Bibliotekarka, informatyk, filozof. Rodzice, którzy czekając na dzieci robią teatr. "Syn zareagował spokojnie"

Rodzice dzieci uczęszczających na zajęcia teatralne do jednego z domów kultury w Lublinie nie wiedzieli, co ze sobą robić. Jedni czekali na dzieci na korytarzu, inni jeździli na zakupy, jeszcze inni wracali do domu. Któregoś dnia ktoś rzucił pomysł: "A może zrobimy teatr"? Podłapali. Powstał prawdziwy spektakl - "Jaś i Małgosia". Co więcej, na jednym się nie skończy.
W roli Małgosi: Anita Łucjan-Kowalska, na co dzień pracownik w fundacji, zajmuje się funduszami unijnymi.

Zaczęło się od tego, że mój syn chodził tutaj do Domu Kultury Węglin na zajęcia teatralne, trochę mu pozazdrościłam. I rzeczywiście było tak, że jak go przywoziłam na zajęcia, nie miałam co ze sobą zrobić. Raz jechałam na zakupy, innym razem siedziałam i coś czytałam. Kiedy pojawiła się możliwość, abym w tym samym czasie mogła mieć swoje zajęcia teatralne, coś się we mnie odezwało i byłam pewna, że bardzo chcę wziąć w tym udział.

Miałam już wcześniej doświadczenia teatralne, bo jak mój młodszy syn chodził do przedszkola, to jako rodzice dwa razy przygotowywaliśmy przedstawienia. I tutaj w domu kultury to była taka jakby kontynuacja.

Syn zareagował spokojnie - nie było euforii, ale nie było też głosów "Mamo, proszę się, nie rób tego, bo będzie wstyd". Co więcej, jak oboje uczyliśmy się roli do swoich przedstawień, to też było ciekawe - ja przepytywałam jego, a on mnie. To nas na pewno zbliżyło, razem przygotowywaliśmy się do swoich premier.

Reżyseria: Bogusław Byrski, na co dzień profesjonalny aktor w Teatrze Andersena w Lublinie.

Robiliśmy tutaj w Domu Kultury warsztaty z dziećmi i któregoś dnia padło pytanie, czy nie chcielibyśmy poprowadzić warsztatów dla rodziców. Zgodziłem się. Spotykaliśmy się z rodzicami raz w tygodniu, wieczorami. Szukaliśmy materiału, który moglibyśmy wystawić na scenie.

I zrodził się pomysł, by przygotować bajkę dla dzieci - znaleźliśmy ciekawą adaptację "Jasia i Małgosi". Główni bohaterowie znajdują domek Baby Jagi - na samym końcu okazuje się, że ten domek jest fabryką cukierków. I nie ma wilka, tylko jest pies.

Zawsze kiedy dostaję grupę, która z teatrem nie ma nic wspólnego, szukam klucza, według którego moglibyśmy popracować razem i który ich rozwinie na scenie. Mniej dbam o końcowy efekt, bo warsztaty teatralne są po to, aby się rozwinąć.

W podwójnej roli - mamy Jasia i Małgosi oraz w roli szyszki: Agata Szymaniak, na co dzień bibliotekarka w bibliotece na KUL i redaktorka w wydawnictwie naukowym.

Mój syn ma 9 lat. Gdy uczyłam się roli, bywało, że mnie poprawiał "Mamo, ale tam było co innego". A ja mu tłumaczyłam, że my trochę przerobiliśmy scenariusz.

Dla mnie największym problemem był śpiew. Od razu zastrzegłam, że o śpiewaniu u mnie nie ma mowy. Ale ostatecznie wyszło tak, że śpiewamy wszyscy, poszczególne zwrotki, a mnie się trafiła cała piosenka. To był stres straszny, bo wiem, że nie umiem śpiewać, fałszuję, nie mam słuchu. A syn mi ciągle powtarzał "Mamo, dasz radę". I ja śpiewałam w domu, napuszczałam wodę do wanny i śpiewałam. Dałam radę.

Co mi dawały próby? Mogłam się odstresować. Jak z koleżanką wracałyśmy po próbie, dzieci siedziały z tyłu i śpiewaliśmy wszyscy te nasze piosenki. To musiało na pewno zabawnie wyglądać dla innych kierowców (śmiech).

W roli Jasia: Mirella Nawracała-Urban, na co dzień filozof i bibliotekarz.

Nie wahałam się ani chwili, czy chcę zagrać. Między nami, dorosłymi nie było walki o role. Jakoś tak, zaczęliśmy czytać i każdy zadeklarował, że weźmie jedną albo drugą postać. Ostatecznie one się do nas przytuliły i pokochaliśmy swoje postacie.

Dzieci są dla rodziców całym światem, poświęcamy im dużo czasu, ale w którymś momencie one się usamodzielniają. Ja mam 13-letnią córkę, ona już wybiera towarzystwo przyjaciół, a ja też chcę coś robić. Ludzie mają różne zainteresowania - ja postanowiłam realizować swoje marzenia. Trzeba się przełamać i powiedzieć sobie: tak, chcę to zrobić, chcę poświęcić swój czas. Pamiętajmy, że nieumyty talerz nam nie ucieknie, on poczeka - a my w tym czasie dowartościowujemy siebie i jesteśmy po prostu bardziej szczęśliwi.

W roli wilka Katarzyna Łukasiuk, na co dzień informatyk, zajmujący się systemami komputerowymi.

Zgłosiłam się ostatnia i dostałam rolę wilka. Nie ukrywam, że trochę się wahałam, czy chcę być tym wilkiem. Trudno mi było rozpoznać, jaki ten wilk naprawdę jest, bo przecież wilk tutaj okazuje się psem. Zastanawiałam się, czy on ma być straszny czy może zabawny. Okazało się, że dzieciom się spodobał. Moje dzieci też stwierdziły, że wcale nie byłam taka straszna.

Czym dla mnie są te zajęcia? Odskocznią, oderwaniem od rzeczywistości, dobrą zabawa. Reżyser wprowadził nam bardzo fajną, wesołą atmosferę. Taka dawka śmiechu była mi naprawdę potrzebna.

Reżyser.

Jak bardzo spektakl, który powstał różni się od tych moich pierwszych zamierzeń i planów? Zostało tak naprawdę tylko to, że jest "Jaś i Małgosia" (śmiech), bo bardzo dużo się zmieniło. Pomysł był początkowo taki, by zrobić przedstawienie w klimacie PRL, ale nasze próby nie zmierzały w tym kierunku, więc zaczęliśmy szukać czegoś innego. Zleciliśmy skomponowanie muzyki, ale powstała muzyka nie taka jak chcieliśmy. Więc znów musieliśmy trochę zmienić. I powstał spektakl. Dużo dyskutowaliśmy, rodzice też przychodzili na próby i dodawali swoje pomysły.

Nie ukrywam, że jak się robi takie przedstawienie, to myśli się o nim nie tylko na zajęciach, ale także i po, i przed nimi, i w nocy: jaki detal dodać, co mogłoby być ciekawsze. Tak naprawdę, dokładałem do ostatniej próby przed premierą.

Aktorzy są ubrani na czarno, nie mamy jakichś szczególnych strojów. Scenografia? Na scenie stoi sześć białych krzeseł, rozkładanych, z których budujemy domek czarownicy, więzienie, a na ścianie "rzucane" są obrazki z miejsca, w którym akurat dzieje się akcja.

Rodzice na pewno zyskali większą pewność siebie. Oni nie do końca wierzyli, że są w stanie to zagrać. Ale poczuli, że spotkanie z publicznością to naprawdę coś fajnego. A dziś rozmawiamy o kolejnym przedstawieniu, tym razem dla dorosłych.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Skomentuj:
Bibliotekarka, informatyk, filozof. Rodzice, którzy czekając na dzieci robią teatr. "Syn zareagował spokojnie"
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX