''Za miraż wygrania różowej kosmetyczki oddajemy wartościowe informacje o sobie. To do nas wróci za 20, 30 lat...''

Nie wiemy, co dzieje się z naszymi danymi, jeśli bezrefleksyjnie pozwolimy na ich marketingowe wykorzystanie przez różne instytucje. Za miraż wygrania różowej kosmetyczki czy wycieczki oddajemy wartościowe i intymne informacje. To może do nas wrócić za 20, 30 lat... - mówiła w TOK FM prof. Irena Lipowicz, rzecznik praw obywatelskich.
Trybunał Konstytucyjny - na wniosek RPO - sprawdza zasadność dostępu służb specjalnych do danych telekomunikacyjnych. - Rozstrzygnięcie to na długie lata zdecyduje o kształcie naszej wolności w sferze elektronicznej i komunikacyjnej - mówiła w TOK FM Irena Lipowicz, rzecznik praw obywatelskich.

- Nie wszyscy mają świadomość, że ich poruszanie się po np. galerii handlowej jest śledzone. Do jakich sklepów wchodzi, jak często, jak długo w nich przebywa. To są cenne dane osobowe, którymi można handlować. To samo jest w kawiarni, w której pijemy poranną kawę i korzystamy z wifi, również jesteśmy śledzeni. Te dane są wykorzystywane - mówiła Lipowicz w programie OFF Czarek.

- To, co nam się wydaje za darmo, wcale takie nie jest - dodał prowadzący audycję OFF Czarek Cezary Łasiczka. - To transakcja: ktoś nam daje rozrywkę, treść, a Ty mi oddajesz wiedzę o sobie i swoich nawykach zakupowych i realizowanych. Tylko jedna ze stron nie wie, jak jest naprawdę.

- To jak odcinanie palca. Tylko tego nie widzimy i nie czujemy bólu - dodała Irena Lipowicz. - Za miraż wygrania różowej kosmetyczki czy wycieczki oddajemy wartościowe i intymne informacje. Nie ma w sieci rzeczy za darmo. Informacje o nas mogą iść bardzo głęboko. A cała sfera komercyjna jest u nas kiepsko uregulowana - powiedziała RPO.

"Proszę uważać na ten mały kwadracik"

- Mam prośbę do słuchaczy. Z wielkim wysiłkiem udało się przeprowadzić zasadę, że trzeba osobno udzielić zgody na obrót naszymi danymi osobowymi. Proszę nie lekceważyć tego kwadracika [chodzi o akceptację na marketingowe wykorzystanie danych. Okienko pojawia się przy zakładaniu różnych kont internetowych - red.]. On może was w życiu dużo kosztować. Po wielu latach może wyrządzić krzywdę, bo danymi się handluje. Proszę być ostrożnym - apelowała RPO.

- Powinniśmy budować rozsądne tamy na rzece informacji. Łączenie danych medycznych i szkolnych może doprowadzić do sytuacji, że ktoś będzie wiedział, że w rodzinie jest skłonność do zachorowań na raka i nie będzie chciał dać kredytu. Wiele może wychodzić po 20-30 latach - mówiła prof. Lipowicz. Dodała jednak, że łączenie niektórych danych sprzyja lepszemu administrowaniu, ale nie powinno ono stawać się molochem informacyjnym.

Prywatność nie istnieje? Trzeba to sobie uświadomić

- Tylko my jedyni w Europie chwalimy się tym, że podglądamy swoich obywateli. Przy wjeździe do naszych miast jest napis "miasto monitorowane". Cudzoziemców to dziwi. Zagranicą pisze się np. "miasto nowych technologii". Robiliśmy konferencję, z której wynikało, że wszechobecność monitoringu nie wpływa bardzo korzystnie na poziom bezpieczeństwa. Wszechobecne kamery dają nam złudne poczucie bezpieczeństwa. Dodatkowo nie wiemy, jaki wpływ na człowieka ma świadomość, że jest nieustannie nagrywany. Sens ma monitorowanie okolic dworców, lotnisk czy ciemnych zaułków. Z kolei dewastujące jest monitorowanie dzieci w szkołach i przedszkolach. Wpływa na sztuczność zachowania, nie tylko dzieci, ale i opiekunów. Dodatkowo zamieszczamy zdjęcia dzieci w internecie. Do nich mogą mieć dostęp pedofile. Ten wątek nie pojawia się w dyskusji.

RPO zwróciła uwagę na testy genetyczne (np. popularne w sieci "testy na ojcostwo"). - Nie wiemy, kto robi te badania i czy w ogóle je robi. Nie wiemy też np., przez kogo dane o naszych chorobach są przechowywane, jak długo i co się z nimi stanie. - To się dzieje teraz i jest bardzo niebezpieczne - powiedziała prof. Lipowicz.

Dodała też, że złudne jest myślenie "jestem uczciwym człowiekiem, działam zgodnie z prawem, nie zamieszczam na Facebooku strasznych rzeczy... Co mnie to obchodzi, czy sklepy albo służby coś gromadzą?". - To może dotknąć nie tylko nas, ale również nasze dzieci - stwierdziła.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM