"Zielone ludziki" w Mołdawii? Ekspertka: cel jest inny niż na Ukrainie. Tu Rosji nie chodzi o terytorium. Ale o wpływy

Rosja nie chce terytorium jak w przypadku Ukrainy. Rosja chce odzyskać wpływy w Mołdawii. Nie chce bowiem, by ten kraj zbliżał się do UE.
Naczelny dowódca sił NATO w Europie gen. Philip Breedlove powiedział wczoraj, że wiele wskazuje na to, że Rosja stosuje w Mołdawii elementy strategii wojny hybrydowej. Przypomniał, że dzięki takim działaniom udało się Moskwie oderwać Krym od Ukrainy.

Do czego są "zielone ludziki"?

- Zagrożenie istnieje. Już tydzień temu minister spraw wewnętrznych Mołdawii informował, powołując się na mołdawskie służby specjalne, że na terenie ich kraju odkryto działalność tzw. zielonych ludzików. Zatrzymano dwóch ludzi, którzy brali udział w szkoleniach dywersyjnych. Uczyli się m.in. o walkach ulicznych i posługiwaniu się bronią. Być może tę wiedzę mieli wykorzystać podczas wyborów, które mają odbyć się w listopadzie - mówiła Anita Sobjak z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych w TOK FM.

- Zielone ludziki mają nie tylko destabilizować sytuację, ale ich misją jest werbowanie lokalnych mieszkańców, zwłaszcza młodych ludzi. Nawet 500 osób może być zaangażowanych w te szkolenia - powiedziała Sobjak.

Nietrudno być za Rosją

Podkreślała, że Mołdawia to mały kraj, który jest podatny na destabilizowanie sytuacji w nim. - Szacuje się, że około 800 tys. ludzi pracuje poza granicami kraju. Połowa w krajach UE, druga w Rosji. Nieprzypadkowo od jakiegoś roku prowadzone są działania, które mają na celu ograniczenie ich dostępu do rynku pracy. Jeśli wrócą do ojczyzny bez szans na znalezienie zajęcia, to ich postawa stanie się prorosyjska - komentowała Sobjak.

Naddniestrze czule patrzy na Rosję

Mołdawia ma do tej pory nierozwiązany konflikt w prorosyjskim Naddniestrzu. Jest to autonomiczny region, który praktycznie oderwał się od tego kraju w latach 90. i jest kontrolowany przez Rosję. Mołdawia obawia się, że może mieć takie problemy z rosyjską mniejszością, jakie ma teraz Ukraina, gdzie na wschodzie kraju dochodzi do regularnych walk między siłami rządowymi a prorosyjskimi separatystami.

Mołdawia nie jest jak Ukraina

- Zagrożenie separatyzmu istnieje nie tylko w Naddniestrzu, nie tylko w Gagauzji [na południu Mołdawii - red.], ale też na północy Mołdawii, gdzie większość mieszkańców jest prorosyjskiego poglądu politycznego - mówiła ekspertka PISM. - Te regiony są prorosyjskie i antyeuropejskie - dodała.

Czego Rosja chce od Mołdawii i Naddniestrza? - Trzeba zachować ostrożność co do analogii z Ukrainą. Na Ukrainie Rosja chce zdobywać jak najwięcej terytorium i tworzyć np. korytarz lądowy do Krymu. A w przypadku Mołdawii chodzi głównie o to, by odzyskać wpływ polityczny - mówiła Sobjak. - Rosjanie chcą reintegrować Naddniestrze w skład Mołdawii. To mogłoby zapobiec integracji Mołdawii z zachodem - komentowała ekspertka. Jej zdaniem dużo zależy od wyniku wyborów w listopadzie. Jeśli znów władzę będzie miał rząd bardzo proeuropejski, to może dojść do użycia środków militarnych.

O Władimirze Putinie i współczesnej Rosji przeczytaj w książkach >>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM