Nigeria przesuwa wybory na na koniec marca. Przez Boko Haram. Jagielski: Nie tylko

Władze Nigerii ogłosiły w sobotę, że planowane na 14 lutego wybory prezydenckie odbędą się dopiero 28 marca. Na północy kraju szaleje islamistyczna bojówka Boko Haram - czy zamęt, jaki wprowadza, to jedyna przyczyna przesunięcia terminów wyborów? - Chodzi także o problem nowych dowodów tożsamości - sytuację w Nigerii komentował w "Połączeniu" w Radiu TOK FM Wojciech Jagielski z Polskiej Agencji Prasowej.
- Bezpośrednią przyczyną rzeczywiście jest wojna rozpętana przez Boko Haram na terytorium trzech prowincji nigeryjskich. Ludzie, którzy stamtąd uciekli, nie mogą głosować, bo głosować można tylko tam, gdzie się mieszka. Dotyczy to ok. 2 mln wyborców. W 174-milionowym kraju nie jest to może jakaś wielka liczba, ale te wybory zapowiadają się jako wyjątkowo wyrównane, więc gdyby się okazało, że jeden z kandydatów ma nad drugim przewagę sięgającą miliona-dwóch-trzech, to byłby to doskonały powód, by kwestionować legalność wyborów - wyjaśnił Jagielski. - Z drugiej strony przesuwać je o sześć tygodni? Nie bardzo wiem, czy nigeryjskie wojsko, które sobie przez sześć lat nie poradziło z rebelią Boko Haram, teraz w sześć tygodni to zrobi.

Dziennikarz przyznał, że są i inne, dla rządzących być może ważniejsze, powody, by przesunąć wybory. - Nigeryjska komisja wyborcza nie uporała się z zadaniem dotyczącym nowych dowodów tożsamości, które miałyby zapewnić, że wybory będą uczciwe. Tych dowodów rozdano do tej pory ok. 2/3. Nigeria ryzykowałaby więc totalny bałagan wyborczy, gdyby okazało się, że jedni głosują z nowym dowodem, a inni - ze starym. To dopiero byłaby pożywka do oskarżeń o matactwa. Te sześć tygodni z całą pewnością wystarczy, by rozdać nowe dowody tożsamości. Natomiast liczyć na to, że w sześć tygodni armia nigeryjska stłumi rebelię Boko Haram? Byłoby to dużą naiwnością - stwierdził Jagielski.

Zbrodnie Boko Haram

O Boko Haram głośno było w światowych mediach w zeszłym roku. W kwietniu ta islamistyczna parapartyzancka grupa dążąca do wprowadzenia szariatu w całej Nigerii uprowadziła ponad 230 uczennic z jednej ze szkół w Chibok. Kilku dziewczynom udało się uciec, słuch o pozostałych zaginął, szef Boko Haram twierdzi, że "wydano je za mąż" - czytaj więcej >>>

Sprawę nagłośniły światowe media poruszone skalą wydarzenia, nie był to jednak pierwszy taki przypadek - Boko Haram co jakiś czas uprowadza dziewczęta, które traktuje potem jak swoje niewolnice i oddaje bojówkarzom. To tylko część zbrodni popełnianych przez tę grupę ludności północno-wschodniej Nigerii.

Grupa powstała w 2002 roku z celem przejęcia władzy i wprowadzenia szariatu w Nigerii - obecnie ten najbardziej zaludniony kraj Afryki dzieli się na obejmujące mniej więcej po połowie terytorium kraju chrześcijańskie południe i muzułmańską północ, na której już obowiązuje szariat. Jedną z głównych deklaracji Boko Haram jest sprzeciw wobec nauki jako "niszczącej wiarę w jednego Boga" - częstym celem terrorystów są szkoły.

Boko Haram ma powiązania z innymi organizacjami terrorystycznymi, m.in. Al-Kaidą, część jej uzbrojenia pochodziła z rządzonej przez Kaddafiego Libii. Od 2009 roku stała się szczególnie aktywna, terroryzuje i grabi ludność na północy kraju oraz prowadzi regularną wojnę z siłami rządowymi, które często w tych bitwach przegrywają i tracą kontrolę nad północnonigeryjskimi miastami.

W styczniu w trwającym wiele dni ataku na miasto Baga, położone nad jeziorem Czad, Boko Haram zabiło - wg świadków - ok. 2 tys. osób. Atak opisany został w mediach jako najkrwawszy w historii grupy. Wg doniesień zabójcy używali m.in. bomb i podpalali domy oblane wcześniej benzyną. Do ludzi, którym udało się uciec z pożarów, strzelali. Niektórzy mieszkańcy próbowali uciekać łodziami, ale wielu zginęło od kul terrorystów, którzy ostrzeliwali łodzie z brzegu jeziora - czytaj więcej o ataku >>>

Jagielski:

- Bałagan w nigeryjskim państwie jest przyczyną tego, że Boko Haram w ogóle powstało i że teraz tej bojówce nie jest w stanie ukręcić łba nawet armia nigeryjska, uważana do tej pory za najsilniejszą w Afryce. Rządziła przecież Nigerią przez długie dziesięciolecia. Ta niemoc państwa sprawia, że partyzanci robią, co chcą. Rozszerzają konflikt na cały region i są kłopoty z podstawową rzeczą, jak wyprodukowanie i rozdanie dowodów tożsamości, na co czasu było dużo - ocenił Jagielski.

- Powodem powstania Boko Haram i nasilenia się problemów religijnych jest niemoc nigeryjskiego państwa i błędne kalkulacje polityków, że są najtrwalsi na świecie i wszystko rozwiążą. Początku Boko Haram można doszukać się w końcu lat 90., gdy chrześcijański prezydent z Południa Olusegun Obasanjo, okrzyknięty drugim Mandelą, zezwolił na wprowadzenie szariatu w północnych prowincjach, by zadowolić muzułmanów. Ten szariat, oczywiście, został zawłaszczony przez miejscowych dygnitarzy, co wywołało jeszcze większe niezadowolenie tej biedoty, narzekającej na wszystko. I to było pożywką dla Boko Haram - wyjaśnił.

Jak przyznał, szefowie Boko Haram działają bardzo sprytnie, rozszerzając rebelie na sąsiednie kraje, które nie chcą i nie potrafią ze sobą współpracować. Do współpracy nie dąży też sama Nigeria: - Bo Nigeria, potęga afrykańska, nie bardzo sobie wyobraża, by zgodziła się przyjąć pomoc wojskową od krajów sąsiedzkich, które traktowała jako pomniejsze. Boko Haram będzie sprytnie próbowało manipulować tymi sąsiedzkimi waśniami. Nawet jeśli ta rebelia w następnych miesiącach przycichnie, nie będzie to oznaczało, że została rozbita. Boko Haram już kilka razy było rozbijane, po czym rebelia odradzała się z jeszcze większą siłą i była jeszcze radykalniejsza.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM