"Z zakonu zniknęły dokumenty o ks. G. Nie było współpracy z prokuraturą. Zamiatanie pod dywan jest obrzydliwe"

Ks. Wojciech G. chce dobrowolnie poddać się karze, ale do molestowania dzieci się nie przyznaje. - Z niewiadomych powodów z dokumentacji zakonu zginęły informacje dotyczące jego działalności i pracy - mówił w TOK FM Piotr Krysiak, dziennikarz TVP Info, który badał sprawę wykorzystywania dzieci przez zakonnika.
Ks. Wojciech G., oskarżony o molestowanie nieletnich na Dominikanie i w Polsce, chce się dobrowolnie poddać karze - poinformował sąd. Prokurator poprosił o czas do namysłu. Rozprawę księdza przed wołomińskim sądem odroczono do 25 marca.

Zakon zgubił papiery

Piotr Krysiak, dziennikarz TVP Info, który od początku zajmował się sprawą, mówił w Poranku Radia TOK FM, że liczy na to, że proces się odbędzie. - Moim zdaniem Wojciech G. być może nie chciał, żeby wszyscy poznali dowody, które zebrali prokuratorzy w Polsce i na Dominikanie - mówił dziennikarz.

"Przełożeni wiedzieli"

Dodał, że wiadomo na pewno, że w Polsce podczas obozów w latach 2000-2001 Wojciech G. molestował dwóch chłopców. - Już wtedy przełożeni Wojciecha G. doskonale wiedzieli lub przynajmniej przypuszczali, jakie ma skłonności - mówił Piotr Krysiak. - Podczas zbierania materiałów do reportaży próbowałem rozmawiać z zakonnikami. Ale zakon michalitów na Bemowie to hermetyczne środowisko. Z niewiadomych powodów z dokumentacji zakonu zginęły nagle informacje dotyczące działalności i pracy Wojciecha G. w latach 2000-2001 i tego, co robił podczas obozów letnich - powiedział dziennikarz TVP Info. Dodał, że prokuratura wystąpiła do zakonu o dokumenty, ale ich nie dostała. Księża powiedzieli, że ich nie mają.



Dominikana była karą

- Według moich informatorów wyjazd na Dominikanę był karą za to, co tutaj się działo. Myślę, że to nie jest jedyny przypadek, kiedy Kościół takie sprawy próbuje zamieść pod dywan. Jest to wyjątkowo obrzydliwe. Zakonnicy w tej sprawie nie współpracowali ani z policją, ani z prokuraturą, a prywatnie dość go wspierali - powiedział dziennikarz.

Krysiak podczas dziennikarskiego śledztwa na Dominikanie ustalił m.in., że prokuratura dysponuje zeznaniami przynajmniej dwóch świadków, którzy twierdzą, iż na kilku fotografiach rozpoznali dłoń ks. Gila, który miał wykonywać czynności seksualne z nieletnimi.

Mentalność zmienia się powoli

Michał Szułdrzyński komentował w Poranku Radia TOK FM, że Kościół dużo zrobił na poziomie diecezji. Ale ten zakon nie jest zależny od episkopatu. - Wiele działań w polskim episkopacie idzie w dobrym kierunku, jestem ciekaw, czy zgłoszą się inne ofiary - zastanawiał się publicysta "Rzeczpospolitej". - Kościół przez pewien czas nie dostrzegał problemu. Ale widać zmianę myślenia. Od dwóch lat prowadzone są szkolenia dla pełnomocników diecezji, którzy mają być przygotowani do walki z problemem pedofilii. Odbywają się też szkolenia dla księży, które mają uwrażliwiać na problem pedofilii i rozpoznawać, że dzieci padły ofiarą pedofila. To dopiero początek, ale mentalności nie da się szybko zmienić - dodał Szułdrzyński.

"Dla ofiar lepiej, żeby proces był"

Agata Nowakowska z "Gazety Wyborczej" dodała: - Mam nadzieję, że ofiary zdecydują się na proces. Nie chodzi tylko o to, by Wojciech G. poszedł do więzienia, tylko by przyznał się do winy. Jeśli G. pójdzie bez procesu do więzienia, to pewnie wyjdzie z niego szybciej i będzie potem mówił, że padł ofiarą nagonki, że został niesłusznie skazany - zwróciła uwagę.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM