Pani Aneta poroniła w 9. tygodniu ciąży - co ze świadczeniem? Musi dostarczyć zaświadczenie o płci. RPO: To niezrozumiałe

Kobieta, u której dochodzi do poronienia np. w 9. tygodniu ciąży, ma teoretycznie prawo, by iść na skrócony urlop macierzyński. Musi jednak znać płeć dziecka, by wpisać ją do aktu urodzenia. Rzecznik praw obywatelskich pisze do ministra pracy: "To niezrozumiałe?.
Pani Aneta, mieszkanka Małopolski, cały czas wraca do swojego pobytu w szpitalu. Mniej więcej przed miesiącem poroniła, straciła ciążę w 10. tygodniu. Gdy wróciła do domu, chciała się ubiegać o skrócony urlop macierzyński czy zasiłek z tego tytułu. Ale okazało się, że to prawdziwa droga przez mękę.

Bo aby móc otrzymać określone świadczenia, trzeba mieć akt urodzenia, tyle że aby go dostać, trzeba znać płeć dziecka. A w sytuacji poronienia nikt nie potrafi podać płci "od ręki". I zaczynają się schody, bo bez płci ani rusz.

- Czuję się niewidzialna dla naszego państwa. Wszystko dlatego, że była to wczesna ciąża i w związku z tym nie znałam płci dziecka. Żadna instytucja nie widzi mojego problemu, o dramacie nie wspominając - mówi pani Aneta.

"Dyskryminacja kobiet po poronieniu"

Jak dodaje, czuje się dyskryminowana. W przypadku urodzenia dziecka martwego, u którego płeć jest już możliwa do stwierdzenia, kobieta nie ma problemu z gwarantowanymi jej przez państwo świadczeniami. Jeśli jest to jednak ciąża bardzo wczesna i dochodzi do poronienia, pojawiają się problemy.

Państwo "zmusza" niedoszłą matkę do określenia płci, jeśli chce uzyskać zasiłek czy skrócony urlop. - A mnie płeć dziecka nie jest potrzebna, nie chciałam jej określać, pogodziłam się już w jakiejś mierze z tą stratą i nie chciałam wiedzieć, czy miałabym syna czy córkę - mówi.

Zapłaciła jednak 500 zł i zdecydowała się na wykonanie badań genetycznych, które teoretycznie mogą wskazać płeć, ale ich wynik wcale nie jest przesądzony. - Czekam na wyniki badań, by skorzystać z przysługujących mi praw - mówi.

RPO o zmuszaniu do określania płci dziecka

W sprawie świadczeń dla kobiet po poronieniu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej interweniuje rzecznik praw obywatelskich, który uznał, że przepisy w tym zakresie są niezrozumiałe.

- Rzecznik bardzo konkretnie wskazuje ministrowi pracy, co trzeba zmienić w jego dwóch rozporządzeniach, które do uzyskania zasiłku macierzyńskiego i pogrzebowego czy do skorzystania ze skróconego urlopu macierzyńskiego wymagają przedstawienia aktu urodzenia dziecka - mówi dyrektor Mirosław Wróblewski z biura Rzecznika Praw Obywatelskich. A aktu urodzenia kobieta dostać nie może, bo nie zna płci dziecka.

- RPO wyraźnie zwróciła się do ministra pracy o zmianę tych dwóch rozporządzeń tak, aby do udzielenia świadczenia wystarczyło przedstawienie karty zgonu dziecka, co technicznie i legislacyjnie rozwiązałoby problem - dodaje Wróblewski. I wyjaśnia, że pytań i wątpliwości ze strony kobiet po poronieniu czy ich partnerów było wiele, nie był to sygnał jednostkowy. - I wydaje się, że jest to sprawa, która mogłaby być załatwiona stosunkowo szybko - dodaje.

Pan Adam rozpoczął walkę ponad rok temu

Stanowisko RPO ucieszyło pana Adama z Krakowa - jego żona poroniła ponad rok temu. To wtedy zaczął batalię z urzędami i urzędnikami, by doprowadzić do zmiany prawa.

Był jedną z osób, które napisały do rzecznika. - Jeżeli dziecko umiera w 8., 9. czy 10. tygodniu od poczęcia, to sytuacja naturalna jest taka, że płeć dziecka jest nieznana. I nie uważam, żeby trzeba było ją na siłę ustalać tylko po to, by matka mogła skorzystać ze swoich uprawnień. Ja z żoną nie chcieliśmy wykonywać tych badań i ustalać płci - mówi pan Adam.

Proces sądowy w toku

Cieszy go stanowcze stanowisko RPO. - Tak naprawdę pani rzecznik użyła całej mojej argumentacji, której ja użyłem w piśmie do niej. Chodzi o argumenty dotyczące tego, dlaczego ta sytuacja jest ewidentną dyskryminacją - mówi słuchacz.

- Złożyłem wniosek do sądu o ustalenie treści aktu urodzenia mojego dziecka. Podałem, że chcę, aby została wpisana do aktu płeć męska. Sąd na pierwszym posiedzeniu zdecydował jednak, że zleci biegłemu wykonanie ekspertyzy, by ustalić płeć - mówi pan Adam.

Tyle tylko, że to on ma za te badania zapłacić. - Dostałem wezwanie, żebym zapłacił 500 zł zaliczki na poczet opinii biegłego - mówi.

"Jeśli państwo chce znać płeć, to dlaczego na mój koszt to ustala?"

Zapłacił, bo chce sprawę przed sądem doprowadzić do końca. - Tyle że ja od początku nie chciałem tych badań. Bo uznałem, że jeśli państwo polskie potrzebuje znać płeć mojego dziecka, aby wydać mi dokument, który uprawniałby moją żonę do skorzystania z określonych świadczeń - to niech sobie państwo samo płeć ustala. Ale, na litość boską, nie na mój koszt - mówi pan Adam.

Czy Ministerstwo Pracy zmieni rozporządzenia, weźmie pod uwagę sugestie rzecznika praw obywatelskich i pójdzie na rękę kobietom po poronieniu? Od rzecznika ministerstwa usłyszeliśmy, że sprawa będzie analizowana.

DOSTĘP PREMIUM