepsza pogoda, można zorganizować koncerty w plenerze. Ale zmiana terminu jest też po to, by sobie nawzajem nie przeszkadzać, chcemy to jakoś pogodzić - zapewnia Wojciech Nowicki.

Przez te kilkanaście lat w ramach Daru Serca w Jaśle udało się zebrać blisko 350 tys. zł, a za te pieniądze kupić dla Szpitala Specjalistycznego m.in. defibrylator do karetki pogotowia, kardiomonitor, inkubator dla oddziału neonatologii, respirator dla noworodków, łóżka rehabilitacyjne, inhalatory, aparaturę monitorującą pracę serca i oddech ciężko chorych dzieci, kardiotokograf do monitorowania pracy serca dziecka w łonie matki, kardiomonitory i pompy infuzyjne.

Ziemia sanocka dla szpitala

Sanok podzielił się na tych, którzy powtarzali, że miasto nic nie dostaje od Owsiaka, i tych, którzy rok w rok dopytywali, kiedy będzie kolejny finał WOŚP. Akcja Owsiaka zniknęła z kalendarza miejskich imprez, gdy pojawiło się coraz więcej pretensji, że sanocki szpital nie dostał sprzętu z serduszkiem, choć finansowy wynik zbiórki był jednym z lepszych w regionie.

- Czy słyszała pani, żeby ktoś w Warszawie zbierał na szpital w Sanoku? Bo ja nie słyszałem. Mamy złość, że nie dostajemy nic - mówi wzburzony Józef Baszak z Sanockiej Fundacji Zdrowia "Na rzecz szpitala". Fundacja działa od 1992 roku, a na przełomie kwietnia i maja 2007 roku ruszyła z nową, lokalną akcją "Ziemia sanocka dla szpitala". Był dzień otwarty w szpitalu i spotkania ze specjalistami, sportowe i kulturalne imprezy, a na scenie gwiazdy, jakich nie było nawet w lokalnych odsłonach akcji Owsiaka - Bracia i IRA, a wieczorem pokaz sztucznych ogni.

Co roku akcja trwała przez cały weekend, na ulicach Sanoka kwestowało 600 wolontariuszy (czyli tylu, ilu w styczniu 2014 r. w mieście i okolicach w ramach WOŚP) z puszkami i naklejkami dla każdego, kto wrzuci jakiś grosz. - Nasz dorobek to m.in. rezonans magnetyczny, tomograf komputerowy, remonty budynków, przystosowanie ich do norm europejskich, łącznie z wyposażeniem. W 2013 roku zrobiliśmy pracownię ultrasonograficzną dla niemowląt, pracownię leczenia bezdechu i chrapania - wylicza Baszak, zapewniając, że żadna z pracujących w jego fundacji 26 osób nigdy nie dostała za to żadnych pieniędzy.

"Antyowsiakowe lobby"

- W Sanoku jest silne lobby antyowsiakowe. To osoby, które opierają się na tym, że przez kilka lat sanocki szpital nic nie dostał - mówi Łukasz Zakrzewski, szef bieszczadzkiego sztabu WOŚP. I przekonuje: - Oponenci zapominają o tym, że większość zabiegów dla dzieci nie jest wykonywana w miejscowym szpitalu, u nas się nawet wyrostka robaczkowego nie operuje, tylko dzieciaki jadą do Krosna, Rzeszowa czy Krakowa. A jeżeli chodzi o seniorów, to w Sanoku nie ma oddziału geriatrii, więc ani w ubiegłym, ani w tym roku z tej puli również nic do Sanoka nie może trafić. Ale w niedzielę graliśmy też na szpitalne oddziały ratunkowe i jeśli SOR ma kontrakt z NFZ (a sanocki ma), to dostanie urządzenie, jakie? Jeszcze nie wiadomo - mówi Zakrzewski.

Od trzech lat w Sanoku znów gra orkiestra Owsiaka, to jedyny sztab w Polsce obejmujący trzy powiaty: sanocki, leski i bieszczadzki. W niezbyt zamożnym regionie w niedzielę uzbierali ponad 70 tysięcy złotych. Organizatorzy "Ziemi sanockiej dla szpitala" zawiesili za to na kilka lat duże plenerowe akcje. W obawie, że przegrają wyścig o sponsorów z rozreklamowaną na całą Polskę akcją Jurka Owsiaka. - Ja nie czuję takiego zagrożenia ani bezpośredniej konkurencji. Reaktywowaliśmy WOŚP, bo nie rozumiem, dlaczego gdy gra cała Polska, cały świat, Sanok ma się wyłamywać. Ale już rozmawialiśmy o tym, że mój zespół może wesprzeć także lokalną akcję, chcemy zorganizować coś w maju tylko dla szpitala, nie jako WOŚP, ale to będą ludzie zaangażowani od lat w zbiórkę Owsiaka - mówi Łukasz Zakrzewski.

Organizatorzy dotychczasowej zbiórki na miejscowy szpital po dwóch latach przerwy właśnie prowadzą ostateczne rozmowy o tym, by w maju odbyła się kolejna edycja imprezy. Sam sanocki szpital otrzymał od 2008 roku od WOŚP sprzęt o wartości prawie 60 tys. zł. Ale np. w ostatnich trzech latach sanockie i bieszczadzkie sztaby WOŚP uzbierały razem 292 tys. zł.

Owsiak nauczycielem?

Zapytaliśmy naszych rozmówców: Czy nie jest tak, że to Owsiak nauczył nas organizować wielkie akcje charytatywne, z koncertem, radosne, z wolontariuszami na ulicach? Czy to nie on pokazał nam, że ja mam tylko złotówkę i Ty tylko złotówkę, ale razem już coś możemy kupić?

Józef Baszak z Sanockiej Fundacji Zdrowia "Na rzecz szpitala": - Nie! Społeczny komitet pomocy szpitalowi w Sanoku powstał w 1967 roku, działaliśmy nawet w okresie gomułkowskim, robiliśmy festyny i bale w całym powiecie sanockim. My robimy swoje. Owsiak mówi, że nie każdemu się jego akcja podoba, ale żeby mu nie przeszkadzać, i ja to stosuję. Nie przeszkadzamy Owsiakowi, ale też entuzjazmu nie ma.

Wojciech Nowicki z Jasielskiego Domu Kultury: - Oczywiście, że tak. Pokazał, że można tak się bawić i że to daje efekty. Jest to jakiś wzorzec, wszystkie te akcje w różnych miastach z pewnością się wzorują na tym, co zrobił Owsiak ze swoimi ludźmi.

Teresa Krasnowska z Jarosławskiego Stowarzyszenia Oświaty i Promocji Zdrowia, szefowa lokalnego sztabu WOŚP: - Nauczył nas kwestować w rzetelny sposób. Pieniądze z puszek przeliczają panie, które na co dzień pracują w banku, do tego są członkowie sztabu, którzy tę pracę nadzorują. Wszystko jest rzetelnie policzone, natychmiast oddane, jest przejrzystość.

Joanna Mordarska z Wydziału Kultury, Turystyki i Promocji Miasta Jarosław: - Można mieć różne krytyczne uwagi do Owsiaka, ale jest to jakiś zryw, ludzie chętnie wrzucają te pieniądze, z pewnością był motorem do tego, że można coś takiego zorganizować. Choć myślę, że samego Owsiaka przerosło to, jak to się rozwinęło, sam wiele razy mówił, że był zaskoczony.

Łukasz Zakrzewski, szef bieszczadzkiego sztabu WOŚP: - 22 lata temu pierwszy finał WOŚP był spontaniczną akcją. Zbieraliśmy na przeszczepy serca dla dzieci. Jedna taka operacja kosztowała 500 milionów złotych (jeszcze przed denominacją złotego). Myśleli, że zbiorą na trzy, może cztery operacje, zebrali na kilkadziesiąt. Nikt się nie spodziewał, że będzie taki odzew społeczeństwa. Zaczęły powstawać mniejsze i większe fundacje i każdy coś robił, i robi do tej pory. Jestem przekonany, że WOŚP jest taką lokomotywą napędzającą inne.

DOSTĘP PREMIUM