"Mam uzupełnić skargę o 1779 jej poświadczonych odpisów". Mieszkańcy Michałowic się skarżą: sąd utrudnia nam walkę o domy

Jak uprzykrzyć życie ludziom, którzy przed sądem chcą dochodzić swoich praw? Mieszkańcy Michałowic byli mocno zaskoczeni, gdy dostali informację z sądu, że aby zaskarżyć pewną decyzję - muszą dołączyć do niej ponad 1700 odpisów swojej skargi. Bo tyle jest stron postępowania. - To jakiś absurd - mówią mieszkańcy. - Odpowiedź z sądu rozwiała moje złudzenia, że żyjemy w normalnym kraju - napisał do nas pan Adam z Michałowic.
O Michałowicach pisaliśmy już kilka miesięcy temu.

Mieszkańcy tej gminy pod Warszawą, podobnie jak gminy Raszyn, praktycznie z dnia na dzień dowiedzieli się, że ich działki i domy stoją na ziemi, która wiele lat temu należała do Barbary Grocholskiej i jej rodziny. Ziemia została jej bezprawnie odebrana tuż po wojnie, na mocy dekretu PKWN o przeprowadzeniu reformy rolnej. Ostateczną decyzję o utracie ziem podjęli w 1948 roku minister rolnictwa i wojewoda warszawski. Barbara Grocholska chciała swoją własność odzyskać, walczyła przez lata, ale nic z tego nie wyszło - teraz o prawdę walczą jej spadkobiercy.

"Nieważność rozstrzygnięć sprzed lat"

Kluczowa dla sprawy jest decyzja ministra rolnictwa z grudnia ub.r. Minister stwierdził nieważność rozstrzygnięć sprzed lat. - Boimy się, że to otwiera drogę spadkobiercom do ubiegania się o zwrot swojej własności w naturze, że będą chcieli zabrać nam domy czy działki, wpisać się do naszych ksiąg wieczystych - mówią mieszkańcy. Spadkobiercy rzeczywiście się pojawili, byli m.in. na spotkaniu z mieszkańcami.

Gmina też nie zgadza się z decyzją ministra rolnictwa - złożyła skargę w sądzie.

Jedną ze stron postępowania jest gmina Michałowice. Podobnie jak mieszkańcy, także i wójt Krzysztof Grabka ma wiele wątpliwości i z decyzją ministra rolnictwa się nie zgadza. Gmina, podobnie jak mieszkańcy, postanowiła decyzję ministra zaskarżyć do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

I tu zaczęły się schody - dla gminy były "do przeskoczenia", ale dla mieszkańców - już niekoniecznie. - Zażądano od nas prawie dwóch tysięcy odpisów każdej skargi, czyli każda osoba ma dostarczyć po dwa tysiące dokumentów do sądu. A jak ktoś ma załączniki do swojej skargi, na przykład jakieś akty własności, to będzie tych papierów jeszcze więcej - mówią ludzie. I pytają, kto to wymyślił? - Przecież tu jawnie chodzi o to, aby nas po prostu zniechęcić. Tu jest część osób starszych, nikt nie wyłoży pieniędzy na dwa tysiące odpisów, to są na pewno duże koszty - mówi pani Anna.

"Koszty przerzucania tonami papierów przez sąd ponoszą podatnicy"

Pan Adam, słuchacz TOK FM, swoją skargę do sądu wysłał i dostał odpowiedź. Ma uzupełnić skargę o 1779 jej poświadczonych odpisów oraz wszystkich załączników w ciągu 7 dni. Tak samo zostali potraktowani inni mieszkańcy. Pan Adam ostatecznie zrezygnował. - Po pierwsze koszty, a po drugie fizycznie było to nie do wykonania. Na dostarczenie tych odpisów sąd dał mi tylko 7 dni - mówi. I dodaje, że wygląda na to, iż zwykły obywatel nie ma większych szans w starciu z urzędnikami. - Jeszcze bardziej bulwersujące jest, że koszty przerzucania tonami papierów przez sąd, które szacuje się na 50 tys. zł, ponoszą podatnicy - mówi nasz rozmówca.

Gmina mogła sobie pozwolić na zamówienie wydruków w drukarni.

Gmina z dołączenia odpisów do swojej skargi nie zrezygnowała. - Zamówiliśmy druk tych odpisów w drukarni - mówi wójt. Przyznaje, że jak na razie wydruk kosztował gminę kilka tysięcy złotych. Zatrudniono też kancelarię prawną, specjalnie do tej sprawy. Wójt, razem z wójtem Raszyna, był nawet u prezesa WSA w Warszawie. Dowiedzieli się, że kwestii dołączanych odpisów nie da się "przeskoczyć", bo takie są przepisy - chodzi o jedną z uchwał NSA. - Ta uchwała spowodowała, że niestety zamknięta została furtka do jakichkolwiek udogodnień - mówi Grabka.

Problem, i to niemały, ma też sąd

Wysłaliśmy do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie pytania dotyczące Michałowic. Sąd potwierdził nam, że rzeczywiście zgodnie z uchwałą Naczelnego Sądu Administracyjnego z 18 grudnia 2013 roku niedołączenie przez skarżącego wymaganej liczby odpisów skargi i załączników jest brakiem formalnym skargi, uniemożliwiającym nadanie jej prawidłowego biegu.

Całe postępowanie w sprawie Michałowic również dla sądu będzie bardzo kosztowne, bo wszystkie odpisy (na dziś nie wiadomo, ile osób ostatecznie zdecyduje się na złożenie skargi z odpisami) trzeba będzie rozesłać do stron. - Sąd bierze oczywiście pod uwagę kalkulację kosztów, jednakże względy ekonomiczne nie mogą prowadzić do naruszenia obowiązującej procedury - poinformowała nas sędzia Joanna Kube, przewodnicząca Wydziału Informacji WSA w Warszawie. Aby koszty zniwelować (chodzi o wysyłanie listów), sąd zawarł umowę-zlecenie z jednym ze swoich pracowników. Osoba ta osobiście doręcza stronom wezwania do uzupełnienia braków formalnych.

Czy były podobne sprawy w przeszłości, gdzie aż tyle osób walczyło o swoje? Warszawski WSA podaje, że jest sprawa dotycząca stwierdzenia nieważności decyzji Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego, gdzie występuje 300 osób. Ale ponad 1700? To ogromna liczba - może być problem również z salą rozpraw. Choć - oczywiście - na razie nie wiadomo, ilu uczestników zostanie ostatecznie wezwanych na rozprawę, bo nie wiadomo, ile będzie skarg na decyzję ministra rolnictwa w sprawie Michałowic. - Należy również podkreślić, że stawiennictwo na rozprawę przed sądami jest nieobowiązkowe - informuje sędzia Joanna Kube.

DOSTĘP PREMIUM