Orban zapatrzył się na Rosję. Nie chce liberalnej demokracji. "Pokazał swoją prawdziwą twarz"

- Viktor Orban przestał udawać, że reformy, które przeprowadza, mieszczą się w granicach demokracji. Jeżeli deklaruje, że woli rządy autorytarne i ukrócanie wolności obywateli, to znaczy, że to państwo nie spełnia podstawowych kryteriów członkostwa w UE - tak najnowsze wypowiedzi premiera Węgier komentuje dr Adam Bodnar.
Węgierski premier podkreślił po raz kolejny, że Węgry powinny stworzyć "swój własny model" społeczny i nie imitować Zachodu, "co byłoby dowodem prowincjonalizmu". Jego zdaniem kraje jak Rosja, Turcja czy Chiny świetnie sobie radzą, pomimo że nie są liberalne czy demokratyczne. Zdaniem Orbana kryzys gospodarczy, który wybuchł w 2008 roku dobitnie pokazał, że model prowadzenia polityki liberalnej się nie sprawdza. Stwierdził, że Węgry nie chcą demokracji liberalnej.

Dwulicowy Orban

- On to mówi w kontekście Węgier. Że nie wyklucza członkostwa w UE państwa, które jest nieliberalne i które odwołuje się do silnego nacjonalizmu. Orban zdjął maskę. Przestał udawać - mówi w rozmowie z Tokfm.pl dr Adam Bodnar, prawnik i działacz społeczny. - W ostatnich latach dążył w stronę państwa, które jest demokracją nieliberalną, odwołująca się do tradycji silnie nacjonalistycznej. Przestał udawać, że reformy, które przeprowadza, mieszczą się w granicach demokracji. Wprowadzając nową Konstytucję i ustawy organiczne, rozmontował system demokracji opierającej się na wzajemnym kontrolowaniu władz - mówi nam Bodnar.

Podkreśla, że premier Węgier cały czas prowadził podwójną grę. Unii przedstawiał zachowania, które mogłyby wskazywać na jego dobrą wolę dokonywania reform demokratycznych, a swojemu elektoratowi mówił, że to zła Unia, która coś mu każe i nie uwzględnia woli Węgrów.

Czy dla Węgier jest miejsce w UE?

- Musimy pamiętać, że Unia Europejska to organizacja państw członkowskich, które opierają się na przywiązaniu do podstawowych wartości, jak demokracja, pluralizm, poszanowanie praw człowieka, tolerancja. Jeżeli jedno z państw zaczyna deklarować, że nie jest zainteresowane rządami demokratycznymi, a woli rządy autorytarne i ukrócanie wolności obywateli, to znaczy, że to państwo nie spełnia podstawowych kryteriów członkostwa w UE - dodaje Bodnar.

Jego zdaniem ta wypowiedź szefa węgierskiego rządu powinna być impulsem dla liderów europejskich, aby przynajmniej zażądać wyjaśnień lub rozpocząć i przeprowadzić procedurę w trybie art. 7 traktatu o Unii Europejskiej. Pozwala on na to, by zawiesić prawa głosu w organach Rady Europejskiej w przypadku, gdy państwo podważa wartości demokratyczne.

Kłopotliwe Węgry

Czy stawianie Rosji za wzór w tych dniach jest akceptowalne? - To ciągle pokazywanie prawdziwej twarzy. Kilka miesięcy temu Viktor Orban, gdy trwała dyskusja dyplomatyczna o przyszłości Krymu, podpisał z Rosją umowę o budowie elektrowni atomowej z Rosjanami. Wyraźnie powiedział, że zamierza z Rosją prowadzić biznesy. Ale potem deklarował, że jest za unią energetyczną w ramach UE - zauważa nasz rozmówca. Zdaniem Bodnara słowa premiera Węgier to sygnał, że będzie trudno o jednomyślność krajów Unii ws. sankcji wobec Rosji.

Orban mówił, że nie chce psuć relacji handlowych Budapesztu z Moskwą ani izolować Rosji w Europie. Według Orbana Węgry powinny przede wszystkim myśleć o własnych interesach. - Jesteśmy solidarni z Ukraińcami, ale nie możemy zapominać o naszych własnych interesach - powiedział.

Czy chodzi tylko o gaz?

- Jeśli gazociąg South Stream ma przejść przez nasz kraj po to, abyśmy zachowali dobre stosunki handlowe z Rosją, to rzecz jasna jesteśmy za South Streamem - dodał węgierski premier.

Liczący 3600 km South Stream to wspólny projekt rosyjskiego Gazpromu i włoskiej firmy ENI, mający zapewnić dostawy gazu z Rosji do Europy Środkowej i Południowej. Rura ma prowadzić z południa Rosji przez Morze Czarne do Bułgarii, a następnie do Serbii, na Węgry, do Austrii i Słowenii. South Stream ma być kolejnym - po Nord Streamie - rurociągiem omijającym Ukrainę.

A miał być Budapeszt...

- Nasze partie prawicowe mają już problem z Orbanem. Niedawno mieliśmy hasło, że "chcemy mieć Budapeszt w Warszawie". Ale okazało się, że ten zaciekły antykomunista robi po prostu biznes z Rosją. Każde państwo musi dokonać rozrachunku moralnego. Polska, Słowacja, Litwa, Łotwa, Estonia ze względu m.in. na przynależność do państw Europy Środkowo-Wschodniej, które wyzwoliły się spod jarzma sowieckiego, szczególnie zobowiązane są do solidarności z narodem ukraińskim - komentuje Bodnar.

DOSTĘP PREMIUM