Specjalna opieka dla dzieci z CZR? "Nie przysługuje. Takie są przepisy". Ministerstwo skąpi na psychologa i logopedę

- Tej choroby nie ma w przepisach - twierdzi resort edukacji. Dzieci cierpiące na całościowe zaburzenia rozwoju słabo mówią, mają problemy z komunikacją i kontaktem z otoczeniem. Ale nie mają prawa do kształcenia specjalnego. A to odbiera im szanse na normalne życie.
Tomek, syn pani Ewy*, najpierw trafił do zwykłego przedszkola. - Po czterech tygodniach został wyrzucony. - Wychowawczynie nie dawały sobie z nim rady - opowiada mama chłopca. - Syn był nadpobudliwy, robił sobie krzywdę, a one nie miały czasu, żeby poświęcić mu więcej uwagi, ani kompetencji - żali się.

Dzieciom jest trudnej

U Tomka początkowo zdiagnozowano CZR - to zaburzenia (pani Ewa nie lubi słowa "choroba") ze spektrum autyzmu. Dzieci, które na nie cierpią, nie potrafią komunikować się z otoczeniem w standardowy sposób, są nadwrażliwe, podstawowe czynności wykonują dwa razy dłużej.

Nie czuje bólu, świat odbiera bardziej

- Do niedawna mój syn potrafił kilka razy dziennie wpadać w histerię, która trwała nawet godzinę, choćby z powodu wyjścia do sklepu. Nie potrafił mi powiedzieć, o co chodzi. On nie czuje bólu, rozcięte czoło traktuje jak zabawę. Nie wie też, kiedy sprawia ból innym. Każdy hałas czy dźwięk odbiera kilka razy mocniej niż zdrowy człowiek - opowiada pani Ewa.

Jednak zdaniem ministerstwa to nie kwalifikuje Tomka do klasy bądź szkoły integracyjnej. Takiej, w której miałby stałą opiekę psychologa, zajęcia z logopedą, gdzie grupa liczy 15, a nie 30 dzieci.

Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z 17 listopada 2010 r.  mówi wyraźnie, że orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego przysługuje: "dzieciom niesłyszącym i słabosłyszącym, niewidomym i słabowidzącym, z niepełnosprawnością ruchową, w tym afazją, z upośledzeniem umysłowym w stopniu lekkim, umiarkowanym, znacznym, z autyzmem, w tym zespołem Aspergera, z niepełnosprawnościami sprzężonymi".

Gdy nie wiadomo, o co chodzi...

- To absurd - twierdzi Paulina Kroszczyńska-Brągiel, wicedyrektor ds. autyzmu Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 7 w Warszawie. - CZR orzekane jest najczęściej u małych dzieci, wtedy, kiedy jest za wcześnie na konkretną diagnozę, kiedy lekarz waha się, czy to autyzm, czy zespół Aspergera. A to nie znaczy, że nie potrzebują wsparcia, wręcz odwrotnie - zaznacza.

Chodzi oczywiście o pieniądze. Za każdym orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego idzie subwencja dla samorządu - około 50 tys. zł. Rodziców nie stać na finansowanie terapii indywidualnej. Same zajęcia z logopedą, w których dzieci z CZR powinny uczestniczyć kilka razy w tygodniu, to koszt około 1 tys. zł miesięcznie. A to wierzchołek góry lodowej.

"Mieliśmy szczęście"

U syna pani Ewy bardzo wcześnie zdiagnozowano autyzm, dzięki temu trafił do szkoły integracyjnej. - Bez terapii mój syn byłby całkowicie niesamodzielny, nie potrafiłby mówić, nie potrafiłby się uczyć, jego stan szybko by się pogorszył. Nie miałby szans na normalne relacje z rówieśnikami. Można powiedzieć, że mieliśmy szczęście... - mówi.

Przepisy są, jakie są

MEN sprawę ucina - takie są przepisy. Dodatkowo w ciągu najbliższych tygodni ma zamiar skontrolować poradnie wydające orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego. Sprawdzi, czy stosują się do przepisów.

Zaburzenia ze spektrum autyzmu w Polsce diagnozowane są u jednego na 300 dzieci. Bez odpowiedniej terapii, szczególnie w pierwszym etapie, odbierają im szanse na normalne życie.

* Imiona zmienione

DOSTĘP PREMIUM