Flota Czarnomorska będzie bronić Rosjan na Krymie? "Moskwa się nie zdecyduje. To byłaby wojna"

Na pogrążonym w protestach ukraińskim Krymie stacjonuje kilkanaście tysięcy żołnierzy i marynarzy Floty Czarnomorskiej. To ważny przyczółek Rosji w regionie, dlatego Moskwa będzie go bronić. Dlaczego i jak daleko się posunie?
Na Krymie nasilają się nastroje separatystyczne. - Wydarzenia na Ukrainie to przewrót, a Europejczycy, którzy do niego doprowadzili, powinni wiedzieć, że wojna dopiero się zaczyna - stwierdził Wadym Kołesniczenko, deputowany Partii Regionów obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza. Na ulice Sewastopola wyjechały rosyjskie transportery opancerzone. Będą bronić kluczowego dla Rosji portu wojennego na Morzu Czarnym.

"Krym był rosyjski. 60 proc. mieszkańców to Rosjanie"

Jak Rosjanie znaleźli się na ukraińskim Krymie? Napływali tam od XVIII wieku, kiedy Rosja odbiła półwysep z rąk Imperium Osmańskiego. Wtedy też zawiązano Flotę Czarnomorską, której główną bazą do dziś jest Sewastopol. - Nie wolno mówić, że Krym jest zrusyfikowany - wyjaśnia Anna Maria Dyner, analityk z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. - Krym był rosyjski. Powiedziałabym nawet, że był w ostatnich latach raczej "ukrainizowany", bo prawie 60 proc ludzi, którzy tam mieszkają, to etniczni Rosjanie - wyjaśnia. Półwysep trafił do Ukrainy dopiero w 1954 roku decyzją Nikity Chruszczowa jako dowód jedności narodów rosyjskiego i ukraińskiego.

Obecność Floty Czarnomorskiej była bardzo ważna dla Rosjan z Krymu. Sewastopol uważany jest wręcz za rosyjskie miasto, za które żołnierze Armii Czerwonej przelewali krew podczas II wojny światowej. Po rozpadzie ZSRR wynegocjowano podział floty między Ukrainę a Rosję (której przypadło niemal 80 proc. sił) oraz zachowanie bazy w autonomicznym Sewastopolu.

"Nie można tego nazwać kupą złomu"

Dziś jednak Flota Czarnomorska jest cieniem swej własnej potęgi. Jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku liczyła kilkaset okrętów, w tym kilkadziesiąt krążowników i niszczycieli. Obecnie we flocie służą dwa niszczyciele, dwie fregaty, flagowy krążownik rakietowy "Moskwa" oraz kilkadziesiąt mniejszych jednostek. Większość pamięta jeszcze lata 60. i 70., a rosyjskie media alarmowały kilka lat temu, że do 2015 roku we flocie nie pozostanie żaden wartościowy okręt zdolny do wyjścia w morze. - Nie można tego nazwać kupą złomu, ale są obawy, że z najważniejszych jednostek tylko krążownik "Moskwa" pozytywnie przejdzie kontrole planowane na 2020 rok. I to tylko po gruntownym remoncie - zaznacza Dyner.

Piotr Żochowski, analityk z Ośrodka Studiów Wschodnich, zaznacza jednak, że okręty Floty Czarnomorskiej mieszczą się nawet "powyżej rosyjskiej średniej". - To nie jest przestarzały lub niesprawny sprzęt. Flota jest dość mobilna, ostatnio część okrętów zabezpieczała igrzyska w Soczi - przypomina. I dodaje, że siły morskie są wciąż modernizowane.

- Rosja w ramach reformy Serdiukowa, która zakłada unowocześnienie rosyjskiej armii, ma plan nabywania jednostek dla Floty Czarnomorskiej - mówi Dyner. W ostatnich latach do służby trafiły jednak trzy mniejsze jednostki. W planach jest przekazanie nowoczesnego okrętu desantowego "Mistral" i sześciu nieatomowych okrętów podwodnych. - Przydałoby się więcej. Z założenia we flocie powinno być ok. 50 sprawnych jednostek, a nawet teraz Rosjanie mają tam 43 - wyjaśnia analityczka PISM.

Flota broni gazociągów i flankuje NATO

Okręty na Morzu Czarnym mają dla Rosjan spore znaczenie strategiczne. W rejonie znajduje się wiele prowincji o separatystycznych tendencjach. Flota Czarnomorska może zostać użyta do blokady określonych terenów lub bezpośredniego ataku. Tak stało się w 2008 roku, kiedy rosyjskie okręty wzięły udział w wojnie z Gruzją ze wspieranymi przez Moskwę Abchazją i Osetią Południową. Manewry Floty Czarnomorskiej były dla neutralnej Ukrainy sporym problemem. Na tyle dużym, że Wiktor Juszczenko, ówczesny ukraiński prezydent, kazał uzgadniać ruchy okrętów z Kijowem. Rosjanie jednak zupełnie zignorowali ten nakaz.

Dzięki Flocie Czarnomorskiej Rosjanie mogą też równoważyć w regionie obecność NATO, do którego należą przecież Bułgaria, Rumunia i, przede wszystkim, Turcja. Okręty są także bezpośrednim zabezpieczeniem interesów gospodarczych, bo - jak wskazują eksperci - wokół Morza Czarnego biegną gazociągi umożliwiające dywersyfikację dostaw ropy i gazu do Europy Zachodniej z rejonu Morza Kaspijskiego. Na dnie akwenu planowany jest także gazociąg South Stream, który pozwoli przesyłać rosyjski gaz do Europy z pominięciem Ukrainy.

"Oni sobie nie wyobrażają, że mogą opuścić Sewastopol"

Baza w Sewastopolu może także utrudniać Ukrainie wstąpienie do NATO, na czym zależy Moskwie. Kiedy jeszcze Juszczenko miał takie ambicje, planował wyrzucić Rosjan z Krymu. Flota Czarnomorska miała pozostać na Ukrainie do 2017 roku, jednak w 2010 roku Wiktor Janukowycz przedłużył umowę dotyczącą stacjonowania rosyjskich wojsk aż do 2042 roku za zniżki na gaz. W ukraińskim parlamencie debata nad dokumentem skończyła się jednak rękoczynami z użyciem świec dymnych i jajek.

Świadomi możliwych dalszych napięć ze stroną ukraińską, Rosjanie zaczęli rozbudowywać bazę na własnym terytorium, w Noworosyjsku. Anna Maria Dyner zaznacza jednak, że nawet po zakończeniu prac nie będzie ona mogła przyjąć całej Floty Czarnomorskiej. - Noworosyjsk ma o wiele gorsze warunki sztormowe. Okręty nie są w stanie przez cały rok wchodzić i wychodzić z portu. Bez Sewastopola obecność Rosji w akwenie Morza Czarnego bardzo się ogranicza - mówi. - Rosjanie nie zamierzali przenieść się do Noworosyjska, traktują go jako bazę uzupełniającą. Oni sobie nie wyobrażają, że mogą opuścić Sewastopol - dodaje Żochowski.

Obrona bazy w Sewastopolu będzie dla Moskwy tym łatwiejsza, że zapewnia ona nawet 100 tys. miejsc pracy w regionie. Oprócz okrętów na półwyspie stacjonuje kilkanaście tysięcy żołnierzy i marynarzy, wojska rakietowe i lotnictwo. A rosyjskie bandery w sewastopolskim porcie sprawiają, że Rosjanie czują się na Krymie pewniej. - Jeśli pomyślimy, że armia jest jednym z symboli rosyjskiej potęgi, to jest o co zabiegać - zaznacza Dyner. - Jeśli myślimy, że Rosja kontynuuje politykę powrotu do statusu mocarstwa, jednym z jej elementów jest reforma armii. Jeśli warto było pompować w Ukrainę 15 mld dolarów za nic, tylko dla realizacji idei euroazjatyckiej wspólnoty gospodarczej, tym bardziej warto jest bronić Floty Czarnomorskiej - tłumaczy.

"Nie można rozważać klasycznego rozwiązania siłowego"

W poprzednich latach rosyjscy politycy otwarcie kwestionowali przynależność Krymu do Ukrainy. Dyner wątpi jednak w oderwanie półwyspu. - Krymskie władze nie mówią o odrywaniu, ale powrocie do konstytucji z 1992 roku, kiedy Krym miał jeszcze większą autonomię - zaznacza.

Spokojny jest także Żochowski. Bagatelizuje informacje o ciężkim sprzęcie na ulicach Sewastopola. - Nie można rozważać klasycznego rozwiązania siłowego, bo byłby to de facto stan wojny z Ukrainą. Rosjanie w propagandzie siłowej mówią, że Flota Czarnomorska może stanąć w obronie ludności rosyjskojęzycznej. To powoduje duże napięcie wśród obserwatorów. Rosja jednak nie zdecyduje się na taki krok. Ale liczy, że destabilizacja na Ukrainie może się dzięki temu powiększyć - wskazuje analityk. - Rada Najwyższa nie wysłała jeszcze ani jednego sygnału, że myśli o rewidowaniu umowy w sprawie Sewastopola. To podstawa relacji ukraińsko-rosyjskich - dodaje.

Jego zdaniem Rosji zależy na maksymalnie głębokiej autonomii Krymu, który mógłby nawet prowadzić własną politykę zagraniczną. Wówczas łatwiej byłoby zagwarantować dalszą obecność rosyjskich wojsk w regionie.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM