Nie brałeś kredytów, a masz je spłacać. Jak się chronić przed oszustami? Czy to w ogóle możliwe?

Słuchaczka TOK FM z Warszawy dostała wezwania do zapłaty, choć nigdy nie brała żadnych pożyczek. Okazało się, że ktoś założył na jej imię i nazwisko, korzystając z jej danych osobowych, konta w bankach. A to ułatwiło mu wzięcie pożyczek z firm "chwilówkowych".
Historię pani Paulinyopisywaliśmy niedawno. Wystarczyło, że z konta - niby należącego do naszej słuchaczki - oszust przelał na konto "chwilówkowe" 1 grosz i dostał kwotę, a w zasadzie kwoty, o które prosił. Dlaczego oszuści mają tak łatwo? Jak możemy się przed nimi chronić? M.in. o tym w rozmowie z Markiem Bosakiem, dyrektorem do spraw komunikacji w jednej z firm pożyczkowych, firmie Vivus.

Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM: Rozmawiamy o działalności firm pożyczkowych - chodzi o tak zwane "chwilówki". Jedna z naszych słuchaczek padła ofiarą oszustów. Panie Marku, działalność oszustów to wasz problem codzienny w firmach pożyczkowych?

Marek Bosak: Tak, to jest problem, który powstał w momencie, gdy technologia i administracja nie dogoniły rozwoju biznesu online. I firmy pożyczkowe, udzielające kredytów m.in. przez internet, zostały zaatakowane przez przestępców. A przestępcy bazują na rachunkach, zakładanych na wyłudzone dane osobowe. I to, rzeczywiście, jest dla nas już problem codzienny. Tylko w naszej firmie miesięcznie dochodzi do około tysiąca prób wyłudzenia pożyczki i kilkudziesięciu rzeczywistych wyłudzeń. Walczymy z tym m.in. w ramach Związku Firm Pożyczkowych. W tej chwili tworzymy nawet wspólną bazę, w której będziemy mogli dokładniej sprawdzać klientów.

Ale co tu jest problemem? Czego brakuje w przepisach, w prawie? Wy jako firma pożyczkowa, gdy dostajecie taki 1-groszowy przelew z banku, przelew służący do weryfikacji danych klienta, który ubiega się u was o pożyczkę - nie możecie w sposób precyzyjny sprawdzić danych takiego pożyczkobiorcy?

- Nie, nie możemy. Oczywiście sprawdzamy czy numer PESEL jest prawidłowy, ale przestępcy wiedzą, jak to obejść. No, chyba że dana osoba jest zarejestrowana w BIK, co oznacza, że brała kredyt w banku, wtedy mamy więcej możliwości weryfikacji danych. Niestety, w Polsce nie ma dostępu do systemu PESEL-2, który jest tworzony. Od dłuższego czasu dostajemy informację, że już lada moment będzie się można do niego testowo podłączyć, ale na razie to wciąż nie działa.

Co to za system? Co miałby dać?

- To jest system, który jest już w wielu krajach. Można w nim weryfikować tak elementarne dane, jak zgodność imienia, nazwiska, adresu i PESEL-u danej osoby. I taką zgodność mogłaby sprawdzać instytucja, która wcześniej wykaże swój interes w takiej weryfikacji, czyli np. firma pożyczkowa. Chodzi o to, aby dowód osobisty nie był jedynym i wystarczającym narzędziem do uzyskania danych i w efekcie do popełnienia przestępstwa.

Mówi pan o tym, że prób wyłudzeń jest wiele. Zaczyna się od tego, że oszust - który ma nasze dane - zakłada na nie konto w banku. Robi to wirtualnie, przez internet, bezproblemowo. Problemem są tu nasze dane...

- Tak, dokładnie. Dane wyłudzone. Standardowy model - tak można powiedzieć - wyłudzania danych wygląda w ten sposób, że gdzieś w sieci trafiamy na ogłoszenie o pracę. To jest zazwyczaj praca zdalna, prosta, rzekomo dobrze płatna. Oszust, oferujący taką pracę, prosi nas o dane osobowe. Wysyłamy je, a on - dla ich weryfikacji - domaga się jeszcze przelania drobnej kwoty z naszego rachunku osobistego, w celu weryfikacji konta do wypłaty. Tyle tylko, że w tym momencie, przelewając np. złotówkę, potwierdzamy otwarcie kolejnego rachunku na nasze dane, w ogóle o takim koncie nie wiedząc. A stajemy się "właścicielem" takiego rachunku.

Czyli oszust otwiera konto na nas, konto do brania pożyczek?

- Tak, i przestępca może to zrobić w dziesięciu bankach. Założyć na nas konta, o których my - rzekomi właściciele - nie mamy pojęcia. I dowiadujemy się o takim koncie dopiero, gdy dostajemy pismo z firmy pożyczkowej, że mamy jakiś dług. A trzeba wiedzieć, że często zanim dostaniemy jakąś informację, mija wiele miesięcy od tego - rzekomego - zaciągnięcia pożyczki.

To jest tak, że do branży firm "chwilówkowych" są zastrzeżenia i to niemałe. Ma je m.in. UOKiK. Ale w przypadku naszej słuchaczki, która dowiedziała się, że ma do spłaty jakieś pożyczki - wszystko zaczęło się od banku. To bank założył "jej" konto, przez internet, weryfikowane przelewem. I to bank uznał, że jak taki przelew z konta rzekomo należącego do niej został dokonany, to znaczy, że jej dane są poprawne i zweryfikowane.

- Nie powinno tak być, tożsamość klienta powinna być dokładnie zweryfikowana. Podstawowa zasada bankowości brzmi Know Your Customer, czyli jest to procedura dochowania należytej staranności przy identyfikowaniu swoich klientów.

No dobrze, ale czy jest w ogóle sposób, by przed takimi oszustami, którzy bez naszej wiedzy zakładają na nas konta - jakoś się uchronić?

- Do końca nie, bo nasze dane mogą zostać ukradzione w różnych miejscach. Ale jesteśmy w stanie znacznie ograniczyć takie ryzyko. Na przykład: teraz mamy okres wakacyjny, to, co powtarza się nagminnie, to taka "ludowa" procedura zostawiania swojego dowodu osobistego przy dowolnej okazji. Chcemy wypożyczyć łódkę czy kajak nad jeziorem, wymaga się od nas zostawienia dowodu. Albo ktoś nasz dowód kseruje. Radzę się na to nie godzić. Zostawmy już lepiej na przykład prawo jazdy. Albo wpłaćmy kaucję na te trzy godziny pływania - zamiast zostawiać dowód. I druga sprawa - bądźmy czujni na co dzień. Choćby nie dajmy się zwieźć na te ogłoszenia o pracę, o których wspominałem. Nie przekazujmy swoich danych, nie wpłacajmy pieniędzy na jakieś dziwne konta.

Warto też każdy przypadek zgłosić policji.

- Tak, my też współpracujemy z policją. I muszę powiedzieć, że były przypadki namierzenia oszusta, choć to nie jest łatwe, bo osoby, które wyłudzają dane to profesjonaliści. Przy jednej z takich zatrzymanych osób zabezpieczono ponad 150 kart SIM, do tego kilkanaście kart do wypłat z bankomatów. I ta osoba właśnie między innymi wyłudzała pieniądze z firm pożyczkowych. W grę wchodziła kwota około miliona złotych. Ten mężczyzna jeździł do Włoch, przebierał się za kobietę i tam wypłacał pieniądze z bankomatów. W końcu udało się go zatrzymać.

Ale spójrzmy na problem z drugiej strony, bo takie były też pytania od słuchaczy i internautów. Co w sytuacji, gdy chronimy nasze dane, a mimo to stajemy się ofiarą oszusta i dostajemy pismo, że mamy do spłaty pożyczkę czy pożyczki. Płacić i potem dochodzić swoich roszczeń?

- Nie, ja nie mam wątpliwości, że w przypadku ewidentnego wyłudzenia nie powinniśmy płacić.

Ale ja z jednej z firm "chwilówkowych" dostałam informację, że mimo, że słuchaczka zgłosiła sprawę na policji, to i tak to nie wstrzymuje procedury windykacyjnej.

- To jest dziwne podejście. Jeśli ta słuchaczka w jakiejś firmie rzeczywiście została odesłana i zostawiona sama sobie, ja radziłbym skontaktować się ze Związkiem Firm Pożyczkowych, tam dyżury ma prawnik i wszystkie firmy zrzeszone w związku mają podobne procedury dotyczące wyłudzeń. A jeśli sprawa dotyczy firmy spoza Związku, nasz prawnik też może pomóc. Bo nie ukrywajmy, ale rynek pożyczkowy jest bardzo rozdrobniony i niejednolity, jeśli chodzi o jakość obsługi klienta.

DOSTĘP PREMIUM