Hurtownia wielkiego koncernu farmaceutycznego do zamknięcia. Prokurator bada sprawę [ŚLEDZTWO TOK FM]

Inspekcja farmaceutyczna chce zamknąć hurtownię leków należącą do firmy Sanofi - jednego z największych koncernów farmaceutycznych. W toku jest też prokuratorskie postępowanie, bo służby farmaceutyczne twierdzą, że mogło dojść do narażenia życia i zdrowia obywateli. Sprawa jest związana z brakiem popularnego leku przeciwzakrzepowego dla polskich pacjentów - ustalił reporter TOK FM.
W Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym słyszymy, że braki popularnej heparyny drobnocząsteczkowej Clexane są zgłaszane kilkaset razy w miesiącu. - Aptekarze raczej piszą maile. Pacjenci częściej dzwonią. Zdarza się, że i jedni, i drudzy wręcz błagają o parę opakowań i liczą, że inspektorat coś w tej sprawie pomoże - mówi TOK FM jedna z urzędniczek.

Leki w magazynie, a mówią: nie ma

Kilkanaście miesięcy temu Inspekcja Farmaceutyczna rozpoczęła kontrolę w dużej hurtowni należącej do koncernu Sanofi. Będąc już na miejscu, w magazynie, inspektor zadzwonił na infolinię tej firmy, podszywając się pod farmaceutę (tak zamawia się leki do hurtowni, przez infolinię swoje potrzeby zgłaszają apteki) i usłyszał, że leku nie ma, choć ogromne zapasy stały w magazynie, tuż przed nim.

Główny Inspektor Farmaceutyczny wszczął postępowanie, przeprowadzał kolejne kontrole i kilka dni temu wydał decyzję o odebraniu hurtowni zezwolenia na sprzedaż leków. Decyzja jest nieprawomocna.

- Firma od miesięcy zapewniała nas, że dostarcza na rynek coraz więcej leku, ale ten i tak znika. Rozkładali bezradnie ręce. Byliśmy pewni, że jesteśmy po jednej stronie w walce o to, by pacjenci mieli dostęp do specjalistycznego leku - mówi rzecznik GIF Paweł Trzciński i dodaje, że kontrola rzuciła na tę sprawę inne światło. - Zauważyliśmy nadmierne gromadzenie leku i to, że hurtownia nie spełnia swojego podstawowego zadania, czyli zabezpieczania pacjentów. Firma raportowała nam swoje stany magazynowe, ale na miejscu było znacznie więcej tego leku - dodaje.

Kto winien? Wygląda na to, że firma

W odpowiedzi na nasze pytania rzeczniczka Sanofi Monika Chmielewska-Żehaluk odpiera zarzuty GIF-u i twierdzi, że takiej decyzji nie rozumie. - Pomimo faktu, że Sanofi regularnie każdego roku dostarcza więcej na rynek polski, niż wynika to z zapotrzebowania rynku krajowego, nadal są problemy z dostępnością leku Clexane dla polskiego pacjenta. A my jako producent nie jesteśmy w stanie zwiększać dostaw leku w nieograniczonych ilościach. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na fakt, że pojawiające się braki dostępności leku Clexane w aptekach są poza kontrolą naszej spółki, niemającej żadnych możliwości prawnych wpływania na sposób dystrybucji produktów przez kolejne szczeble dystrybucji leków w Polsce - czytam w piśmie przesłanym nam przez przedstawicielkę koncernu.

Warto zaznaczyć, że lwia część leków Sanofi trafiająca na polski rynek przechodzi właśnie przez hurtownię w Błoniu, którą GIF chce zamknąć. Taki model dystrybucji wybrała dla siebie firma. Jak twierdzi, chodziło o to, by uszczelnić łańcuch przed wypływaniem leków z kraju i dostarczania ich do aptek.

Po co więc w magazynach gromadzono leki? Dlaczego część aptek nie ma do nich dostępu? Gdzie ostatecznie trafiały? Na te pytania jednoznacznie trudno odpowiedzieć, jednoznacznych odpowiedzi nie słyszymy też w inspekcji.

- Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy powiedzieć, że za braki leku na rynku odpowiada także sama firma - mówi Paweł Trzciński, a przedstawicielka koncernu znowu nie zgadza się z tym stanowiskiem. - Nie jest prawdą, że utrzymujemy spore partie leków w naszej hurtowni. Nasze stany magazynowe są na standardowym poziomie. Natomiast Sanofi jest zobowiązane posiadać, i posiada, zapasy na realizację takich potrzeb, jak zaopatrzenie szpitali czy w przypadku natychmiastowej reakcji na nadzwyczajne sytuacje rynkowe na rynku otwartym - mówi Chmielewska-Żechaluk i dodaje, że wpuszczenie na rynek większej ilości leku niż obecnie spowoduje jego wywóz za granicę.

A leki i tak wypływają

Clexane to rzeczywiście jeden z najchętniej wywożonych z Polski leków. Jego cena za granicą jest znacznie wyższa niż w Polsce, a ten specyfik zalicza się do grupy tych ratujących życie. Co najdziwniejsze w tej sytuacji, okazuje się, że choć jedne hurtownie nie mogą zamówić nawet jednego opakowania Clexane dla pacjentów, to inne wyprowadzają z kraju setki opakowań.

TOK FM dotarło do dokumentów, które potwierdzają ten proceder. Jak to się dzieje, że niektóre apteki są w stanie zdobyć tak wielkie partie leku? Przedstawiciele Sanofi zapewniają, że i oni tego nie wiedzą, ale wypracowany przez nich sposób dystrybucji leków miał właśnie temu zapobiegać.

- Wszystko dzieje się na pewnych szczeblach zarządzania w tego typu hurtowniach. Jeżeli ktoś widzi, że ma możliwość decydowania, gdzie dany lek pójdzie, to wysyła go tam, gdzie zechce. Dlatego nie wszyscy mogą go otrzymać. Ci, którzy go otrzymują, wywożą go z kraju - tłumaczy nam osoba działająca w branży. Przedstawiciele Sanofi są przekonani, że u nich nic takiego nie ma miejsca. Zapewniają, że prowadzili audyty w hurtowniach, które nic nie wykazały.

O eksporcie leków z Polski pisaliśmy już wielokrotnie. Tłumaczyliśmy też mechanizmy eksportu, które wytworzyły się na rynku. Po pierwsze, dzięki ministerialnym interpretacjom przy wywozie nie trzeba przestrzegać sztywnych marż, a to sprawia, że eksport jest bardzo opłacalny. Po drugie, apteki nielegalnie odsprzedają leki w ramach odwróconego łańcucha dystrybucji. Pisaliśmy też o przychodniach słupach skupujących leki.



Prokuratorskie postępowanie w sprawie

- Poinformowaliśmy o sprawie prokuraturę. Takie są procedury, kiedy mamy podejrzenie, że doszło do złamania prawa - mówi Paweł Trzciński. Wydział do walki z przestępstwami przeciwko zdrowiu i życiu Komendy Rejonowej Policji w Warszawie prowadzi postępowanie przygotowawcze w tej sprawie. Jak ustaliło TOK FM, policja przesłuchała kilkuset aptekarzy. Chodziło o sprawdzenie, czy rzeczywiście leku Clexane w odpowiednich dawkach brakuje dla pacjentów.

- Policjanci przesłuchiwali mnie dwa razy. Pytania dotyczyły głównie leku Clexane. Odpowiadałem między innymi na pytanie, czy rzeczywiście ktoś z powodu tego leku ucierpiał - mówi w TOK FM Konrad Okurowski, farmaceuta z Olsztyna, który zaznacza, że farmaceuci nie wiedzą, czy pacjenci ucierpieli, ale przyznaje, że zdarzały się sytuacje, w których tego leku nie było, a infolinia informowała, że nie ma go też w magazynach.

DOSTĘP PREMIUM