Praca w prywatnych kopalniach jest dla górników bezpieczniejsza? "Absurd. Nie to decyduje o wypadkach"

- Nierentowna kopalnia powinna zostać zlikwidowana - mówi w rozmowie z Tokfm.pl Janusz Steinhoff, minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka, były prezes Wyższego Urzędu Górniczego.
Dlaczego w kopalniach wciąż zdarzają się wybuchy metanu, jak ostatnio w kopalni Mysłowice-Wesoła?

Janusz Steinhoff: Większość kopalń to kopalnie metanowe. Schodzimy coraz niżej, poniżej tysiąca metrów. W naszych kopalniach mamy bardzo trudne warunki górniczo-geologiczne. Dużo lepsze są w sprywatyzowanej Bogdance. To rzutuje też na koszty wydobycia.

Gdy obejmowałem funkcję prezesa Wyższego Urzędu Górniczego z mianowania Tadeusza Mazowieckiego, na milion ton wydobytego węgla wypadało 0,72 wypadku śmiertelnego. Gdy odchodziłem, po pięciu latach, wskaźnik wypadkowości śmiertelnej spadł o połowę. W 2000 roku był poniżej 0,1. To pokazuje dość obiektywnie poziom bezpieczeństwa. Można porównać, że w kopalniach w latach 50. rocznie ginęło około 600 osób.

Gdyby kopalnia Mysłowice była sprywatyzowana, standardy bezpieczeństwa byłyby wyższe?

- Teoria o tym, że wypadkowość w kopalniach prywatnych jest mniejsza niż w państwowych, jest absurdalna. W istotnej mierze na wypadkowość w kopalni wpływają warunki górniczo-geologiczne. Gdy pełniłem funkcję prezesa Wyższego Urzędu Górniczego na początku lat 90., w czasach transformacji, mówiło się, że na ołtarzu bezpieczeństwa musimy czasem położyć ekonomię. Bezpieczeństwo powinno być traktowane zdecydowanie priorytetowo.

Zarówno kopalnie prywatne, jak i państwowe są tak samo zobowiązane do przestrzegania wszystkich przepisów dotyczących prowadzenia ruchu zakładu górniczego. Przedsiębiorca nie decyduje o tym, czy kupić bardzo kosztowną bezrepetycyjną metanometrię, czy nie. Musi to zrobić - jeśli tego nie zrobi, inspektor Okręgowego Urzędu Górniczego zamknie mu kopalnię. Często się zdarza, że w razie uchybienia inspektor zatrzymuje część wydobycia w kopalni.

Kto pilnuje standardów?

- Po 1989 roku przyjęliśmy w Polsce prawo, które przypisuje państwu funkcje regulacyjne. Zabezpieczenia wprowadzaliśmy bardzo konsekwentnie. Kompetencje kontrolne ma Wyższy Urząd Górniczy. Mało tego, za realizację tych wszystkich reguł odpowiada dozór. Osoby dozoru: inżynierzy, nadsztygarzy i sztygarzy muszą mieć stosowne uprawnienia zawodowe i naukowe. Jeśli doszło do nieprawidłowości, dozorcy ponoszą pełną odpowiedzialność.

Jak podaje "Gazeta Wyborcza", górnicy z Mysłowic-Wesołej pracują siedem dni w tygodniu. Od poniedziałku do piątku zatrudnia ich spółka państwowa, a w weekendy - prywatna.

- Ta spółka prywatna jest stworzona swoją drogą przez związek zawodowy "Solidarność". Nie wiem, jakim interesem się kieruje. Górnicy pracują pięć dni w tygodniu. Gdy mają zmiany w weekend, wypłacane są im nadgodziny, bądź mogą odbierać dni wolne. Proszę wziąć pod uwagę, że kopalnia musi być obsługiwana też w soboty i niedziele.

Czy w warunkach sprywatyzowanej spółki jest szansa na ochronę praw pracowniczych w takiej formie jak w spółce państwowej?

- Spółki prywatne i państwowe są tak samo traktowane przez literę prawa. W prywatnej spółce Silesia, w którą zainwestowano miliard złotych, prezes porozumiał się z załogą. Kopalnia siedem dni w tygodniu, a górnicy - pięć. Przy tym świetnie zarabiają. Silesia jest w dużo lepszej kondycji niż inne kopalnie w Kompanii Węglowej. Doświadczenie uczy, że prywatny przedsiębiorca często jest bardziej operatywny i potrafi podejmować racjonalne decyzje z punktu widzenia biznesowego.

Może dla prezesów sprywatyzowanych spółek będzie liczył się tylko zysk?

- Ktokolwiek, kto zajmuje się biznesem, musi myśleć o pieniądzach. To podmioty gospodarcze - ich obowiązkiem jest generowanie zysków. To nie znaczy, że będą ograniczać nakłady na bezpieczeństwo ani że nie będą przestrzegać przepisów. To nie jest działalność niekomercyjna, ale musi być prowadzona w ramach przepisów, które chronią życie i zdrowie ludzi zatrudnionych w kopalniach oraz zabezpieczają to, co nazywamy bezpieczeństwem powszechnym.

Czy prywatyzacja może podnieść rentowność kopalni, czy zależy to od zarządcy?

- Istnieją dobrze prosperujące kopalnie państwowe i prywatne: na przykład kopalnia Bogdanka, Silesia, Siltech. Opowiadam się za prywatyzacją, natomiast trzeba mieć świadomość, że nie ma potencjalnych inwestorów na kupno kopalń nierentownych.

Prezes prywatnej kopalni Silesia Tomas Novotny, twierdzi, że zamknięcie nierentownych kopalń jest jedynym wyjściem przed uratowaniem spółki węglowej przed bankructwem.

- Sam powtarzam to już od dłuższego czasu. Nierentowna kopalnia, która nie ma żadnych szans, na którą nie znajdzie się inwestor, powinna zostać zlikwidowana. Jeśli będziemy utrzymywać nierentowne kopalnie ze środków kopalni przyszłościowych, to cała branża węglowa będzie zmierzała ku upadłości. W czasach rządu Jerzego Buzka zlikwidowano 23 nierentowne kopalnie, co otworzyło drogę do doinwestowania innych. Z drugiej strony, nie można kopalni zlikwidować w ciągu miesiąca, w sposób nieprzygotowany. W kopalni, w której pracują dwa tysiące ludzi, najpierw trzeba uruchomić system dobrowolnych odejść, zastanowić się nad przeniesieniem górników na kopalnie sąsiednie. A potem ją zlikwidować.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM