Merkel jedzie do Moskwy. Po co? Prof. Stempin: Odda hołd poległym czerwonoarmistom, ale udziału w militarnym capstrzyku nie weźmie

Merkel w Moskwie ucieleśnia niezmiennie szacunek kraju, który został uwolniony od reżimu Hitlera, okazany drugiemu krajowi, który w tym celu przelał krew 26 milionów swoich żołnierzy. Aby nie dać się wmanewrować w militarną pokazówkę 9 maja, przyjedzie z delegacją 10 maja złożyć kwiaty - pisze prof. Arkadiusz Stempin.
Dlaczego Merkel jedzie do Moskwy? By po pierwsze, oddać hołd poległym w II wojnie światowej żołnierzom radzieckim, choć nie Armii Czerwonej - formacji, jaka przy okazji marszu na Berlin zniewoliła pół Europy. W tym także same Niemcy Wschodnie (NRD). A po drugie, by uszanować urząd prezydenta kraju wyzwoliciela, ale już nie w unii personalnej dzisiejszego gwałciciela międzynarodowych traktatów. Dlatego niemiecka kanclerz Merkel nie weźmie udziału w militarnym capstrzyku, jaki z okazji 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej w dniu 9 maja na bieżące potrzeby polityczne organizuje prezydent Putin. Z niewielką delegacją niemiecka szef rządu przybędzie dzień później i złoży wieniec pod moskiewskim Grobem Nieznanego Żołnierza.

Rosja pręży muskuły

W przededniu wizyty niemiecka dziennikarka zadała ambasadorowi Rosji w Berlinie pytanie, dlaczego Putin organizuje na Placu Czerwonym największą paradę wojskową wszech czasów.

Ambasador Władimir Grinin odpowiedział: - To ostatnia uroczystość tego rodzaju, święto tych, którzy przeżyli. Dlatego uroczystości trzeba odpowiednio zorganizować. Należy pokazać, że w dalszym ciągu pamiętamy o walczących, o bohaterach.

Dialektyczny bełkot. Choć należy uwzględnić i tę okoliczność, że militarne rocznice pod każdą szerokością geograficzną czci się ceremoniałem wojskowym. Nawet w Watykanie. 21 stycznia 2006 roku na placu św. Piotra defilowało 106 gwardzistów szwajcarskich, świętujących jubileusz 500-lecia istnienia papieskiej formacji.

Lista (nie)obecności na paradzie

Kanclerz Merkel na prężeniu muskułów putinowskiej Rosji zabraknie. Podobnie jak i większości zaproszonych na wojskowy capstrzyk przywódców świata zachodniego. Spośród krajów UE zapowiedzieli się jedynie premier Grecji i prezydent Cypru. W Czechach i na Słowacji po gradzie krytyki, jaka spadła na pomysły wyprawy do Moskwy tamtejszych polityków, znaleziono salomonowe rozwiązanie. Prezydent Miloš Zeman i słowacki premier Robert Fico pojadą ostatecznie do Moskwy, ale nie podpiszą listy obecności na paradzie wojskowej. Zapowiedzieli natomiast na nią swoje przybycie przedstawiciele Serbii, Chin, Indii, RPA, Kuby i Wietnamu.

Obecność kanclerz Merkel w Moskwie dzień po militarnym festiwalu wychodzi poza splot polityki i historii, złączonych nie tylko w Rosji mocą węzła gordyjskiego. Wykracza poza meandry bieżącej polityki, wyznaczonej zagarnięciem Krymu i prowadzoną przez Putina hybrydową wojną na Ukrainie. Merkel w Moskwie jest papierkiem lakmusowym na istnienie niezmiennego i niepodważalnego rdzenia w niemieckiej kulturze pamięci o II wojnie światowej. Odpornego na wstrząsy doraźnych konfiguracji politycznych. A rdzeń ten lub - kto woli - aksjomat sprowadza się do przyjęcia na siebie przez Niemcy niepodważalnej winy za rozpętanie II wojny światowej i popełnione podczas niej zbrodnie ludobójstwa. Oraz przyznania się do niezdolności zrzucenia w latach 1939-45 reżimu Hitlera własnymi rękami. Także wtedy, gdy 70 lat po zakończeniu wojny w niemieckiej kulturze pamięci - oprócz niezmiennego rdzenia - pojawiają się też inne wątki: od gwałtu na niemieckiej ludności cywilnej, dokonanej przez wkraczające do III Rzeszy wojska amerykańskie, radzieckie, brytyjskie i francuskie, na rabunku niemieckich dzieł sztuki skończywszy.

Gest Merkel

Merkel w Moskwie ucieleśnia niezmiennie szacunek kraju, który został uwolniony od reżimu Hitlera, okazany drugiemu krajowi, który w tym celu przelał krew 26 milionów swoich żołnierzy. W ten sposób niemiecka kanclerz podtrzymuje spiżowe słowa, jakie na kanwie 40. rocznicy zakończenia wojny 8 maja 1985 roku, wypowiedział zmarły niedawno były prezydent Niemiec Richard von Weizsäcker.

A brzmiały one: "Nowa generacja Niemców nie jest bezpośrednio odpowiedzialna, za to, co działo się w latach II wojny światowej. Ale przejmuje ona odpowiedzialność za to, jak, pamiętając o historii, będzie ona tworzyć teraźniejszość".

A Steinbach na to....

W tym wymiarze obecność kanclerz Merkel w Moskwie odpowiada polskiej racji stanu.

"Nie, Merkel nie powinna jechać do Moskwy, a Niemcy nie mają potrzeby żywić do Rosjan uczucia wdzięczności"- peroruje nad Renem wysłana na polityczną emeryturę przez kanclerz Merkel była szefowa Związku Wypędzonych Erika Steinbach. Egzotyczny pogląd odosobnionego dinozaura niemieckiej polityki.

Na obchodach rocznicy zakończenia wojny na Westerplatte nie zabraknie przedstawiciela Niemiec. Weźmie w nich udział były prezydent RFN, urodzony w czasie wojny na ziemiach polskich, w Skierbieszowie, Horst Köhler.

Najciekawiej może być w Azji jesienią

W formie post scriptum warto dodać, że także w Azji, gdzie II wojna światowa zakończyła się dopiero w jesieni 1945 roku, 70 rocznica jej zakończenia stwarza idealne podglebie dla podgrzania aktualnych konfliktów. Prezydent Chin Xi Jinping zaprasza 3 września na wielką paradę wojskową do Pekinu. Impreza posiada drugie dno - demonstrację siły wobec japońskiego rywala. W ubiegłym roku Chiny wyniosły zwycięstwo nad Japonią w II wojnie światowej do rangi święta narodowego. W tym kontekście z wielkim zainteresowaniem oczekuje się na słowa japońskiego premiera Shinzo, który jest znany ze rewanżystowskiej retoryki. Ewentualna relatywizacja wcześniejszych ekspiacji Japonii za popełnione w wojnie i w okresie kolonialnym zbrodnie zwiększy napięcie między sąsiadami, wywołane przed kilkoma tygodniami wprowadzeniem do szkół japońskich nowych podręczników do historii.

DOSTĘP PREMIUM