Ekspert PISM: UE nie ma planu B czy planu C dla Ukrainy. Chce tylko uspokoić sytuację. Sankcje to symbol

- Znaczenie Ukrainy dostrzegają kraje naszego regionu i Niemcy. Pozostałe kraje patrzą na Afrykę Północną - dla nich Ukrainą jest Maroko. W związku z tym nie przywiązują wagi do tego, co się dzieje za wschodnią granicą - mówił w TOK FM Sebastian Płóciennik, ekonomista i prawnik z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. - Unia chce tylko sytuację uspokoić - dodał ekspert.
Teraz swoich ulubionych audycji możesz słuchać dzięki nowej aplikacji na smartphone'y!>>>

Na Ukrainie od listopada trwają masowe protesty wywołane decyzją rządu, który przerwał przygotowania do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Wczoraj w Kijowie konflikt eskalował - doszło do zamieszek i starć demonstrantów z siłami MSW, które trwały całą noc. Zginęło co najmniej 26 osób. Liczbę rannych szacuje się na kilkaset do nawet tysiąca. Sytuacja cały czas jest bardzo niestabilna. Czytaj naszą relację na żywo>>

"Unia chce tylko uspokoić sytuację"

Politycy unijni apelują o zaprzestanie rozlewu krwi i straszą ukraińskie władze sankcjami. Jutro dojdzie do nadzwyczajnego spotkania szefów MSZ państw UE, poświęconego sytuacji na Ukrainie. Ministrowie mają dyskutować m.in. o sankcjach wobec winnych przemocy w Kijowie. Wprowadzenia sankcji oczekuje szef KE Jose Barroso. Szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton poinformowała, że "rozważone zostaną wszelkie możliwe opcje, w tym wprowadzenie restrykcji przeciwko odpowiedzialnym za represje oraz łamanie praw człowieka" na Ukrainie. To rozwiązanie? - Unijna dyplomacja skoncentrowana jest na krótkoterminowym celu: na uspokojeniu sytuacji, znalezienia rozwiązania, które pozwoli planować w dłuższym okresie. To bardzo charakterystyczne. UE koncentruje się na sankcjach, czyli na doraźnym znaku, symbolu. To, czy on będzie skuteczny politycznie... Należy w to wątpić - mówił Sebastian Płóciennik, ekonomista i prawnik z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

"I co dalej? Nie ma planu B"

- Sankcje uderzają w zewnętrzną politurę systemu. Ci, którzy są za nią, pozostają nietknięci. Jeżeli uznamy, że Ukraina jest rządzona przez oligarchów i zechcemy uderzyć w nich, to pojawia się pytanie, w jaki sposób nałożyć sankcje? Czy oni są bezpośrednio odpowiedzialni za to, co dzieje się na Ukrainie? Czy nie? Tutaj kończy się obszar, gdzie można planować sensowną politykę - mówił Płóciennik. - Nie ma pozytywnej propozycji. Czy za sankcjami coś powinno pójść dalej? Plan B, plan C. Tego wciąż brakuje - mówił gość Jakuba Janiszewskiego.

"UE jest stroną w konflikcie. Nie powinna już mediować"

- UE wmanewrowała się w wewnętrzną grę na Ukrainie i zawęziła sobie pole manewru - stwierdził ekspert PISM. Jak tłumaczył: Gerhard Schroeder, były kanclerz Niemiec, mówił, że Unia Europejska nie powinna być mediatorem na Ukrainie. Bo stała się stroną popierającą opozycję. Mediować powinny Narody Zjednoczone. - To kontrowersyjna propozycja. Stawia Schroedera w pewnym kontekście, jako osobę, która popiera Rosję. Ale coś jest w tym argumencie - mówił prawnik.

To, co się wydarzyło na Ukrainie, jest miarą pasywności Unii? - pytał Janiszewski. - Znaczenie Ukrainy dostrzegają kraje naszego regionu i Niemcy. Pozostałe kraje patrzą na Afrykę Północną - dla nich Ukrainą jest Maroko. W związku z tym nie przywiązują wagi do tego, co się dzieje za wschodnią granicą i zostawiają ten obszar Polsce i np. Szwecji. Mamy tu również "nowe Niemcy", które szukają swojego miejsca na arenie światowej. Nie mają być już komentatorem, tylko aktywnym uczestnikiem polityki międzynarodowej - powiedział Płóciennik w TOK FM.

Elity trzeźwieją

- UE stawia wyłącznie na swoją siłę grawitacyjną. Wszyscy wierzą, że ekonomia stanowi podstawowy instrument realizacji polityki globalnej. Że kraje pretendujące do standardów UE będą się upodabniać do krajów Unii - mówił ekspert w TOK FM.

- Elity europejskie trzeźwieją. Wynikają z tego dwie reakcje: jedna to zamykanie obszaru europejskiego (jak chciałaby Szwajcaria), a druga to aktywna, elastyczna polityka, która nakreśla konkretne cele, tak jak to robią Amerykanie. Tylko że oni do niej mają narzędzia i mają jednego, konkretnego lidera - stwierdził Płóciennik.

Zdaniem eksperta prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz "gra na czas i podejmuje krótkoterminowe decyzje. Nie potrzebuje rozmów z politykami europejskimi - stwierdził Płóciennik".

Dokąd uciekną Ukraińcy? Do Polski

Do Stowarzyszenia Interwencji Prawnej zgłaszają się Ukraińcy, którzy chcą prosić u nas o azyl. - Polska będzie pierwszym krajem, do którego napłynie fala emigrantów. Eskalacja konfliktu na Ukrainie doprowadzi do zwiększonej emigracji Ukraińców do krajów Unii Europejskiej. Ta emigracja osiągnęła znaczący rozmiar, ale dotychczas była głównie zarobkowa. Teraz ludzie będą opuszczać kraj przez łamanie praw człowieka na Ukrainie - mówił w TOK FM Sebastian Płóciennik, ekonomista i prawnik z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

- Jak powinniśmy kształtować politykę imigracyjną w kontekście tego kryzysu - pytał Jakub Janiszewski. - Nikt nie ma dobrej odpowiedzi - mówił Płóciennik.

Jego zdaniem dyskusję trzeba zacząć od oceny, ilu Ukraińców jest w Europie na stałe, ilu podróżuje między krajami UE a ojczyzną (emigracja zarobkowa) i z jaką ucieczką ludności należałoby się liczyć, jeżeli sytuacja osiągnie krytyczny punkt. Płóciennik podkreślał, że Ukraina to duży kraj (45 mln mieszkańców) i do tej skali trzeba przygotować politykę azylową.

Jak zniszczyć demokrację?

- Przeciwnicy modelu europejskiego spoza Unii, czyli Rosja, znaleźli antidotum na kolorowe rewolucje. Polega ono na centralizacji władzy w krajach ościennych, a jeżeli jej nie ma, to doprowadzanie demokracji demokratycznymi metodami do kryzysu. Gospodarkę wolnorynkową osłabia się liberalizacją, przez koncentrację. To jest paradoks. Ale metoda jest skuteczna i będzie można nią destabilizować inne kraje ościenne.




DOSTĘP PREMIUM