Dwa lata po upadku biura Sky Club wypłacono pierwsze odszkodowania. Najmniej stracili ci, którzy skorzystali z last minute

Ci, którzy skorzystali z promocji i umowę ze Sky Club na wakacyjną podróż podpisali najwcześniej, w listopadzie czy grudniu - stracili najwięcej. Biuro Sky Club (w tym przejęta Triada) - w wakacje 2012 roku ogłosiło niewypłacalność. Odszkodowania do klientów trafiły dopiero teraz.
Wakacje 2012 trwają w najlepsze. Turyści, którzy wyjechali na wymarzone wczasy czy wycieczkę z biurem podróży Sky Club (w tym ci, którzy pierwotnie podpisywali umowy z Triadą, a potem aneksy ze Sky Clubem), są w 10 krajach, m.in. Hiszpanii, Grecji, Turcji, Egipcie, a nawet na Kubie. Niektórzy na podróż marzeń zbierali przez kilka lat, inni przez cały rok odkładali pieniądze z comiesięcznych pensji. Duża część turystów wpłaciła całość opłaty, niektórzy nawet po 20 tys. zł.

Informacja o problemach biura podróży, a w końcu także o jego niewypłacalności, spada na nich jak grom z jasnego nieba.

- Mieliśmy za kilka dni wylatywać, wpłaciliśmy wszystko, a tu taka informacja. To był szok. Wydawało się, że to takie duże, renomowane biuro - mówi nam pan Zbigniew.

Biuro przestaje działać, nikt nie odbiera telefonów - zaczyna się ściąganie turystów z zagranicy, a całą akcję koordynuje Mazowiecki Urząd Marszałkowski. Trzeba m.in. sprowadzić turystów do Polski. - To nie była pierwsza niewypłacalność biura z terenu naszego województwa, ale po raz pierwszy mieliśmy do czynienia z klientami w tak odległym kraju jak Kuba - mówi dyrektor Izabela Stelmańska z Departamentu Kultury, Promocji i Turystyki Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego.

"Tak chciałam zobaczyć Lizbonę"

Pani Maria* miała jechać z mężem do Portugalii. - Byliśmy wcześniej z Triadą na sześciu wycieczkach, zawsze zadowoleni, bez zarzutu. To miała być siódma podróż, dwutygodniowa: tydzień wycieczki i tydzień wczasów. Strasznie chcieliśmy zobaczyć Lizbonę, ale też inne miasta i regiony - mówi nasza słuchaczka.

Wycieczkę, dla dwóch osób, zarezerwowali jeszcze w październiku 2011 roku. Na początku wpłacili około 2 tys. zł, tuż przed wyjazdem zaplanowanym na 7 sierpnia przelali na konto biura resztę pieniędzy, w sumie za dwie osoby prawie 9 tys. zł. Ostatecznie na wycieczkę nie wyjechali - dziś odzyskali tylko nieco ponad 3 tys.

Na wypłaty za wczasy, których nie było, czekali prawie półtora roku

Na wypłatę odszkodowania z gwarancji ubezpieczeniowej turyści czekali prawie półtora roku. Procedura była długa, bo zgodnie z przepisami najpierw był rok na składanie wniosków, a potem każdy wniosek trzeba było szczegółowo przeanalizować.

Niektórzy pisali do urzędu z prośbą o przyspieszenie wypłaty, nie wiedząc o tym, że nawet przy dobrej woli urzędników prawo i tak na to nie pozwala.

Ale listy były pełne emocji. - Pisały osoby starsze, które latami odkładały swoje oszczędności i chciały przynajmniej raz w życiu wyjechać za granicę - opowiada dyrektor Stelmańska. Były listy od osób, które w międzyczasie ciężko zachorowały, potrzebowały pieniędzy na leczenie i bardzo liczyły na gotówkę od ubezpieczyciela biura podróży. - Niestety, nie mogliśmy tych wypłat przyspieszyć, bo zapisy ustawowe jasno mówią, że jest rok od ogłoszenia niewypłacalności na składanie roszczeń - wyjaśnia szefowa Departamentu Turystyki. 

"Ukarano nas za to, że zdecydowaliśmy się jako jedni z pierwszych"

Nasza słuchaczka, pani Maria, mimo że podpisała umowę jako jedna z pierwszych (w październiku 2011 r.), ostatecznie - w ramach zwrotu - dostała bardzo niewiele. O wiele mniej niż ci, którzy np. wykupili ofertę last minute. - Czujemy się oszukani, to skandaliczne. My dostaliśmy nieco ponad 30 proc. wpłaconej kwoty, a oni 70 - denerwuje się.

Nie rozumie, jak tak jawna niesprawiedliwość może być zgodna z prawem. - To tak, jakby nas ukarano za to, że zdecydowaliśmy się podpisać umowę jako jedni z pierwszych - mówi.

Jak to możliwe, że gwarancję podzielono w taki, a nie inny sposób?

Alicja Hamkało, rzecznik Towarzystwa Ubezpieczeń Europa, w którym Sky Club był ubezpieczony, odmówiła udziału w audycji TOK FM i rozmowy na ten temat. - Nasza rola polega na podziale środków i ich sprawnej wypłacie. Nie komentujemy upadków biur podróży i wynikających z tego trudności dla klientów - napisała nam w mailu.

Ubezpieczyciel rozmawia niechętnie

Przesłała też wyjaśnienia na piśmie. Wynika z nich, że Sky Club miał dwie gwarancje ubezpieczeniowe: pierwszą niższą na kwotę 17,5 miliona złotych i drugą, wyższą, ale obowiązującą dopiero od lutego 2012 roku - na 25 milionów. To z tego powodu klienci biura przy wypłacie odszkodowań zostali podzieleni: na tych, którzy podpisywali umowy na wyjazd w czasie, gdy obowiązywała pierwsza gwarancja, i na tych, którzy - korzystniej dla siebie - "załapali" się na gwarancję drugą.

- Rozmawialiśmy niejednokrotnie z ubezpieczycielem, aby wszyscy klienci dostali takie same wypłaty i byli potraktowani równo - mówi dyrektor Stelmańska z Urzędu Marszałkowskiego. Ale jak dodaje, nie było na to zgody. - Niestety, biorąc pod uwagę zapisy gwarancji ubezpieczeniowych, które jasno mówią o tym, że obejmują umowy podpisane w konkretnym czasie, nie było możliwości, aby inaczej postąpić - dodaje Stelmańska.

Urzędnicy przyznają, że również ich zdaniem nie był to jednak podział sprawiedliwy.

W ramach wypłaty środków z gwarancji (25 milionów) zabezpieczono 7,2 tys. roszczeń. Chodziło najpierw o sprowadzenie turystów do Polski, potem o wypłatę środków za niezrealizowane imprezy. Były pojedyncze przypadki, że wypłaty odmówiono, np. wtedy, gdy ktoś nie był w stanie udowodnić, że wpłacił w biurze podróży jakiekolwiek pieniądze. Gotówki nie odzyskali też agenci (pośrednicy), którzy sprzedawali wczasy ze Sky Clubem czy Triadą.

Iść do sądu? Odwoływać się? Chyba nie warto

Turyści, którzy czują się zawiedzeni takim, a nie innym podziałem środków, praktycznie nic nie mogą z tym faktem zrobić. Jak mówi dyrektor Stelmańska, nie ma odwołania od tej decyzji. Teoretycznie można byłoby pójść do sądu z pozwem przeciwko organizatorowi wyjazdu. Tyle że szanse na odzyskanie pieniędzy są niewielkie. Sky Club walczył przed sądem o ogłoszenie upadłości, ale do dziś jej nie uzyskał. - Jak się dowiedzieliśmy z zapisów sądowych, nie było nawet wystarczających środków na zabezpieczenie samej procedury upadłościowej - dodaje pani dyrektor.

Urzędnicy: Przepisy trzeba zmienić

Urzędnicy marszałka z Mazowsza, nauczeni smutnymi doświadczeniami z niewypłacalnością tak dużego biura podróży, wnosili o zmianę przepisów. - Gwarancja ubezpieczeniowa jest przypisana do daty podpisania umowy o świadczenie imprezy turystycznej. A naszym zdaniem powinien się liczyć termin realizacji umowy, termin wyjazdu. Wtedy także ci, którzy wpłacili pieniądze wcześniej, mogliby liczyć na wyższe kwoty. Ale to wymaga zmiany ustawowej - mówi Stelmańska. Do dziś nic takiego się nie stało.

Czego nauczył nas upadek Sky Clubu?

Doszło do niewielkich zmian w prawie. - Zwiększone zostały gwarancje głównie dla tych biur, które rozpoczynają swoją działalność. I zmienił się sposób naliczania gwarancji - mówi dyrektor Stelmańska. Ale jak dodaje, w sytuacji niewypłacalności to może nie wystarczyć. - Jako samorząd województwa zwracamy uwagę na to, że należy zastanowić się nad całkowitą zmianą systemu zabezpieczeń dla klientów - mówi Stelmańska.

Urzędnicy proponują, by utworzyć specjalny fundusz gwarancyjny, w którym byłyby dodatkowe środki na wypłaty dla turystów. Bo z jednej strony w Polsce mamy ustawę o usługach turystycznych, która mówi, że klient powinien otrzymać 100 procent zwrotu wpłaconej kwoty, z drugiej zaś - gwarancje ubezpieczeniowe niejednokrotnie nie są w stanie tych roszczeń pokryć. Czyli przepisy sobie, życie sobie. Na razie jednak zmian w tym zakresie nie widać.

*Imię na prośbę naszej rozmówczyni zostało zmienione.

DOSTĘP PREMIUM