Kazali dziecku zatkać uszy. By nie słyszało, co inni robią na religii

Mama 5-latki walczy o etykę w szkole córki.
Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM: Jest pani mamą 5-latki, która chodzi do zerówki. Zerówka działa przy szkole podstawowej w małej miejscowości pod Wrocławiem - nazwy miejscowości, na pani prośbę, nie będziemy podawać. Wiem, że walczy pani o etykę w szkole, choć walka nie jest łatwa.

Kamila Górnicka: Tak, to prawda. Na początku roku szkolnego, gdy moja córka zaczęła chodzić do zerówki, okazało się, że dzieci będą mieć religię, choć formalnie nie jest ona uwzględniona w programie nauczania. Byłam zdziwiona, bo uważam, że to nie jest jeszcze odpowiedni etap rozwoju, by opowiadać dzieciom o bogu. Dlatego postanowiłam zapytać dyrektorkę szkoły, dlaczego - skoro jest religia - to nie ma etyki. Co moje dziecko ma robić w tym czasie, bo ja przecież nie kończę pracy o 13, tylko o 15.

Co usłyszała pani od dyrektorki szkoły? Jakie zapadły ustalenia?

- Dostałam odpowiedź, że córka będzie mogła w tym czasie być w innej grupie, na co się zgodziłam. Tyle tylko, że już w czasie pierwszej lekcji religii pojawił się problem. Nauczycielka nie odprowadziła mojego dziecka, tylko kazała jej stać na końcu sali i zatkać sobie uszy. Dzieci w tym czasie śpiewały, a także coś malowały. Moja córka została potraktowana jak "inna" - bo przecież też mogła w tym czasie coś rysować, a nie stać z zatkanymi uszami. Opowiedziała mi o tym po powrocie ze szkoły. Interweniowałam. W tej chwili jest już odprowadzana do innej grupy, gdy jest lekcja religii. Tego problemu już nie ma.

Chciała pani też powiesić w szkole plakaty Fundacji "Wolność od religii" - plakaty informujące o możliwości zorganizowania lekcji etyki i o projekcie "Równość w szkole".

- Tak, napisałam pismo do pani dyrektor z prośbą o możliwość powieszenia plakatów informujących o tym, że każdy rodzic ma prawo do etyki w szkole, tak samo jak i do religii. Niestety, dostałam odpowiedź odmowną. Dyrektorka tłumaczyła to tym, że nie ma z tym nic wspólnego, że decyzje podejmują inne organy, nadzorujące. Napisałam więc kolejne pismo, tym razem do urzędu miasta, skąd dostałam odpowiedź, że oni się jednak tym nie zajmują, że takie kwestie leżą w gestii szkoły.

Czyli spychanie problemu. Wtedy napisała pani kolejne pismo do pani dyrektor.

- Ponownie zwróciłam się do niej z prośbą o powieszenie plakatów. Dostałam znów odpowiedź odmowną. Dyrektorka napisała mi przy tym, że u niej w szkole nie ma dyskryminacji dzieci na tle światopoglądowym, co jest oczywiście nieprawdą.

Powiedziałabym, że jest problem dyskryminacji w dostępie do zajęć dodatkowych i informacji na ten temat. Mnie chodzi tylko o to, by pojawiła się w szkole etyka. A dziś już wiem, że rodzice w ogóle nie byli świadomi, że mają prawo do lekcji etyki, że etyka może się odbywać w szkole, że można chodzić i na to, i na to.

Od pani dyrektor dostałam też informację, że wszystko w sprawie etyki jest zamieszczone na stronie Ministerstwa Edukacji. Ale przecież wiadomo, że rodzice nie zaglądają na strony MEN i takie informacje powinni dostawać od szkoły, co też chciałam im umożliwić, wieszając plakaty informujące.

No właśnie, pani jest w tej konkretnej szkole jedyną osobą walczącą. Pani nie odpuściła i wybrała się na spotkanie ogólnoszkolnej Rady Rodziców.

- Tak, poszłam na takie spotkanie, w którym również uczestniczyła dyrektorka. Byłam ciekawa, czy rodzice wiedzą, jak wygląda kwestia zajęć z etyki i czy to, że jej nie wybierają, jest kwestią ich światopoglądu. Opowiedziałam im o kilku przykładowych lekcjach z etyki, jak to może wyglądać, czego dziecko może się nauczyć. Że dzieci poprzez zabawę odnajdują same siebie, że mogą dyskutować na różne tematy. Wiem, że w tym wieku dzieci często się ze sobą kłócą, nie potrafią rozmawiać, więc to może być dla nich ważne na tym etapie edukacji.

Przeczytała im też pani fragment pewnego tekstu.

- To był pewien artykuł z portalu etykawszkole.pl - rozmowa mamy z 13-letnim synem, gdzie syn opowiadał, jakie są plusy chodzenia na etykę. Widziałam, że rodzicom najbardziej podobał się ten fragment, w którym podkreślono, że dzieci chodzące na religię też powinny chodzić na etykę. Po to, żeby wiedziały, że ludzie moralni byli i są również poza religią i wiarą. I że można mieć odmienne zdanie niż oni i być dobrym człowiekiem. I że oni też mogą zadawać pytania i oczekiwać odpowiedzi, albo szukać tej odpowiedzi z nauczycielem i kolegami. Rodzice otwierali oczy. Wcześniej nie zdawali sobie sprawy, jakie wartości może nauczać dobrze prowadzona lekcja etyki.

Pani Kamilo, na tym spotkaniu odezwała się jedna z mam, która miała w szkole lekcje etyki.

- To było bardzo ciekawe, bo ta mama powiedziała, że chodziła do liceum chrześcijańskiego i tam miała właśnie etykę. I uważa, że takie zajęcia powinny być już od podstawówki. Że jako osoby dorosłe chodzimy na najróżniejsze kursy, choćby kształtujące nasz charakter, podnoszące poczucie własnej wartości, za co często dużo płacimy A tutaj dzieci miałyby takie zajęcia od małego, pozwoliłoby to na lepszy start w życiu - tylko trzeba dobrego nauczyciela. To było bardzo budujące usłyszeć takie stwierdzenie od rodziców.

Jaki wniosek płynął z tego spotkania?

- Że rodzicom brakuje informacji. Oni powiedzieli, że nie mieli pojęcia o lekcjach etyki. Nawet się zapytali: "Pani dyrektor, dlaczego u nas nie ma takich lekcji? My też byśmy chcieli". Byli ciekawi, drążyli temat. Ustaliliśmy, że na styczniowych zebraniach w swoich klasach przekażą innym rodzicom wszelkie informacje w tej sprawie. I mam nadzieję, że lekcje etyki u nas teraz będą. A dodam jeszcze, że z ust pani dyrektor - chyba dla zniechęcenia innych - padł taki argument, że dzieci trzeba będzie na etykę dowozić do innej szkoły.

Czyli że byłyby to lekcje międzyszkolne, dla większej grupy uczniów, z różnych szkół?

- No właśnie, cała rzecz w tym, że dowozić nie trzeba, bo w całej gminie u nas nie ma lekcji etyki, więc spokojnie można je zorganizować u nas w szkole. Szkoła byłaby pierwsza i to również było argumentem mobilizującym dla rodziców, bo inni rodzice musieliby dowozić do nas. Aczkolwiek mam nadzieję, że inne szkoły pójdą za przykładem i myślę mieć w tym udział. Powiem szczerze, że na tym spotkaniu z rodzicami odzyskałam wiarę w ludzi, bo myślałam, że skończy się na tych pismach z dyrektorką. Ale teraz dostrzegam światełko w tunelu i widzę, że rodzice mogą być motorem napędowym wszelkich działań i inicjatyw. Tylko muszą wiedzieć, jakie mają prawa i jak to w praktyce wygląda.

DOSTĘP PREMIUM