Prezes PZL Mielec pisze list do załogi. O konieczności zwolnień, nawet 500 osób. "W firmie wszyscy są przestraszeni"

List do pracowników prezes PZL wystosował dziś (wtorek). Rozesłano go pocztą wewnętrzną. Do zwolnień ma dojść w najbliższych miesiącach i powinny się zakończyć do września. - Można się było tego spodziewać po przegranym przetargu na śmigłowce dla wojska - mówi nam Marian Kokoszka, szef Solidarności w mieleckich zakładach. Związki zawodowe w przyszłym tygodniu będą rozmawiać z zarządem o odprawach i innych formach osłon dla zwalnianych.
Związkowcy z Mielca mówią o dwóch powodach zwolnień - pierwszy - i ich zdaniem główny - to przegrany przetarg na dostawę śmigłowców dla armii. Przypomnijmy, że do testów MON wybrało maszynę Caracal z Francji, odrzucając oferty ze Świdnika i z Mielca. Drugi powód zwolnień to generalnie mniej zamówień, a co za tym idzie - mniej pracy.

Sytuacja w Mielcu (amerykański Sikorsky) jest trudna, bo tych 500 osób do zwolnienia to jedna czwarta załogi. - W liście prezesa do nas jest informacja o tym, że zaczyna się restrukturyzacja, w wyniku której w całej grupie Sikorsky pracę straci 1400 osób, w tym w Mielcu 500 - mówi Marian Kokoszka, szef Solidarności.

Związki zawodowe będą chciały, by w pierwszej kolejności odeszli pracownicy, którzy mogą przejść np. na emeryturę. - Odejść, mając jakieś alternatywne dochody, jest trochę łatwiej niż wtedy, gdy odchodzi się na bruk - mówi Kokoszka. Jak dodaje, w firmie wszyscy są w tej chwili wystraszeni - każdy się obawia zwolnień. W przyszłym tygodniu związki mają zacząć z zarządem firmy rozmowy o odprawach i innych formach osłony.

Drugi zakład, który też startował w przetargu i też przegrał, czyli PZL Świdnik i AugustaWestland, prawdopodobnie także będzie zwalniał. Nieoficjalnie słychać głosy o możliwym zwolnieniu nawet 800 osób w najbliższych latach. Zarząd na razie liczb nie potwierdza, ale prezes Krzysztof Krystowski potwierdził na antenie TOK FM, że zwolnienia będą, tak jak w Mielcu. - W naszej firmie też tak będzie, bo jeżeli ja mam być montownią, czyli tym, co ma powstać w Łodzi [tak mówią Francuzi - przyp. red.], to ja nie potrzebuję inżynierów, pracowników badawczo-rozwojowych. Nie potrzebuję bardzo wielu ludzi w mojej strukturze - mówił w TOK FM Krzysztof Krystowski. Ile osób może stracić pracę w Świdniku? Dowiemy się tego prawdopodobnie po poniedziałkowym posiedzeniu rady nadzorczej.

DOSTĘP PREMIUM