"Kilometrówkigate". Wróblewski: tandeta, tandeta, tandeta

Zbyt niskie pensje i ludzka natura z tendencją do kombinowania - to podłoże nakręcanej od tygodni sprawy rozliczania się posłów i ministrów z wyjazdów służbowych.
Najpierw wydatki na podróże madryckiego tria, potem rozliczenia ryczałtów za podróże prywatnym autem Radosława Sikorskiego - od kilku tygodni trwa festiwal wyliczania, kto, ile, dokąd i czym przejechał. Oraz ile to kosztowało.

Im dokładniej przyjrzeć się wydatkom, tym więcej wątpliwości.

- Tandeta, tandeta, tandeta. Polityków tandeta - komentował w TOK FM Tomasz Wróblewski z Warsaw Enterprise Institute. - A to, że media się tym zajmują świadczy o prowincjonalności naszego kraju. Jestem zniesmaczony tym, że to jest główny temat polityczny w Polsce - dodał.

Zdaniem gości Tomasza Sekielskiego, których przepytywał, to uderza w całą klasę polityczną. - Są cwaniaczkami - wypalił Sekielski.

Publicyści podkreślali, że sprawy byłych posłów PiS i Sikorskiego należy rozróżniać. - W przypadku marszałka sprawa jest w toku, pamiętajmy, że jako szef MSZ podbierał należny mu ryczałt. Z kolei Hofman i spółka rozliczając wydatki na benzynę w sytuacji, gdy lecieli samolotem, jest jawnym oszustwem - komentował Wróblewski.

Zdaniem publicystów niewielu byłoby posłów, którzy uczciwie mogliby powiedzieć, że nigdy nie uszczknęli więcej niż powinni z pieniędzy podatników. - Politycy i posłowie "dorabiają" w ten sposób, robią to na dużą skalę. Skandalem jest to, że wszyscy o tym wiedzieli i się na to godzili - stwierdził Wróblewski.

Zdaniem gości Poranka tendencja do kombinowana wynika z ludzkiej natury i dodatkowo ma pole do popisu, kiedy pozwalają na to przepisy.

- Zamiast gadać, to zacznijmy coś zmieniać. Żadnemu z nas firma nie zwraca pieniędzy za to, że dojeżdżamy do pracy. Nie ma powodu, żeby posłowie dostawali. Każdy pracownik delegacje rozlicza szczegółowo i są one wliczane w dochód - komentowali.

Roman Imielski z "Gazety Wyborczej" mówił, że wyjścia z sytuacji są dwa. - Albo damy tę samą kwotę na działanie biur (np. 12 tys.) i niech się posłowie rządzą. Albo prowadźmy szczegółową buchalterię i rozliczajmy wszystkie wydatki - proponował.

Publicyści byli zgodni, że posłowie i wysocy urzędnicy (np. prezydent) zarabiają za mało. Wróblewski podsumował: Nie stać nas na dziadowskie państwo.

DOSTĘP PREMIUM