Afera lekowa. Przychodnie słupy masowo skupują leki z aptek. I wyprowadzają z kraju

W Polsce powstają przychodnie zdrowia, które nie zamierzają przyjmować pacjentów - tylko handlować lekami i zarabiać na ich eksporcie. To nowy sposób na to, jak ominąć prawo i zarabiać miliony na wywozie leków za granicę.
- Przyszedł mężczyzna, powiedział, że jest przedstawicielem przychodni z Mazowsza i kupi ode mnie spore ilości leku. Zdziwiłam się, gdy podał nazwy. Te leki w hurtowniach są od dawna praktycznie niedostępne - opowiada nam młoda farmaceutka.

Okazało się, że jest sposób, by lek dostać. - Przedstawiciel ZOZ-u podał mi nazwę hurtowni i specjalny numer telefonu, pod którym mogłam zamówić to, czego przychodnia potrzebowała - mówi kobieta. Mechanizm jest więc prosty: przedstawiciel ZOZ przychodzi do apteki, daje namiar na hurtownię, apteka zamawia z hurtowni lek i sprzedaje ZOZ-owi. Po co przychodni nowoczesne leki? Po nic, bo leki... nigdy do niej nie trafią.

W kolejnej części dziennikarskiego śledztwa TOK FM odkrywamy przychodnie słupy, które powstają tylko po to, by skupować i wyprowadzać z kraju gigantyczne ilości leków. O sprawie wie Inspekcja Farmaceutyczna, prokuratura, resort zdrowia, ale proceder został tak zaplanowany, że praktycznie nic nikomu nie da się udowodnić.

Powstają przychodnie i zamawiają specjalistyczne leki. DUŻO leków

Na przedstawionej przez nas transakcji aptekarka mogła zarobić dodatkowo kilka tysięcy złotych miesięcznie. Jest przekonana, że wiele jej koleżanek i kolegów po fachu propozycje współpracy przyjmuje. A skala tego procederu rośnie.

W ogólnodostępnych rejestrach widać bum na zakładanie nowych zakładów opieki zdrowotnej. - Takie zjawisko nasiliło się od połowy 2014 roku i trwa nadal - mówią nam zgodnie wojewódzcy inspektorzy farmaceutyczni w całym kraju.

Co szczególnie budzi niepokój, to że zamawiają one duże ilości leków. I to tych najczęściej eksportowanych z kraju: nowoczesnych insulin, leków przeciwzakrzepowych, onkologicznych. Wszystko zgodnie z prawem, bo przychodnie mogą kupować leki. Do tej pory kupowały jednak inne specyfiki - np. zestawy przeciwwstrząsowe, gdyby pacjentowi coś stało się na miejscu. Teraz kupują specjalistyczne leki i w świetle obowiązujących przepisów nic nie można im zarzucić.

Dlaczego skup leków robi się przez przychodnie? Po pierwsze, mogą one wystawiać tzw. zapotrzebowania. Oznacza to, że nie musi być ani chorego pacjenta, ani wystawionej na niego recepty, żeby kupić lek z apteki. Na specjalnym druku wypisuje się potrzebne substancje i w świetle obowiązujących przepisów nikt nawet nie powinien pytać o powody zakupu. Po drugie: przychodni praktycznie nie da się kompleksowo kontrolować, co działający w tym biznesie skrupulatnie wykorzystują.

Dotarliśmy do takich aptek.

Poradnie są, ale nie działają

Jedna z nowo powstałych przychodni na Dolnym Śląsku pilnie kupi leki. Do wielu aptekarzy w Polsce trafiły od niej maile o tej treści: "Chciałbym z Państwem nawiązać współpracę dotyczącą pozyskiwania leków do przychodni specjalistycznej na zapotrzebowanie. Jestem kierownikiem takiej przychodni działającej od pół roku".

Kierownik przychodni przekonywał też aptekarzy, że wszystko jest absolutnie legalne. Dlaczego więc nie poszedł do apteki po drugiej stronie ulicy? Dlaczego nie zamawiał leków w swoim województwie? - Dlatego, że wtedy łatwiej jest ten proceder zauważyć - mówi nam jeden z farmaceutów i dodaje, że transakcje między województwami o wiele trudniej kontrolować.

Sprawdziliśmy - przychodnia istnieje, udało nam się nawet dodzwonić do kierownika. Na stronie internetowej znajduje się informacja, że przychodnia ma mnóstwo poradni. Chcieliśmy więc umówić się do neurologa, ale okazało się, że nie ma takiego specjalisty. Nie było też możliwości wizyty u endokrynologa, alergologa i wielu innych lekarzy. Przychodnia nie ma kontraktu z NFZ, więc z niczego nie musi się tłumaczyć.

Sytuacja zaczyna się wyjaśniać, gdy spojrzymy na numer NIP przychodni. Okazuje się, że ten sam przedsiębiorca ma również hurtownię farmaceutyczną zarejestrowaną w innym województwie, a ta może zgodnie z prawem eksportować leki zakupione przez ZOZ.

Proceder kwitnie na Mazowszu

Z sygnałów, które napływają od aptekarzy, wynika, że proceder najbardziej kwitnie na Mazowszu - to tu powstaje najwięcej przychodni słupów. - Wiele z nich w ogóle nie podjęło działalności leczniczej, inne przyjęły niewielką liczbę pacjentów - mówi TOK FM Mazowiecki Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny Mariola Kostewicz. - Z naszych porównań wynika, że przedsiębiorcy posiadający przychodnie skupujące leki z aptek, posiadają również hurtownie - dodaje Kostewicz i podkreśla, że to ułatwia późniejsze zbywanie leków.

Nazwy przychodni najbardziej zainteresowanych zakupem leków przewijają się w aptekach na terenie całego kraju. Zdarza się, że pojedyncze zamówienia opiewają na setki tysięcy złotych. Potwierdzają to inspektorzy farmaceutyczni, ale twierdzą, że są bezradni, bo skoro zapotrzebowanie jest wystawione poprawnie, to nie mogą go kwestionować. - Zwracamy się wtedy do wojewody o kontrolę działalności placówki medycznej, gdyż sami nie mamy do tego kompetencji - mówi Kostewicz.

Urząd wojewódzki potwierdza: kontrole były. Ale kierownik oddziału kontroli Anna Pietrzak na wstępie zaznacza, że oni nie mogą sprawdzać niczego, co dotyczy leków. - Możemy jedynie potwierdzić, czy prowadzona działalność zgadza się z tym, co zostało zgłoszone do rejestru podmiotów - mówi Pietrzak, ale zaraz potem dodaje, że i tak ich kontrole wykryły wiele nieprawidłowości. Okazuje się, że przychodnie, które skupują leki warte setki tysięcy złotych, nie przyjęły ani jednego pacjenta. Jeden z podmiotów zarejestrowanych w Wyszkowie nie miał nawet lekarza, który w trakcie kontroli pokazałby dokumenty potwierdzające prawo wykonywania zawodu.

Przeglądając wystąpienia pokontrolne, trafiliśmy też na przychodnię zarejestrowaną w Legionowie. Okazuje się, że kontrolerzy wojewody znaleźli dokumenty potwierdzające przyjęcie zaledwie 11 pacjentów. Jak ustaliliśmy, ten podmiot również kupował spore ilości leków w aptekach na terenie całego kraju.

Anna Pietrzak twierdzi, że trzem przychodniom grozi wykreślenie z rejestru za to, że nie podjęły działalności. Tylko trzem i tylko wykreślenie z rejestru, bo ten sam podmiot z tymi samymi osobami, ale np. pod inną nazwą, może się zarejestrować ponownie.

Wojewoda nic nikomu nie może udowodnić, bo poza formalnymi aspektami nie może analizować dokumentacji medycznej, nie może nawet pytać, po co przychodnia zamawiała leki.

Na Śląsku wypowiedzieli wojnę

Wojewódzki Inspektorat Farmaceutyczny w Katowicach otrzymał sygnały od swoich odpowiedników w innych województwach. Okazało się, że nowo powstałe przychodnie w Częstochowie i Sosnowcu zamawiały na zapotrzebowanie ogromne ilości leków na Pomorzu i w Świętokrzyskiem. Znowu chodziło o miliony złotych, a działanie "biznesmenów" jest wyjątkowo zuchwałe.

Na początek podkreślmy: te podmioty nadal działają. - Pan w Sosnowcu zarejestrował działalność leczniczą, a potem poprosił o wykreślenie z rejestru. Leków zakupił na około 2 miliony złotych - mówi WIF w Katowicach dr Izabela Majewska i bezradnie rozkłada ręce, bo gdy podmiot jest wykreślony, to ani wojewoda, ani inspekcja nie mogą go kontrolować. - Pan odczekał miesiąc i znowu zarejestrował działalność. Nie wiemy, czy znowu się nie wykreśli, a wojewoda musi odczekać trzy miesiące, zanim pójdzie na kontrolę - dodaje szefowa inspekcji w Katowicach.

W Częstochowie przychodnia skupująca leki działa tak "intensywnie", że nie da się jej nawet skontrolować. - Jedziemy już chyba piąty raz, a przychodnia cały czas jest zamknięta. Nie możemy tam nawet wejść, żeby sprawdzić, czy są jakieś oznaki działalności - mówi Majewska, która sprawy tych dwóch podmiotów skierowała do ABW, a Agencja przekazała je prokuraturom.

Jak powiedział TOK FM rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Tomasz Ozimek, śledztwo dotyczące podmiotu z tego miasta trwa, ale jest na bardzo wstępnym etapie. Jak ustaliliśmy, przychodnia bywa otwarta godzinę w tygodniu.

Tylko Ministerstwo ma kompetencje

Jedyną instytucją, która może kontrolować przychodnie kompleksowo, jest Ministerstwo Zdrowia. Zapytaliśmy blisko tydzień temu w resorcie, czy jakiekolwiek kontrole pod tym kątem były przeprowadzane, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Urzędy wojewódzkie i inspektoraty farmaceutyczne nic o takich kontrolach nie słyszały.



DOSTĘP PREMIUM