Ustawa o monitoringu wywołuje wielkie emocje. Do resortu wpłynęła rekordowa liczba uwag

Ponad 150 stron uwag wpłynęło do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych do założeń ustawy o monitoringu, która ma unormować m.in. kwestię kamer na ulicach, placach i skwerach, ale też na osiedlach czy w szkołach. Tylu uwag do żadnej ustawy jeszcze nigdy nie było. Przesłali je samorządowcy, inne ministerstwa i organizacje pozarządowe. 
MSW w lipcu ubiegłego roku przygotowało drugą wersję założeń do wyczekiwanej przez wielu ustawy o monitoringu. To ustawa, której głównym celem jest zwiększenie praw osób, które mogą się znaleźć w przestrzeni objętej monitoringiem, by ich prawa i wolności konstytucyjne były na co dzień przestrzegane, a nie łamane.

Chodzi m.in. o oznaczenie miejsc z kamerami, ale też określenie praw osób, których wizerunki są obserwowane czy nagrywane. Ustawa ma też unormować zasady wglądu w obraz nagrany przez kamery. Ma też przewidywać sankcje za łamanie tego prawa.

To właśnie do tych założeń wpłynęło ponad 150 stron uwag. - To ogromna liczba - mówi nam Małgorzata Woźniak, rzecznik MSW. I dodaje, że z reguły przy pracami nad założeniami do innych ustaw - wpływa 20, najwyżej 50 stron z uwagami. Tu ich liczba jest o wiele większa, bo ustawa i temat kamer budzą emocje.

Rekord

Jak wyjaśnia Małgorzata Woźniak do żadnej ustawy wcześniej tylu uwag nie było. - Swoje uwagi, postulaty i opinie do przygotowanego projektu założeń do ustawy zgłosiły instytucje rządowe, samorządowe oraz organizacje pozarządowe. Obecnie pracujemy nad projektem wewnątrz resortu - dodaje.

Nie chce jednak podać żadnych terminów, kiedy projekt może być ostatecznie gotowy i kiedy może trafić do dalszych prac.

Nagrywanie, podglądanie? Dużo skarg u rzecznika praw obywatelskich

Skargi dotyczące nagrywania i podglądania niemal wszystkiego i niemal wszystkich trafiają m.in. do Rzecznika Praw Obywatelskich. Jak mówi nam Mirosław Wróblewski, dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego i Międzynarodowego w biurze RPO, skargi dotyczą różnych kwestii m.in. monitoringu w szkołach. Był przypadek, gdy w jednej ze szkół nagrywano nie tylko obraz, ale i dźwięk. - A nagrywanie rozmów pomiędzy uczniami przekracza cel, którym jest zapewnienie bezpieczeństwa w szkole - mówi Wróblewski.

Są też skargi w sprawie kamer na osiedlach mieszkaniowych, ale też nagrywania pracownika przez pracodawcę. Można sobie wyobrazić to, co miało już miejsce za granicą, że szef ma kamery w pomieszczeniach socjalnych i słyszy o czym pracownicy rozmawiają. - Ktoś może się zdziwić, ze otrzyma wypowiedzenie na podstawie nagatywnych opinii o pracodawcy, które wypowiadał w rozmowach prywtanych. Takie przypadki, jeśli dobrze pamiętam, miały miejsce w Norwegii - mówi Wróblewski.

Była również skarga związana z kamerami w toalecie na Dworcu Centralnym w Warszawie. - Podejmujemy interwencje, wyjaśniając przede wszystkim, czy instytucja odpowiedzialna za powieszenie kamer, jest w stanie wskazać podstawy prawne. Najczęściej nie jest w stanie tego wskazać, dlatego są poważne podejrzenia dotyczące legalności tego typu działań - mówi dyrektor Wróblewski.

"Mamy wolną amerykankę w zakresie monitoringu"

Jak dodaje, bardzo uciążliwe jest to, że brakuje uregulowań prawnych, które jasno mówiłyby o tym, co wolno, a czego nie wolno. - Brak tej regulacji powoduje, że mamy stan pustki legislacyjnej, a niektórzy mówią, że to kompletna wolna amerykanka - tłumaczy dyrektor Mirosław Wróblewski. A jak nie ma przepisów, to bardzo często naruszane są m.in. prawo do prywatności czy ustawa o ochronie danych osobowych.

Kamery na osiedlu non stop. "Dlaczego ktoś ma wiedzieć, kto mnie odwiedza?"

Skargi i informacje w sprawie kamer i systemów monitoringu trafiają też do Fundacji "Panoptykon". Były zgłaszane np. wątpliwości, że mieszkańcowi strzeżonego osiedla nie odpowiada, że kamery działają non stop i nagrywają, kto i kiedy do niego przychodzi, kiedy wychodzi, jak często bywa. Fundacja jakiś czas temu robiła badania dotyczące kamer na osiedlach. W odpowiedziach mieszkańców pojawiało się hasło "bezpieczeństwo", ale tak naprawdę, częściej była mowa o "porządku" czy nie wpuszczaniu osób, które roznoszą ulotki.

Kolejna rzecz, nagrywanie w toaletach. - To, że ktoś instaluje kamerę w miejskiej toalecie, nad pisuarami, to dowód na to, do jak bardzo absurdalnych przypadków dochodzi, jeśli chodzi o naruszanie naszej prywatności. Brakuje nam refleksji i sprzeciwu, że kamery wkraczają w takie miejsca, w których większość osób ich nie chce - mówi Małgorzata Szumańska z fundacji Panoptykon.

Wylicza, że wielokrotnie nie mamy informacji, że gdzieś jest kamera, co ona robi, czy nagrywa tylko obraz, czy także dźwięk. - Nie mamy prawa, które by nas przed tym chroniło. Monitoring wizyjny jako taki nie jest uregulowany, więc nie mamy jasnych zasad, w jaki sposób można z niego korzystać - dodaje Szumańska.

Jak jest za granicą?

Na ustawę o monitoringu w Polsce czekamy od lat. W innych krajach przepisy są od dawna, np. w Wielkiej Brytanii jest obowiązek informowania o obecności kamer za pomocą odpowiednich znaków, a takie informacje muszą być widoczne. Jeśli osobę nagraną da się zidentyfikować, nagranie traktowane jest jako dane osobowe. Z kolei np. w Finlandii jest kara grzywny, a nawet do roku pozbawienia wolności za nielegalne stosowanie kamer.

Sprawą zajmuje się m.in. fundacja Panoptykon.

DOSTĘP PREMIUM